Początki roku w kalendarzu muzycznym zazwyczaj nie obfitują w premiery – niewiele wydawnictw wypływa w tym czasie na rynek. Są jednak artyści, którzy pomimo niesprzyjającego czasu decydują się na posłanie swego dzieła w świat. Swoim minimalistycznym tworem podzielił się ostatnio Tom Odell. Pod koniec stycznia premierę miał jego szósty studyjny album – Black Friday.
Tom Odell ma w Polsce oddaną rzeszę fanów. Ostatni raz zawitał u nas niespełna rok temu z okazji obchodów 600. urodzin miasta Łódź. Odell jest artystą znanym ze swojej wyjątkowej wrażliwości. Brytyjczyk działa aktywnie od dwunastu lat, a jego stałym towarzyszem jest fortepian. Szerszej publiczności dał się poznać jako twórca romantycznej ballady Another Love, która przeżyła swój renesans popularności i trendowała przez wiele miesięcy na platformie TikTok. Poruszających ballad nie zabrakło także na jego szóstej z kolei płycie – Black Friday – która ukazała się 26 stycznia.
Black Friday to 13-utworowa kompozycja smutku i mroku. Cała gama przygnębiających emocji została zamknięta w zaledwie dwudziestu ośmiu minutach. Na tle poprzednich publikacji artysty nowy krążek wypada bardzo chłodno, surowo.
Zobacz również: The Last Dinner Party – Prelude to Ecstasy – recenzja płyty
Celebracja czarnego piątku rozpoczyna się od Answer Phone, prowadzonego przez delikatne podrygiwania strun gitary. Tytułowe Black Friday jest bardzo sensualne, z nutą tajemniczości i wokalem na skraju szeptu. Loving You Will Be The Death Of Me i Spinning nadają płycie delikatny promyk optymizmu, nie tracąc melancholijnego wymiaru.
Jednym z singli promującym album zostało Somebody Else – gorzka, nieśmiała ballada, będąca odzwierciedleniem wewnętrznych demonów Toma Odella. W podobnym tonie utrzymane zostaje Parties. Moim personalnym faworytem jest Nothing Hurts Like Love. Jest to chyba najbardziej osobisty utwór na płycie, który polecam przesłuchać w deszczowy, ponury wieczór. Ciekawym zabiegiem jest Getaway – kilkusekundowe „wtrącenie” w formie notatki głosowej, urwane w połowie. Zapowiedź końca, następującego w ostatnim z utworów – The End. Podróż z Tomem Odellem dobiega końca, zostawiając nas nieco zmieszanymi. I chociaż podoba nam się to, co usłyszeliśmy, nie sposób wyzbyć się przekonania, że Black Friday czegoś brakuje.
Zobacz również: Ørganek – MTV Unplugged – recenzja płyty
Wszystkie utwory opatrzone są pięknymi, szczerymi i płynącymi z głębi duszy tekstami, ale Black Friday to w istocie album bardzo monotonny, bezpieczny. Brakuje w nim większej ekspresji. Można odnieść wrażenie, że Tom Odell nie zaprezentował w pełni swoich umiejętności wokalnych. Black Friday jest jak intymna rozmowa, pełna melancholii i subtelności, która po pewnym czasie może okazać się jednak zbyt przytłaczająca.
Źródło obrazka wyróżniającego: fot. Rory Langdon-Down
