Szlak umrzyka – recenzja książki. Faktycznie umieralnia

Raz na jakiś czas lubię sięgnąć sobie po książkę o Dzikim Zachodzie czy inną opowieść o trudach amerykańskiej ziemi. Szlak umrzyka Larry’ego McMurtry’ego wydał mi się więc idealną propozycją, która wpisuje się w moje kategorie. Chociaż nie sięgnęłam wcześniej po dwie części serii, stwierdziłam, że chronologicznie pierwsza historia mi wystarczy. Owszem, wystarczyła i więcej nie chcę. 

Szlak umrzyka to wydany jako trzeci, ale liczący się jako pierwszy, tom teatrologii o Dzikim Zachodzie. Fanom westernu zapewne obił się o uszy tytuł Na południe od Brazos – to właśnie to, ale skupimy się jedynie na tomie, który miał poszerzyć historię dwójki głównych bohaterów. Śmiem bowiem twierdzić, że Szlak za bardzo się nie broni, chyba że chcemy wraz z bohaterami przeżywać katusze.

Gus McCrac oraz Woodrow Call to młodzi, nieco naiwni, mężczyźni żądni przygód oraz zarobku. Małe amerykańskie miasteczko w latach 40. XIX wieku nie zapewni im ani jednego, ani drugiego – chłopcy wstępują więc w szeregi strażników Teksasu. Pierwsza misja polega na wytyczeniu szlaku do El Paso, który póki co prowadzi przez terytoria bezlitosnych Komanczów i Apaczów. Zadanie więc nie tylko zapewni przyjaciołom żołd czy odmianę od codziennego życia, ale też udowodni ich męstwo, siłę oraz zaradność.

Zobacz również: Diabeł – recenzja książki. Piekielnie wciągające!

Zanim zacznę narzekać, wprowadzimy sobie jeden przydatny koncept, na którym opiera się Szlak umrzyka. W tamtych czasach tereny pogranicza (tzw. frontier) przesuwały się wraz z rozwojem cywilizacji i zasiedlaniem kolejnych miast. W konsekwencji Dziki Zachód stopniowo stawał się mniej dziki, chociaż nie pozbawiony niebezpieczeństw. W amerykańskiej kulturze pogranicze hartowało zamieszkujących je ludzi, kształtowało charakter i stymulowało rozwój cech takich jak zaradność, samowystarczalność, czy indywidualizm. Larry McMurtry używa frontier, aby pokazać trudy czekające bohaterów. Wyznaczenie szlaku łączącego dwa miasta jest swoistym testem w walce pomiędzy jałowymi ziemiami a postępującym rozwojem.

Przedstawieni strażnicy Teksasu boleśnie rozczarowują. Od pierwszych stron maluje się przed czytelnikiem grupa mężczyzn będących dokładnym przeciwieństwem opisanego mieszkańca pogranicza. Piją, chodzą na dziwki, średnio radzą sobie z bronią oraz hierarchią armii, a połowa z nich nigdy nie zmierzyła się z niebezpieczeństwem większym niż brak pieniędzy na drinka w barze. To całkiem udany zabieg autora, który wywraca idealistyczne poglądy głównych bohaterów, a jednocześnie otwiera im możliwości rozwoju postaci. Problem jest taki, że ten stan trwa i trwa…

Zobacz również: Akolici Cthulhu – recenzja książki. Kult Przedwiecznych coś nie w formie

Szlak umrzyka podzielony jest na cztery fabularne części, z których każda jest inną wyprawą, albo kolejnym, wyraźnie oddzielonym etapem jednej podróży. Na wszystkich etapach przeprawy przez ziemie jałowe bohaterowie zmagają się z różnorodnymi problemami, które w zasadzie zdają się na nich nie wpływać. Z jednej strony rośnie strach przed Komanczami oraz brakiem jedzenia czy wody, ale wraz z rozpoczęciem kolejnej misji, nikt nie jest mądrzejszy. Bohaterów dostajemy na pęczki, ale nikt się za bardzo nie wyróżnia. Nikomu nie kibicujemy, nie ma z kim sympatyzować. Nawet znane z późniejszych wydarzeń w serii romanse wypadają niezwykle blado, na zasadzie przypadku.

Wiadomo, że w grupie zdegradowanych moralnie czy też naiwnych członków armii na próżno szukać kowbojskiego Kapitana Ameryki, ale ten brak przywiązania położył mi książkę. Poczucie braku posuwania się do przodu okazało się niezwykle przytłaczające. Chociaż dzieje się tu dużo scen z życia na Dzikim Zachodzie, to chwilowy zastrzyk zainteresowania nie utrzymuje się dłużej. Ataki Indian tracą na znaczeniu, kiedy w ich wyniku porzucamy jednego z dziesiątki trzecioplanowych bohaterów. Emocjonalne sceny walki z zagrażającą życiu naturą także nie były w stanie ukazać mi stawki opowieści. Bardziej wciągający konflikt pojawił się w trzeciej części książki, kiedy chciałam już tylko dotrzeć do końca.

Zobacz również: Bogowie Pegāny i inne opowieści fantastyczne – recenzja książki

Klimat natomiast oddany jest świetnie. Szlak umrzyka to książka brudna – i jest to komplement. Mocno działa na wyobraźnię, aż czuć ten piach, smród i krew, z którymi obcują bohaterowie. Barwne opisy nie szczędzą słów nawet przy brutalnych scenach skalpowania, a jednocześnie zdarzają się wciąż obrazowe, ale bardziej subtelne sceny. Larry McMurtry udowadnia, że odpowiednio zasugerowany gwałt zadziała na czytelnika lepiej niż szczegółowy opis. Dzięki Bogu, bo i tak bywało ciężko.

Trudno tę książkę ocenić jednoznacznie. Osobiście odbiłam się od niej i długo nie zamierzam sięgnąć po podobne pozycje. Wycieńczyła mnie tak, jak pustynia bohaterów. Szlak umrzyka jest za długi i źle wyważony. Mimo to dobrze oddaje wizję wrogiego Dzikiego Zachodu, podboju niegościnnej ziemi, a także konieczność przetrwania. Znajdziemy w tej książce mocne momenty, kiedy akcja przez chwilę sprawia, że krew szybciej krąży w żyłach. Spodziewam się, że bardziej zagorzali fani gatunku lub mroczniejszego klimatu opowieści odnajdą się jednak w tych realiach lepiej. Dla mnie nie było to wystarczająco.

szlak umrzyka

Autor: Larry McMurtry

Tłumaczenie: Marek Król

Wydawca: Vesper

Premiera: 11 października 2023

Oprawa: twarda

Ilość stron: 394

Źródło obrazka wyróżniającego: okładka książki. Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem Vesper.

https://buycoffee.to/popkulturowcy
Postaw nam kawę wpisując link: https://buycoffee.to/popkulturowcy
Lub klikając w grafikę

 

Plusy

  • Świetnie oddany klimat trudu życia na Dzikim Zachodzie
  • Dialog z konceptem pogranicza
  • Sceny ataków Indian

Ocena

5 / 10

Minusy

  • Brak rozwoju bohaterów mimo zmagań
  • Trudno poczuć stawkę opowieści
  • Źle wyważone segmenty fabularne
Anna Baluta

Jeśli nie odpisuje, to pewnie ogląda serial. Wykształcona amerykanistka, która przekształciła obsesję na temat Supernatural w pełnoprawną magisterkę. Od lat wiernie słucha tego samego zespołu, ale czyta wszystko, co wpadnie jej w oko. Chciałaby mieszkać w kinie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

2 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Tomek

Szkoda że nie zaczęła pani od „Na południe od Brazos” (jeszcze większa, że nie zamierza pani sięgnąć po tę książkę). Mogłaby wtedy pani dołożyć do swoich trafnych spostrzeżeń odnośnie „Szlaku umrzyka” choćby takie, że jego młodzi bohaterowie (Gus i Call) mają się nijak do swoich dojrzałych odpowiedników. Poznałaby też pani wielu innych, znacznie lepiej przedstawionych bohaterów. No i w ustach chrzęściłoby pani dużo więcej pustynnego piasku.

Stratos Vasdekis

„Szlak umrzyka to wydany jako trzeci, ale liczący się jako pierwszy, tom TEATROLOGII o Dzikim Zachodzie” – powinno być: „tetralogii”.