Ørganek – MTV Unplugged – recenzja płyty

Polska scena rockowa (i nie tylko) od dłuższego czasu przeżywa spory kryzys. Brak nowych, ciekawych zespołów, które z marszu weszły by do mainstreamu. Starzy wyjadacze słuchają głównie artystów, którzy tworzyli dwie, trzy dekady temu, niezbyt chętnie otwierając się na nowe zespoły, często wręcz ortodoksyjnie traktując muzykę. Z kolei młodzież pomimo luźniejszego podejścia, trochę omija mocniejsze brzmienia.

Nic dziwnego, że obecnie rządzi hip-hop, którego ciężko przebić inną muzyką. Na szczęście zespół Ørganek nie jest już takim młodym zespołem i właśnie świętuje dziesięciolecie istnienia, które zwieńczył albumem Unplugged we współpracy z MTV. Minęła dekada, a czuję się jakbym dopiero wczoraj usłyszał w radiu Missisipi w Ogniu. Pytanie, jak sobie grupa poradziła z tym doświadczeniem?

Zobacz równieżThe Rolling Stones – Hackney Diamonds – recenzja płyty

Muzyka „bez prądu” nie jest muzyką dla każdego, ale każdy powinien jej chociaż raz posłuchać. Jest to raczej gatunek dla koneserów dźwięku, audiofilów, ludzi którzy potrafią docenić najmniejszy szczegół. Chłopaki stanęli przed sporym wyzwaniem. W końcu trzeba było zaaranżować wszystkie utwory na nowo, wkomponować dodatkowe instrumenty, zmienić sposób śpiewu. I cóż – trzeba przyznać, że wykonali kawał świetnej roboty.

Od samego początku brzmi to rewelacyjnie; utwór Ki Czort wprowadza nas w pozytywny, relaksujący nastrój. Podczas słuchania całego albumu momentami czujemy się raz jak na jakimś bankiecie, raz jak na posiadówce przy ognisku z kumplami, by znowu znaleźć się wśród widowni na spektaklu teatralnym. Kate Moss to zupełnie inny utwór. Mocno jazzowy, co wcale nie oznacza, że gorszy. Mam teraz dylemat, które wykonanie jest rzeczywiście lepsze. Ultimo z kolei już w oryginale brzmiało dosyć jazzowo, aczkolwiek na Unplugged został nieco podrasowany.

Zobacz również: Margaret – MTV Unplugged – recenzja płyty

Trochę melancholijnie i przytłaczająco robi się przy Wiośnie, co można potraktować jako wstęp do zagranych trzech utworów z płyty Ocali nas Miłość. Wyrecytowany wręcz tekst Lili i Pająk czy Fotograf Brok z podkładem muzycznym brzmi genialnie. Zatrzymuje czas słuchacza i zmusza go do refleksji. Wszak jest to album traktujący o Powstaniu Warszawskim, co można zinterpretować z tekstu. Później następuje powrót do klasycznego repertuaru. Westernowy Głupi Ja, mocno jazzowa Wataha, powodująca natychmiastowy uśmiech na twarzy słuchacza. W końcu, album zamykają takie klasyki jak Samoloty czy Missisipi w Ogniu, zaaranżowane w dosyć interesujący sposób. Do tego wstawki w niektórych utworach z Jamesa Bonda, Różowej Pantery czy Beatlesów dodają smaczku.

Muszę stwierdzić z pełnym przekonaniem, że Organek – MTV Unplugged to kawał dobrej sztuki. Miło spędzone ponad 110 minut czasu, gdzie można się odprężyć i wędrować po swoim umyśle, szukając refleksji na ważne tematy. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik, razem tworząc piękną całość. Ciężko się do czegokolwiek przyczepić, bardzo dobra robota! Nie mogę się doczekać, aż zobaczę ich na żywo. Właśnie trwa trasa Unplugged, dlatego jeśli zachęciłem cię moim tekstem, to kupuj bilety i czekaj z niecierpliwością na występ. Jestem przekonany, że będzie warto!

Plusy

  • Szeroki wachlarz stylów muzycznych zastosowanych w utworach
  • Poziom wykonania utworów - top
  • Tomasz Organek udźwignął śpiewanie "bez prądu"

Ocena

8.5 / 10

Minusy

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze