Anita Lipnicka – Śnienie – recenzja płyty

Minęły cztery lata, od kiedy Anita Lipnicka wypuściła swoją ostatnią płytę OdNowa. Po tej przerwie artystka powraca z nowym albumem i zaprasza swoich słuchaczy do krainy śnienia. 

Śnienie to najnowsza propozycja od Anity Lipnickiej. Premiera krążka odbyła się 3 listopada 2023 roku. Płyta zawiera jedenaście utworów, w tym trzy single zapowiadające nadchodzący album: Jak na filmach, Amsterdam, Zasłony. Pozostaje więc zapytać: jak w najnowszym wydaniu prezentuje się autorka hitu I wszystko się może zdarzyć?

Zobacz również: James Blunt – Who We Used To Be – Recenzja płyty

Na wstępie muszę przyznać, że od samego początku mam duży kłopot z Śnieniem. Płyta ta bowiem od pierwszych nut aż po ostatnie dźwięki wzbudza we mnie bardzo mieszane odczucia. Przede wszystkim większość utworów znajdujących się na krążku nic nie wyróżnia. Nie zrozumcie mnie źle – piosenki są inne, nie powielają się dźwiękowo (za co dostają ode mnie dużego plusa), jednak większość z nich po prostu nie zapada w pamięć. Ot, zwykłe, melancholijne utwory, o których zapomina się, gdy tylko się skończą.

Jednak jedno trzeba przyznać  – nazwa albumu idealnie odzwierciedla jego zawartość. Śnienie pełne jest delikatnych, spokojnych dźwięków, z których składają się poszczególne utwory. Dodatkowo Anita Lipnicka zachwyca słuchacza wyjątkowo literackimi tekstami piosenek. Wersy utworów są doprawdy pięknie napisane, jednak i tutaj muszę wytknąć kolejną wadę tego albumu. Momentami teksty te bowiem, oprócz ładnego języka, nie wyróżniają się jakimś szczególnym przekazem. A szkoda, bo przecież Anita Lipnicka potrafi ukazać w swoich utworach więcej treści, jak zrobiła to w Satori – ostatniej piosence znajdującej się na najnowszej płycie.

Zobacz również: Michał Szczygieł – Michał Szczygieł – recenzja płyty

 Tak jak wspominałam już wcześniej, większość piosenek z krążka Śnienie dość szybko wypada z pamięci i nie przyciąga uwagi słuchacza. Wszędzie jednak znajdą się jakieś wyjątki i tutaj bynajmniej nie jest inaczej. Warty uwagi na pewno jest singiel Jak na filmach, który doprawdy potrafi zaciekawić oraz mój osobisty faworyt – utwór Nic za złe. Anita Lipnicka wykonuje tę piosenkę z Pawłem Domagałą i trzeba przyznać, że duet ten wypada naprawdę świetnie! Sam singiel zaś to melancholijny, piękny utwór, który z pewnością sprawdzi się na ciemne, zimne wieczory. Ja go pokochałam.

Podsumowując, Śnienie Anity Lipnickiej wypada doprawdy przeciętnie. Oprócz kilku wyjątków nie reprezentuje sobą nic wartego uwagi. Osobiście nie jestem wielką fanką głosu Lipnickiej, a po wysłuchaniu jej najnowszego albumu dalej nią nie będę. No cóż, może za kolejne cztery lata coś się zmieni.

Źródło obrazka wyróżniającego: materiały prasowe 


https://buycoffee.to/popkulturowcy
Postaw nam kawę wpisując link: https://buycoffee.to/popkulturowcy
Lub klikając w grafikę

Plusy

  • Piękne, literackie teksty
  • Utwór "Nic za złe" z Pawłem Domagałą

Ocena

5.5 / 10

Minusy

  • Niewyróżniające się utwory, dość szybko wypadające z pamięci
  • Słabo pod względem treści
Katarzyna Florczak

Lubi pisać, czytać, czasem coś namaluje. Zdarza jej się oglądać serial do piątej nad ranem. Fanka starych kryminałów, spaghetti carbonara i zachodów słońca nad morzem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

4 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
henio

Zgadzam się z twoją opinią w 100%. Poprzednie płyty miód i dym czy vena amoris prezentowały zdecydowanie wyższy poziom i słucham ich z przyjemnością do dziś. Śnienie to popłuczyny po dwóch wymienionych przeze mnie albumach.

Krzysztof

Są płyty, które trzeba najpierw odkryć. Recenzja pisana 3 dni po premierze? Posłuchajcie dłużej, wtedy można dyskutować.

Łukasz

jak się nie jest czyimś fanem to wiadomo, że do kolejnej płyty podchodzi się jak do jeża, bo z góry płyta jest skazana na zły odbiór. Poza tym dużo można napisać o tym albumie, ale pisanie, że jest słabo pod względem treści to płyty chyba Pani słuchała gdzieś w tle.

Maciej 40+ płyta dla mnie

Widać że w ogóle nie zrozumiano tej płyty. To nostalgia za tym co było i jak być mogło .(zwróćcie uwagę na bagaż życiowych doświadczeń artystki) Według mnie to najlepsza muzycznie i tekstowo płyta Anity. To prawda że dla dojrzałego odbiorcy co już w życiu dostał po głowie . Nie zrozumie tego osoba która nic w życiu jeszcze nie przeżyła. Proponuję posłuchać tej płyty na porządnym sprzęcie. Wtedy zniknie komentarz że utwory nie zapadają w pamięć. Piękna przestrzeń, chórki, gitary fortepian ,trąbki Wszystko bardzo na bogato zagrane i świetnie zmiksowane. Utwór lawina to prawdziwy majstersztyk.