M3GAN – recenzja filmu. Mordercza lalka w akcji

Zwiastun M3GAN zelektryzował widownię. Horror sci-fi z morderczą lalką w roli głównej – brzmi jak przepis na hit. A w produkcji maczał palce sam James Wan.

Bajkę o sztucznej inteligencji, która zwraca się przeciw swemu twórcy, znamy wszyscy. Zarówno od foliarzy i internetowych proroków, głoszących zmierzch cywilizacji i nadciągającą hegemonię kuchennych mikserów, które planują przejąć władzę nad światem, jak i z popkultury. Filmowcy uwielbiają eksplorować ten motyw. Zrobił to Cameron w kultowym Terminatorze, oscarowa Ex Machina przeraziła realizmem, a w Ja, Robot z buntem maszyn walczył sam bohaterski Will Smith. Nawet Avengersi dołożyli swoje trzy grosze w Czasie Ultrona. Temat A.I. jest bardzo na czasie i wciąż czeka na nowe interpretacje. Tym bardziej szkoda, że M3GAN nie wnosi do niego nawet grama świeżości.

Większa część fabuły skupia się na dramacie młodocianej bohaterki, która straciła rodziców. Traumę pomaga przetrawić jej zaawansowana technologicznie lalka, która stawia sobie za cel chronić małą przed złem. Wszelkimi możliwymi sposobami. Z czasem M3gan zaczyna przejawiać zaskakująco rozbudowaną świadomość i zabójcze skłonności. Jeżeli ten opis wywołuje w was wrażenie „gdzieś już to widziałem”, to wiedzcie, że będzie wam ono towarzyszyć przez cały seans.

Zobacz również: W trójkącie – recenzja filmu. Pokłady snobizmu na pokładzie jachtu

Musiałbym jeszcze nie otrzeźwieć po Sylwestrze, by nazwać M3GAN horrorem. Pojawiają się tu lekkie odchyły w kierunku kina grozy, ale na tyle drobiazgowe, że niemal niezauważalne. Jeżeli, zaciekawieni zwiastunem, liczyliście na krwawą akcję z morderczą lalką w roli głównej, to srogo się zawiedziecie. Na ekranie nie pojawia się ani jeden zgon więcej. Zasadniczo, jeśli nie liczyć finalnej sceny z happy endem (no błagam, to nie spoiler, wszyscy się tego domyślacie), zwiastun można potraktować jako rzetelny skrót filmu, kondensujący wszystkie najciekawsze momenty. Jeżeli więc cenicie swój czas, to zapraszam akapit wyżej. Te dwie minuty zapewnią więcej emocji niż pozostałe 100.

M3Gan
Fot. M3GAN, Universal Pictures

Problemem M3GAN jest nie tylko odtwórcza, nieangażująca fabuła, ale też zupełny brak obranego kierunku. Horrorowe wstawki kłócą się z monotonną narracją i dramaturgią, próby poważnego potraktowania problematyki rozwijającej się technologii zostają zagłuszone komediowymi ziarenkami rzucanymi w zupełnie losowych momentach. Osobowość M3gan ma swój urok: psychopatyczna lalka w jednej scenie odgrywa taniec rodem z tik toka, by w następnej wymachiwać zakrwawioną maczetą. Swobodne nawiązania do Transformers i Gigantów ze stali to kolejny smaczek. Pytanie tylko, po co to wszystko? Fabuła przypomina obrazy Pollocka, zamiast obrać konkretny kierunek i konsekwentnie nim podążać, kręci się wkoło. Jeżeli James Wan był obecny na planie M3GAN, to prawdopodobnie roznosił tam kawę.

Zobacz również: Terrifier 2 – recenzja filmu. Makabryczna baśń o klaunie i barbarzynce

Drobnym pozytywnym przebłyskiem jest relacja młodej bohaterki z lalką, którą uważa za swoją przyjaciółkę. Violet McGraw i Amie Donald robią dla tej produkcji więcej niż cała dorosła obsada, nie w tym tkwi jednak sedno. W pewnym momencie fabuły pojawia się pytanie o wpływ postępującej technologii na dzieci. M3GAN nie sili się na poważny komentarz społeczny – dzięki Bogu, bo stałaby się swoją własną parodią – ale w swej pokracznej inscenizacji dotyka problemu, który zasługuje na uwagę. Bohaterka nawiązuje tak bliską relację z sztuczną inteligencją, iż ta staje się jej nieodłączną towarzyszką, zastępując jej przyjaciół i rodziców. Problem jest tym drażliwszy, że już współcześnie obserwujemy jego symptomy. Refleksje z tego tytułu to jedyne, co zostało mi w głowie z seansu. 

Zobacz również: Najlepsi reżyserzy horrorów

Mimo zalewu nijakości i sztampy, film posiada jedną zaletę. Zaletę w postaci pokręconej osobowości M3gan, choć i ten motyw został wykorzystany w 10%. Sadystyczna lalka grająca na pianinie w środku nocy lub popieprzająca przez las z gracją naćpanej Samary Morgan, to coś, co wywołało lekki uśmiech na mojej twarzy i uratowało M3GAN przed półką z najgorszymi szmirami (choć i tak sadowi się ledwie półkę wyżej).

M3GAN
Fot. M3GAN, Universal Pictures

M3GAN to napompowany balonik obrazujący siłę marketingu. Bezdusznie żeruje na dobrze znanej wszystkim historii, nie dodając nic od siebie. Jest tak obrzydliwie schematyczna i poprawna, że zasługuje raczej na miano produktu, niż faktycznego dzieła sztuki filmowej. A szkoda, bo historia miała potencjał, którego zalążki można dostrzec podczas seansu. Ale jaką wartość ma inwencja twórcza i pasja za kamerą, jeżeli odrysowana od linijki klisza gwarantuje satysfakcjonujący wynik w box office? M3GAN to film taki sam, jak tytułowa lalka – sztuczny i pusty. Tak, jak zwróciła się przeciw swojej twórczyni, powinna, idąc za ciosem, zaatakować też twórców filmu.

ŚLEDŹ NAS NA IG

Plusy

  • Psychopatyczna lalka bywa zabawna

Ocena

2 / 10

Minusy

  • Brak inwencji twórczej, przemielenie tej samej historii po raz tysięczny
  • Niekonsekwentne rozwijanie fabularnych tropów, zabijanie własnego potencjału
  • Brak duszy i jakiejkolwiek wartości
Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze