Problem trzech ciał – recenzja serialu. 400 lat na zmiany

Problem trzech ciał pojawił się na Netflixie, a jeszcze przed tym okrzyknięto go kolejną Grą o tron. Czy serial oparty na książce Liu Cixina zostanie z nami na dłużej?

Problem trzech ciał rozpoczyna się, kiedy przez świat przechodzi fala samobójstw wśród uznanych fizyków. Prawa fizyki zdają się wariować, a ludzie odpowiedzialni za przełomowe badania widzą złowrogie odliczanie. Inni otrzymują dostęp do gry, w której muszą uratować cywilizację planety z trzema ciałami niebieskimi. Okazuje się jednak, że problem trzech ciał nie występuje jedynie w grze. 400 lat świetlnych dalej zagłada rozgrywa się naprawdę, a mieszkańcy planety są już w drodze na Ziemię.

Zobacz również: Najlepsze seriale Netflixa

Serial śledzi losy piątki przyjaciół – śmietankę nowego pokolenia fizyków, którzy zostają wciągnięci w sprawę. Każde z nich dociera tam nieco inaczej i na różnym etapie opowieści. Auggie przerywa badania nad nanotechnologią z powodu odliczania, Jin oraz Jack zajmują się zagadką trzech ciał w grze, natomiast Will oraz Saul są zajęci śmiertelną chorobą Willa – co nie znaczy, że nie zajmują się tym samym problemem, co pozostali.

Zobacz również: Ted – recenzja serialu. Sporo serducha od wulgarnego miśka

Zacznijmy więc wyliczanie problemów – po pierwsze, bohater bohaterowi nierówny. Teoretycznie cała grupa odgrywa istotną rolę, skupiamy się jednak na nich bardzo nierówno. Pierwsze skrzypce grają zdecydowanie Auggie (Eiza Gonzáles) oraz Jin (Jess Hong), podczas gdy pozostali aktorzy grają raczej marginalne role.  Najbardziej cierpi na tym postać Saula (Jovan Adepo), który przez większość czasu pełni rolę opiekuna chorego Willa (Alex Sharp), po czym znikąd otrzymuje stanowisko z niemal nieograniczoną władzą. Dodatkowo przewijają się tu postacie drugoplanowe, którym zdecydowanie brakuje czasu ekranowego. Doliczyłam się kolejnych pięciu bohaterów, których wątki naprawę przydałoby się bardziej rozwinąć – potencjalnie w następnym sezonie?

Fot. Liam Cunningham as Wade/Radio Times 

Wszystko to wynika z nierówno rozłożonej fabuły – najpierw mocno skupiamy się na grze oraz jej zagadce, przy czym ze zwiastunów poniekąd znamy już odpowiedź. Następnie mamy segment relacji w grupie, wątek choroby Willa i akcja spowalnia. Wtedy przeskakujemy w finał, o którym od początku wiadomo, że tak naprawdę nie będzie finałem. Wielokrotnie podkreśla się nam, że konflikt wybuchnie za 400 lat, a podejmowane teraz działania wywołają efekty w następnych pokoleniach. Słowem – czym tu się martwić? Bohaterowie nie odczują skutków bezpośrednio, a widzowie nie będą cierpieć z nadmiaru napięcia, bo wszystko jest pisane pod kolejne sezony.

Zobacz również: Young Royals – recenzja serialu. Sometimes love is not enough…

Nie nadaje się więc to za bardzo na binge-watching. Tym bardziej więc intryguje, że na Netflixie pojawił się cały sezon, zamiast jednego odcinka tygodniowo. Może dyskusje nad serialem trwałyby dłużej? Może wszystkie dobre elementy Problemu trzech ciał miałyby czas wybrzmieć.

problem trzech ciał
Fot. Kadr z serialu

Wątki zmieniają się szybko, ale jest co pochwalić. Przykładowo, już sama gra jest niezwykle ciekawa i chciałoby się w niej pobyć dłużej. Sceneria jest wykonana pod gracza, obejmuje różne epoki, a tytułowa zagadka jest przedstawiona naprawdę intrygująco nawet dla laika fizyki. Zachodzące procesy oraz badania ogólnie są tłumaczone nie tylko ciekawie, ale przede wszystkim przystępnie – nawet humaniści zrozumieją, dlaczego tytułowy problem rzeczywiście ma w serialu katastrofalne skutki.

Zobacz również: X-Men ’97 – recenzja odcinków 1 i 2. Nostalgiczny powrót do lat 90.

Wciągających wątków jest więcej, wręcz za dużo, biorąc pod uwagę, jak niektóre znikają na przestrzeni odcinków. Właściwie każdy epizod może pochwalić się kilkoma świetnymi momentami – czy to dialog, konfrontacja dwójki bohaterów, czy warstwa wizualno-instrumentalna. Lustrzane miasta przyciągnęły mnie jeszcze bliżej ekranu, a muzyka Ramina Djawadi w finale to jak zwykle majstersztyk.

problem trzech ciał
Fot. Kadr z serialu

Szkoda więc, że cały Problem trzech ciał sprowadza się do potencjału. Serial jest interesujący na tyle, że sięgnę wreszcie po literacki pierwowzór. Liczę na kolejny sezon lub sezony, bo chętnie zobaczę rozwinięcie postaci oraz całej historii. Nawet niewprawne oko jednak wyczuje, że to jedynie wierzchołek góry lodowej, a twórcy wyraźnie piszą odcinki pod kontynuację, składając dużo obietnic.

Zobacz również: Manhunt – recenzja pierwszych dwóch odcinków

Może kierując się założeniem, że – tak jak bohaterowie serialu – mamy jeszcze czas, doczekamy się lepiej rozpisanej akcji w ewentualnej kontynuacji? Czekam na wieści, pełna pytań. Bo o ile Problem trzech ciał mnie zaintrygował, nie będzie to miało znaczenia, jeżeli pierwszy sezon zostanie niekompletny.

Fot. główna: Materiał promocyjny/Netflix.

Plusy

  • Intrygujące wątki...
  • Dużo ciekawych bohaterów...
  • Strona wizualna i muzyka

Ocena

7 / 10

Minusy

  • ...które czasem niespodziewanie znikają
  • ...na których nie starcza czasu
  • Nierówno rozłożona fabuła
Anna Baluta

Dużo czyta, a jeszcze więcej ogląda, a na dodatek o tym pisze. Zwiedza światy fantasy i lubi kultowe sitcomy. Między serialami studiuje i poznaje amerykańską kulturę i popkulturę.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Carrot

Nie 400, a 4 lat świetlnych, natomiast droga na Ziemię zajmie im 400 lat 🙂

Last edited 24 dni temu by Carrot