Tom Odell – Black Friday – recenzja płyty

Zobacz również: The Last Dinner Party – Prelude to Ecstasy – recenzja płyty

Celebracja czarnego piątku rozpoczyna się od Answer Phone, prowadzonego przez delikatne podrygiwania strun gitary. Tytułowe Black Friday jest bardzo sensualne, z nutą tajemniczości i wokalem na skraju szeptu. Loving You Will Be The Death Of Me i Spinning nadają płycie delikatny promyk optymizmu, nie tracąc melancholijnego wymiaru.

Jednym z singli promującym album zostało Somebody Else – gorzka, nieśmiała ballada, będąca odzwierciedleniem wewnętrznych demonów Toma Odella. W podobnym tonie utrzymane zostaje Parties. Moim personalnym faworytem jest Nothing Hurts Like Love. Jest to chyba najbardziej osobisty utwór na płycie, który polecam przesłuchać w deszczowy, ponury wieczór. Ciekawym zabiegiem jest Getaway – kilkusekundowe „wtrącenie” w formie notatki głosowej, urwane w połowie. Zapowiedź końca, następującego w ostatnim z utworów – The End. Podróż z Tomem Odellem dobiega końca, zostawiając nas nieco zmieszanymi. I chociaż podoba nam się to, co usłyszeliśmy, nie sposób wyzbyć się przekonania, że Black Friday czegoś brakuje.

Zobacz również: Ørganek – MTV Unplugged – recenzja płyty

Wszystkie utwory opatrzone są pięknymi, szczerymi i płynącymi z głębi duszy tekstami, ale Black Friday to w istocie album bardzo monotonny, bezpieczny. Brakuje w nim większej ekspresji. Można odnieść wrażenie, że Tom Odell nie zaprezentował w pełni swoich umiejętności wokalnych. Black Friday jest jak intymna rozmowa, pełna melancholii i subtelności, która po pewnym czasie może okazać się jednak zbyt przytłaczająca.

Źródło obrazka wyróżniającego: fot. Rory Langdon-Down

Plusy

  • Wzruszające, przepełnione trafnymi refleksjami teksty

Ocena

5 / 10

Minusy

  • Krótka
  • Monotonna, niektóre utwory zlewają się ze sobą
Anita Rybicka

Lubi muzykę awangardowo-industrialną i post-punk. W wolnym czasie coś tam pisze i wymyśla dziwne makijaże.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze