Slay the Spire 2 – recenzja gry (Wczesny dostęp). Tak się robi kontynuację

Jak pokazuje mój licznik na Steamie, w pierwszej części Slay the Spire spędziłem ponad 135 godzin. Łatwo więc domyślić się, że na kontynuację gry od Mega Crit czekałem z dużymi emocjami. W końcu nadszedł ten moment. Slay the Spire 2 ukazało się 5 marca we wczesnym dostępie. Pełen nadziei i oczekiwań przysiadłem do grania. I bardzo szybko znowu przepadłem na długie godziny. Zacznijmy jednak od początku.

Rdzeń rozgrywki pozostał niemal identyczny, jak w pierwszej części. Ponownie mamy do czynienia z karcianym roguelike’iem. Oznacza to wiele podejść do gry i ciągłe próby zdobycia szczytu tajemniczej Iglicy. Naszym zadaniem jest pokonanie zła, które czai się w jej wnętrzu. Każda wyprawa wygląda podobnie, ale dzięki losowości nigdy nie przebiega tak samo.

Zobacz również: Resident Evil Requiem – recenzja gry. Czy to najlepsza część serii?

Slay the Spire 2
Fot. Kadr z gry

System działania jest bardzo prosty. Wybieramy bohatera i trafiamy do labiryntu pełnego proceduralnie generowanych komnat. W każdej z nich czeka na nas walka, sklep albo zdarzenie losowe. Po każdej wygranej potyczce zdobywamy złoto i możemy dodać do talii nową kartę. Z czasem rośnie więc nasz arsenał możliwości. Pokój po pokoju zbliżamy się do bossa danego piętra. Po pokonaniu trzech poziomów możemy zmierzyć się z architektem samej Iglicy.

Brzmi to prosto, ale tylko na papierze. Obrażenia nie są leczone między kolejnymi walkami, a obozowiska pozwalające odpocząć pojawiają się rzadko. Trzeba więc grać ostrożnie, dobrze planować rozwój talii i liczyć na odrobinę szczęścia. W tej grze los potrafi mieć ogromne znaczenie. Jak w większości roguelike’ów, prawdziwy rozwój następuje między kolejnymi podejściami. Po każdej porażce zdobywamy doświadczenie i poziomy. Odblokowujemy nowe karty oraz artefakty, które mogą pojawić się w kolejnych wyprawach. Teoretycznie z każdą próbą rosną nasze szanse na sukces. Iglica jednak rzadko oddaje zwycięstwo bez walki.

Zobacz również: Styx: Blades of Greed – recenzja gry. Jeszcze więcej kwarcu

Slay the Spire 2
Fot. Kadr z gry

No dobrze, ale wszystko, o czym pisałem wyżej, dotyczyło w zasadzie pierwszej części. Dlaczego więc ten opis pojawia się w recenzji kontynuacji? Odpowiedź jest prosta. Slay the Spire 2 działa niemal identycznie. Największe zmiany mają charakter ilościowy. Dostajemy więcej kart, więcej artefaktów, nowe lokacje i nowych bohaterów. Nie oznacza to jednak, że zabrakło świeżych pomysłów.

Jedną z ciekawszych nowości jest mechanika zaklinania kart. Czasami możemy rzucić na kartę trwałe zaklęcie. Zwiększa ono atak, obronę albo dodaje nowy efekt. Takie wzmocnienie działa permanentnie. To interesujące rozwinięcie systemu ulepszania kart poprzez ich wykuwanie.

Nowości pojawiają się także w warstwie fabularnej. W pierwszej części historia była raczej pretekstem do kolejnych prób zdobycia Iglicy. Kontynuacja próbuje jednak rozbudować lore. Wraz z kolejnymi poziomami odblokowujemy kamienne tablice z fragmentami historii świata. Problem w tym, że gra jest nadal we wczesnym dostępie. Niektóre teksty nie zostały jeszcze ukończone. Na pełną historię przyjdzie więc poczekać do premiery finalnej wersji.

Zobacz również: Death Howl – recenzja gry. Gdzie jest Olvi?

Slay the Spire 2
Fot. Kadr z gry

Warto też powiedzieć kilka słów o bohaterach. Zgodnie z tradycją na początku mamy dostęp tylko do jednej postaci. Powraca dobrze znany z pierwszej części Pancernik. To klasyczny tank, który skupia się na obronie i kontratakach. W grze pojawiają się również Cień oraz Defekt. Te postacie znamy jednak bardzo dobrze, dlatego ciekawsze są nowe twarze.

Najbardziej przypadła mi do gustu Nekromantka. To szkielet władający mroczną magią, który podróżuje ze swoim towarzyszem o imieniu Kostek. Jest nim ogromna kościana ręka. Brzmi dziwnie, ale w praktyce działa świetnie. Drugą nową postacią jest Monarcha, władający mocą gwiazd. To również ciekawy bohater, choć w moim przypadku to właśnie miłośniczka cmentarzy skradła całe show.

Każdy bohater ma własny zestaw umiejętności i wymaga innego stylu gry. Różnorodność kart i artefaktów sprawia, że nawet jedną postacią można grać na wiele sposobów. Czasem ostrożnie i defensywnie, a czasem bardzo agresywnie. Najlepiej znaleźć swojego ulubionego herosa i stopniowo poznawać jego możliwości. Twórcy zapowiadają też nowe postacie w przyszłych aktualizacjach.

Zobacz również: Dispatch Nintendo Switch 2 Edition – recenzja gry. Co czyni bohaterem?

Slay the Spire 2 znajduje się obecnie we wczesnym dostępie, dlatego zdarzają się drobne błędy. Warto jednak podkreślić słowo „drobne”. Usterki pojawiają się rzadko i nie przeszkadzają w rozgrywce. Twórcy aktywnie współpracują z graczami i zachęcają do zgłaszania problemów. Na bieżąco wprowadzają poprawki i usprawnienia. Widziałem wiele pełnoprawnych premier w znacznie gorszym stanie technicznym. Zespół Mega Crit naprawdę zasługuje tu na uznanie.

Małym problemem jest także polska lokalizacja. Niektóre dialogi i opisy pozostały w języku angielskim. Najprawdopodobniej wynika to z faktu, że gra nadal jest rozwijana. W finalnej wersji powinno zostać to poprawione. Mimo wszystko cieszę się, że już teraz możemy grać w tę produkcję po polsku.

Zobacz również: Black Jacket – fani karcianek, oto tytuł, który może was zainteresować

Podsumowując, Slay the Spire 2 jest kontynuacją w pełnym tego słowa znaczeniu. Niektórzy narzekają, że gra jest zbyt podobna do poprzedniczki. Moim zdaniem w tym przypadku to zaleta. W gatunku roguelike trudno o wielkie rewolucje. Najlepiej zrobić to samo, tylko lepiej. I właśnie to udało się twórcom tej gry. Ja jestem zachwycony. Czas więc chwycić za broń i ruszyć na kolejną wyprawę na podbój Iglicy.


Fot. główna. Steam

Plusy

  • Zachowanie tego co dobre z pierwowzoru
  • Ciekawi nowi bohaterowie
  • Pogłębienie lore

Ocena

9 / 10

Minusy

  • Drobne problemy Early Access
Kacper Kołacz

Czytam dużo, nawet sam coś piszę, ale mniej. Gram tyle, na ile ręka pozwoli. Znajomość ze mną grozi wysłuchiwaniem długich monologów o fantasy, komiksach i japońskich serialach o super bohaterach. Mam też parę zalet.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze