Judas Priest – Invincible Shield – recenzja albumu

Bogowie metalu z Birmingham po raz dziewiętnasty objawili swój cud w postaci albumu i 8 marca zesłali wyznawcom nowe wydawnictwo. Mowa tutaj o krążku Judas Priest – Invincible Shield. Po sześcioletniej przerwie, Ksiądz Judasz zaprasza do przesłuchania materiału dosłownie trzy dni przed startem trasy koncertowej promującej album. Pytanie, czy Niezwyciężona Tarcza obroni się i pozostanie niezwyciężona niczym piłkarze Arsenalu w sezonie 2003/04 Premier League, czy wróci na tarczy i schowa się w jaskini?

Album otwiera utwór Panic Attack, którego intro buduje napięcie i powoli zaprasza do mocnej zabawy. Wlatuje wokal i zaczyna się ostra jazda bez trzymanki! Rob Halford jest w niesamowitej formie, wcale nie słychać 73 lat w jego głosie, a czuć moc. Żwawe gitary, dynamiczna perkusja i wyważony bas uzupełniają kompozycje. The Serpent and the King oraz Invincible Shield nie zwalniają tempa i podtrzymują nas pod prądem.

Zobacz również: Cradle of Filth – Necromantic Fantasies – relacja z koncertu w warszawskiej Progresji

Devil in Disguise wprawia nas w luźny, spokojny nastrój, nie inaczej jest z Gates of Hell. Crown of Horns to zdecydowanie utwór, który wprowadzi ten krążek do mainstreamu, jest bardzo radiowy. Nic dziwnego, że został jednym z singli promujących to wydanie. To samo tyczy się Trial by Fire. As God is my Witness przypadł mi do gustu, tak jak i Sons of Thunder, który jako jedyny track na tej płycie trwa poniżej trzech minut. Przed nim jest jeszcze Escape From Reality, cechujący się dosyć wyważoną kompozycją.

Zobacz również: Najciekawsze koncerty 2024 roku w Polsce. Metallica, Justin Timberlake, Rod Stewart i więcej!

Jednak im bliżej końca, tym bardziej się nudziłem. Mowa tutaj o Giants in The Sky, Fight of Your Life, Vicious Circle oraz The LodgerŚwiat by się nie zawalił, gdyby te utwory nie powstały. Bardziej pełnią tutaj rolę zapychaczy, ale nie można też powiedzieć, że są kiepskie. Ot, zwykły utwór. Zdecydowanie było tutaj większe pole do popisu.

Przechodząc do podsumowania, album Judas Priest – Invincible Shield to kawał dobrej muzyki, aczkolwiek nie zaprezentował on nic odkrywczego. Czy mógł być lepszy? Oczywiście, że tak. Oczekiwania były spore, w końcu mówimy o legendarnym zespole, istniejącym prawie 55 lat. Chłopaki udźwignęli ciężar i dostarczyli wiernym fanom solidny materiał. Ciężko powiedzieć, czy rozmawiamy o ostatnim albumie Judas Priest. Jeśli tak, nie ma powodów do wstydu – ładne spięcie klamrą bogatego dorobku. Fanom pozostaje nic innego, jak przesłuchać nową płytę i zweryfikować ją na zbliżającym się koncercie w Krakowskiej Tauron Arenie. Wystąpią tam 30 marca w towarzystwie Saxon i Uriah Heep!

Plusy

  • Wokal Halforda
  • Mocna pierwsza połowa albumu
  • Kilka ciekawych kompozycji

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Słaba druga połowa albumu
  • Mało ciekawych utworów poza singlami promującymi album
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze