Pan Samochodzik i templariusze – recenzja filmu. Adios udana adaptacjo!

Informacja, że Netflix zabiera się za adaptację Pana Samochodzika zapaliła ostrzegawczą lampkę u wielu zagorzałych fanów serii książek i starego filmu. Nie byłam w puli sceptyków i naprawdę liczyłam, że twórcy odrobią pracę domową i stworzą przystępną dla młodego widza, dynamiczną opowieść o poszukiwaniu skarbów. Nie spodziewałam się, że otrzymamy aż tak źle napisany i zrealizowany film, będący jedynie parodią oryginalnej opowieści. 

Mając tak dobry materiał źródłowy, jakim są książki Zbigniewa Nienackiego trzeba naprawdę się wysilić, żeby zepsuć zarówno postacie, jak i fabułę książki. Ale jak widać da się, a to głównie dlatego, że scenariusz wypełniony jest przesadą. Myślę, że reżyser Antoni Nykowski i scenarzysta Bartosz Sztybor starali się, aby opowieść była bardziej zrozumiała dla młodzieży, która pierwszy raz będzie miała styczność z postaciami. Jednak wyszło im to ze szkodą dla całości, ponieważ usunęli z filmu praktycznie wszystko, co było wartościowe w oryginale.

Najbardziej żal mi tego, co zrobiono z tytułowym bohaterem. W wydaniu Netflixa Pan Tomasz (Mateusz Janicki) jest chamskim, aroganckim bufonem, do którego nie mam żadnej sympatii. Ciężko jest mi zaakceptować, że jedna z moich ulubionych postaci literackich została przez scenariusz wypłaszczona, a jej ambicja została sprowadzona do przerośniętego ego. Nawet jego kultowe przezwisko zostało w adaptacji sprowadzone do nieśmiesznej gry słownej.

Zobacz również: Jack Ryan – recenzja 4. sezonu. Godny finał?

Pan Samochodzik
Kadr z filmu Pan Samochodzik i templariusze 

To nie jedyny absurd tego filmu. Zostańmy przy bohaterach, a konkretnie przy najmłodszych z nich. Film mógł być ciekawą drogą do pokazania dzieciom, że warto uczyć się historii, podróżować i dobrze się bawić wspólnie z przyjaciółmi. Niestety tak nie jest. Poznajemy trójkę naszych bohaterów na obozie harcerskim, gdzie nie są zbyt lubianymi i popularnymi dzieciakami. Bardzo doceniam decyzję, że w harcerskim trio znalazła się kobieca reprezentacja. Harcerki były liczną grupą, także jej obecność nie powinna stanowić aż takiego fenomenu. Nie rozumiem więc, dlaczego w filmie dziewczynka jest traktowana gorzej przez rówieśników ze względu na swoją płeć. Pozostali głowni bohaterowie dziecięcy są wyśmiewani, ponieważ jeden z chłopców jest pulchniejszy i nosi okulary, a drugi jest sierotą.

Sam pomysł ukazania braku akceptacji ze strony rówieśników jest dobry. Problem pojawia się później, gdy twórcy sami traktują ich problemy prześmiewczo. Bazujemy tu na krzywdzących stereotypach, których scenariusz nie stara się obalić. Dzieci uciekają z obozu harcerskiego nie mówiąc o tym nikomu, żeby dołączyć do Pana Samochodzika i znaleźć skarb. Robią to, aby zdobyć upragnioną popularność. Dlatego znikają z wyjazdu, co prowokuje w fabule jeszcze jedną absurdalną sytuację. W oryginalnej historii rodzice sami prosili Pana Samochodzika, żeby zabierał ich dzieci na wyprawy, ponieważ dzięki temu podróżowały, uczyły się i były bardziej samodzielne. Za to w filmie Pan Samochodzik zostaje oskarżony o ich porwanie.

Pan Samochodzik
Kadr z filmu Pan Samochodzik i templariusze 

W książkowym pierwowzorze mamy również dwie silne postaci kobiece – dziennikarkę Ankę (Sandra Drzymalska) oraz Karen Pettersen (Maria Dębska). Mając takie bohaterki można było dać im więcej czasu ekranowego do pokazania ich charakteru i nadać temu feministyczny kontekst. Niestety twórcy stwierdzili, że to mała dziewczynka dostanie do wypowiadania w losowych momentach emancypacyjne teksty, które w tym kontekście brzmią sztucznie i karykaturalnie.

Zobacz również: Niedziadersko o teatrze czyli jak to robi „Podcast o Teatrze” –  rozmowa z Katarzyną Niedurny i Katarzyną Waligórą

Twórcy dodali również zupełnie nową postać, która mogła być dość mocnym punktem tego filmu, mimo że jest w pełni wymyślona przez scenarzystów. Niestety, nawet to się nie udało. A mowa tu o Zorro-podobnym, kolumbijskim poszukiwaczu skarbów Adiosie (Bo wszystkich zostawia w tyle!). Pomijam fakt, że nie mam pojęcia gdzie Adios (Jacek Beler) nauczył się tak perfekcyjnie mówić po polsku. Ale dzięki niemu najmłodsi widzowie mogą nauczyć się podstaw hiszpańskiego, dzięki rzucanym przez niego w losowych momentach filmu prostym sentencjom. Natychmiastowa zmiana języka w wygodnych dla twórców chwilach jest dla widza konsternująca. Postać ta nie ma sensu fabularnego i nic nie wnosi do fabuły. Potrzebna jest dokładnie tak bardzo, jak nowa adaptacja Pana Samochodzika, którą zafundował nam Netflix.

Jest tu wiele przykładów tworzenia wątków na siłę i bez większego pomysłu. Między innymi szybko zlikwidowana zostaje postać, która w oryginale była jednym z głównych bohaterów. Jej śmierć była twórcom potrzebna, aby podkreślić wartość skarbu i umotywować działania jednej z bohaterek. Przez to, że nie mieliśmy czasu, aby zacząć sympatyzować z poszukiwaczami, to wątek został potraktowany bardzo powierzchownie oraz nie wzbudza on w widzu żadnych emocji.

Pan Samochodzik
Kadr z filmu Pan Samochodzik i templariusze 

Zobacz również: Champions! – recenzja gry planszowej

Nowa adaptacja zmienia również zupełnie finał historii. Być może na fali popularności Indiany Jonesa twórcy próbowali inspirować się nim również w naszej rodzimej historii o poszukiwaniu skarbów. Wyszło jednak bardzo tanio. Końcówka filmu wprawia widza w konsternację nie tylko z powodu poszatkowanych elementów narracyjnych. Absurdem jest również wymyślony przez twórców skarb templariuszy. Nie mającej składu fabule towarzyszy bardzo kiepski montaż i kilka źle wykadrowanych ujęć. Przez to film jest po prostu trudny w odbiorze.

Oprócz imion bohaterów, zbieżności lokacji i wspólnego tytułu film Pan Samochodzik i Templariusze nie ma nic wspólnego z oryginalną opowieścią. I nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby ta adaptacja była ciekawym, młodzieżowym kinem akcji, które jedynie inspiruje się kultową powieścią. Niestety, jest to prosta, miejscami nudna opowieść o poszukiwaniach skarbu. Nie jest to jedynie moje zdanie, ponieważ takie samo ma również moja rodzina – reprezentacja fanów Pana Samochodzika w różnym wieku. Produkcja nie broni się tym, że jest skierowana do dzieci, ponieważ nawet zdaniem najmłodszych jest to po prostu słaby film.

Źródło obrazka wyróżniającego: kadr z filmu Pan Samochodzik i templariusze


Postaw nam kawę wpisując link: https://buycoffee.to/popkulturowcy
Lub klikając w grafikę

Plusy

  • Plus za starania, aby unowocześnić kultową historię

Ocena

2 / 10

Minusy

  • Fabuła jest nieciekawa, a postacie irytujące
  • Pan Samochodzik w tej adaptacji - ni to Indiana, ni to James Bond
  • Kiepski montaż
Monika Antoniak

Zawodowa binge-watcherka, nałogowa graczka w planszówki i profesjonalna widzka teatralna. Bywalczyni Warszawskich kin studyjnych, spektakli muzycznych i klimatycznych kawiarni. Te ostatnie odwiedza, aby czytać książki ze stosu z podpisem „nieprzeczytane”, który cały czas rośnie w niewyjaśnionych okolicznościach. Chciałaby zwiedzić świat z plecakiem i bez planu.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze