twenty one pilots – Clancy – recenzja albumu

Welcome back to Trench – brzmią pierwsze słowa najnowszego albumu Twenty One Pilots. Już na wstępie duet jasno nakreśla mocne powiązania obu płyt. Tytułowy Clancy to główny bohater świata stworzonego przez zespół oraz alter ego wokalisty.

Twenty One Pilots trudno umiejscowić gatunkowo, a twórczość zespołu dodatkowo się skomplikowała wraz z wydaniem albumu Trench. Wtedy właśnie na pełną skalę rozpoczął się autorski świat duetu, którego elementy przewijają się w tekstach, teledyskach, promocji albumów – i nie tylko. I chociaż od tego czasu swoją premierę miała również płyta Scaled and Icy – odebrana raczej chłodno – to album Clancy jest mocno osadzony w nieco wcześniejszej twórczości.

Zobacz również: Najlepsze albumy 2023 roku

Jeżeli więc jesteście fanami Twenty One Pilots, mniej lub bardziej obeznanymi nie tylko z muzyką, premiera płyty będzie niczym święto. Jeśli kojarzycie i lubicie radiowe hity zespołu, to również album dla was. Natomiast jeśli pierwszy raz słyszycie o duecie, to na najnowszy krążek też koniecznie trzeba zwrócić uwagę. Dlaczego? Spieszę z odpowiedzią.


Brzmienie


Zespół sam miewa problem w wywiadach, aby określić gatunek swojej twórczości. Kiedyś spotkałam się z określeniem ukulele screamo, które pozostaje moim ulubionym opisem. Nowy krążek również stoi na brzmieniowym rozdrożu. Duet wypracował unikatowy styl, od którego nieco odstąpił przy poprzedniej płycie. Teraz nastąpił powrót do tego, co – kolokwialnie mówiąc – znane i lubiane. Energiczne tempo jest przyjemne dla ucha, spójne dla całego albumu oraz sprawia, że kolejne utwory płyną niezakłócone. Słuchacz nie wybija się z rytmu, a jednocześnie nie nudzi – bo każdy utwór jest w jakiś sposób unikatowy.

Zobacz również: Billie Eilish – HIT ME HARD AND SOFT – recenzja albumu 

Płytę otwierają trzy single, które promowały premierę albumu. Overcompensate, Next Semester oraz Backslide muzycznie mocno przypominają cięższe brzmienia z płyty Trench, do której zresztą pojawia się bezpośrednie odwołanie. Następnie robi się trochę lżej, brzmienie zmienia się na nieco bardziej popowe, by płynnie przejść w spokojny utwór The Craving. Delikatne pianino znalazło się na płycie w wersji dedykowanej żonie wokalisty, Tylera Josepha. Inna, mocniejsza odsłona utworu została wydana jako singiel.

Następnie powracamy do typowego stylu zespołu, czyli żywych rytmów, wpadających w ucho refrenów oraz fragmentów z krzykiem lub elektronicznie przerobionym głosem wokalisty. Album zamyka sześciominutowy utwór Paladin Strait, który stopniowo wycisza szybkie tempo całości. Koniec płyty to moment z cichnącym śpiewem ptaków oraz delikatne outro. Niezwykle udane zamknięcie, ponieważ subtelne wyciszenie stanowi też klamrę kompozycyjną z odwołaniem do tytułu albumu.


Teksty


Drugim filarem twórczości zespołu, poza warstwą instrumentalną, są niewątpliwie teksty piosenek. Twenty One Pilots słyną z poruszania tematu zdrowia psychicznego, słabości czy powtarzania własnych błędów. Chociaż nietrudno jest skupić się wyłącznie na muzyce, Clancy zdecydowanie ma do zaoferowania dużo więcej. Utwory takie jak Next Semester czy Vignette podejmują tematykę próby samobójczej, ataków paniki albo uzależnienia od narkotyków. Wyróżnię też osobistego faworyta, Lavish, który ironicznie komentuje przemysł muzyczny.

Zobacz również: Pearl Jam – Dark Matter – recenzja płyty

Wszystko to są motywy przewijające się przez poprzednie albumy, a powrót do nich wypada naprawdę dobrze. Najnowszą płytę można by określić jako refleksyjną, może nawet smutną pod względem treści. Balans żywego brzmienia oraz bogatej warstwy muzycznej został zachowany, ale przesłanie wcale nie powinno odejść na dalszy plan. To nie tylko kolejny rozdział w historii zespołu, ale przede wszystkim słowa, w których wiele osób może się przejrzeć. Warto jednak zaznaczyć, że język może stanowić pewną barierę dla nieanglojęzycznego słuchacza, szczególnie niemal poetyckie słownictwo. Mimo to wysiłek zwraca się wielokrotnie.


Dookoła albumu


Tradycyjnie już u Tylera Josepha i Josha Duna, premiera płyty to całe wydarzenie, w którym siłą rzeczy najlepiej zorientują się fani.

Teledyski traktuję zazwyczaj jako element oddzielny od albumu. Stanowią pewien dodatek, na który warto zwrócić uwagę. Niemniej jednak, słuchając płyty któryś raz nie wpatruję się w ekran – jak zapewne wielu słuchaczy. W przypadku płyty Clancy zwróciłam uwagę na video, ponieważ zespół zapowiedział wydanie teledysków do każdego utworu – co jednak nie jest standardową techniką. Intrygujące zagranie, jako że to właśnie teledyski są głównym nośnikiem autorskiego świata. Przesłuchać album bez ich obejrzenia to trochę jakby włożyć słuchawkę tylko do jednego ucha.

Zobacz również: Justice – Hyperdrama – recenzja płyty

Kończąc ten przydługi tekst, chciałabym zwrócić uwagę na album w kontekście długoletniej twórczości Twenty One Pilots. Z perspektywy fana nie mogę – i nie do końca potrafię – zupełnie oddzielić się od wielu lat ich muzyki. Krążek to także świetny przykład fan service. Teksty piosenek dialogują z utworami sprzed lat, zupełnie jakby dobrze znane piosenki doczekały się niewymuszonej kontynuacji. I mimo że ta warstwa siłą rzeczy nie dotrze tak samo do każdego słuchacza, dobrze odzwierciedla pracę włożoną w album.


Podsumowanie


Niezależnie, czy czujecie się fanami (Hello, the few, the proud, the emotional), czy kieruje wami ciekawość – Clancy zasługuje na uwagę. Nawet bez całej koncepcyjnej otoczki, w której dobrze jest się orientować, jest to bardzo udana płyta. Dobrze rozłożone tempo oraz spójne brzmienie zapewniają albumowi przyjemną płynność. Album przekazuje ważne i potrzebne treści, nad którymi również warto się zatrzymać. Jestem przekonana, że wraz z upływem czasu będzie jeszcze zyskiwał w moich oczach – tak więc wracam do słuchania.

Fot. główna: Materiał promocyjny albumu.

Plusy

  • Spójne, płynne brzmienie albumu
  • Głębokie teksty
  • Odwołania do wcześniejszej twórczości, włącznie z autorskim światem opowieści...

Ocena

9 / 10

Minusy

  • ...który może być barierą dla nie-fanów
Anna Baluta

Jeśli nie odpisuje, to pewnie ogląda serial. Wykształcona amerykanistka, która z premedytacją zapisuje się na kolejne zajęcia z telewizji. Jak nie ogląda to czyta, słucha albumów, czasem przypomni sobie o studiowaniu i pracy - ale to w międzyczasie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze