Avenue 5 – recenzja 2. sezonu serialu. W kosmos z tym

Nareszcie zakończył się drugi sezon serialu Avenue 5. Jak w pierwszym sezonie, statek kosmiczny pełen turystów nadal nie mógł powrócić na Ziemię. Ile ostatecznie zajęła podróż? Nie wiem, bo oglądanie tego serialu samo w sobie ciągnie się w nieskończoność. 

Nie będę kryć, że już pierwszy sezon był solidną próbą dla mojej cierpliwości. Avenue 5 reklamowało się jako komedia w stylu sci-fi, skupiona na rozwijającej się turystyce kosmicznej. Pomysł opierał się na grupie turystów w luksusowym statku kosmicznym. Głównym wątkiem serialu do tej pory był fakt, że podróż się nieustannie wydłuża i nikomu się nie podoba. W pierwszym odcinku drugiego sezonu okazuje się, że podróż się wydłuża i nikomu się nie podoba. Cóż za intrygujący plot twist…

Mimo to stwierdziłam, że dotrwam i z premedytacją obejrzę to wątpliwe dzieło do końca. Nie liczyłam już na żadne pozytywy, bo otwarcie drugiego sezonu tym samym zabiegiem nie nastawiło mnie najlepiej. Nie zmieniło się absolutnie nic – możnaby ten odcinek wrzucić w środek pierwszego sezonu i nikt by nie zauważył.

Avenue 5
Avenue 5, HBO

Wszystko, co dzieje się w drugim sezonie, jest powieleniem pierwszego. Jedynym interesującym momentem historii są odwiedziny innego statku. Wszystko wygląda tam rajsko, ale zamieszkują go groźni przestępcy. Na dodatek jeden z nich dołącza do turystów – chyba miał być postacią wprowadzającą nową energię. Nie jest. Jest co najwyżej wisienką na torcie absurdu w tym serialu – okazuje się bowiem kanibalem i prawie zostaje wybrany na kapitana statku ze względu na swoją wrażliwość na człowieka.

Zobacz również: Do ostatniej kości – recenzja filmu. Manifest wegański + Zmierzch w sosie BBQ

Wszystkie zagrania wyglądają jakby były dopisywane na kolanie dzień przed kręceniem scen. Każda próba wprowadzenia czegoś nowego spełza na niczym.  Brakuje jakichkolwiek stawek i konsekwencji. Nie za bardzo da się nawet przywiązać do jakiejkolwiek postaci, bo gra aktorska opiera się na krzyku i kłótni rodem z seriali paradokumentalnych.

Avenue 5
Avenue 5, HBO

Ku mojemu zaskoczeniu, pojawia się jeden interesujący zabieg. Avenue 5 próbuje być samoświadome. Przez kilka odcinków mieszkańcy statku oglądają fragmenty serialu o nich samych, który jest produkowany na Ziemi. Jest on mocno karykaturalny i szczególnie eksponuje wady głównych postaci. W kilku momentach bohaterowie odnoszą się nawet do tego, jak zostali sportretowani. Wątek serialu w serialu jest jednak dość szybko porzucony, bo twórcy wysadzają serialowy statek w powietrze. Przez moment jednak był to ciekawy zabieg, który wprowadzał dystans do głupoty Avenue 5. Przy okazji sprawdzał się też jako satyra na programy typu talk-show, ale takich scen było dosłownie kilka, zanim zostało to porzucone.

Zobacz również: 1899 – recenzja serialu. Titanic, piramidy i…Maciej Musiał?

Podsumowując: mierność nad miernościami. Nie warto nawet puszczać sobie odcinków do obiadu, bo wszystko jest ciekawsze niż Avenue 5. Jak komuś bardzo zależy na Hugh Lauriem, to zalecam wrócić do serialu Dr House. Pośmiać się przy tym serialu można co najwyżej wymuszonym śmiechem. Statek nie kończy swojej podróży – ja z kolei kończę swoją przygodę z tym serialem.

Obrazek główny: WhatToWatch.

Plusy

  • Wątek serialu w serialu

Ocena

4 / 10

Minusy

  • Wtórne zagrania i fabuła
  • Niewiążące się wydarzenia
  • Zakończenie nic nie wnosi
Anna Baluta

Jeśli nie odpisuje, to pewnie ogląda serial. Wykształcona amerykanistka, która z premedytacją zapisuje się na kolejne zajęcia z telewizji. Jak nie ogląda to czyta, słucha albumów, czasem przypomni sobie o studiowaniu i pracy - ale to w międzyczasie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze