Samsung to bezapelacyjnie lider klasy premium smartfonów na Androidzie, a jednocześnie największa konkurencja dla jabłuszek, które z każdym modelem prężnie zalewają rynek. W przeciwieństwie do Apple, koreański brand oferuje rozległy segment urządzeń w średniej i niskiej półce cenowej. Dzisiaj jednak pod lupę weźmiemy szczytowe parametry, które mają być ikoną jakości sekcji smartfonów. Światło dzienne ujrzała niedawno seria S26, gdzie trendy dyktuje Samsung S26 Ultra. Czy urządzenie dumnie podtrzyma popularność Samsunga, czym różni się od poprzednika i czy jest warte zakupu? Czas sprawdzić smartfon Samsung S26 Ultra!
Samsung S26 Ultra miał premierę 25 lutego 2025 roku, a regularna sprzedaż rozpoczęła się 11 marca. Jednocześnie miała miejsce premiera dwóch innych modeli tej samej serii: S26, S26+, na S26 FE tradycyjnie musimy jeszcze trochę poczekać. Na pokładzie urządzeń znajdziemy najnowszego Androida 16 z nakładką OneUI 8.5. W każdym modelu S26 otrzymujemy tradycyjnie najdłuższy okres wsparcia i łatek bezpieczeństwa, czyli aż 7 lat. W tej recenzji skupimy się na Ultrze, która w swojej klasie powinna być bezkonkurencyjna. A z tym aspektem coraz trudniej się zmagać koreańskiej marce, gdyż chińskie smartfony technologicznie są coraz bardziej zaawansowane i często oferują lepsze osiągi w zaskakujących niskich cenach. Innowacyjność nie była mocną cechą Samsunga ostatnimi czasy. Jednak Samsung S26 Ultra to zmienia na czele z nową funkcją ekranu!

Nowy Samsung S26 Ultra dostępny jest w szerokim wachlarzu barw: fioletowy, czarny, jasnoniebieski, biały, a dodatkowo w oficjalnym sklepie Samsunga, złoty i srebrny. Wizualnie smartfon prezentuje się nieco mniej prestiżowo od poprzedników. Doświadczamy odejścia od tytanowej ramki i ostrzejszych kątów na rzecz zaokrąglonego kształtu, ramki z armor aluminium i ponownie hartowanego szkła Gorilla Glass Victus 2 z tyłu. Dodatkowo zamiast wystających pierścieni aparatów dodano całą wysepkę, która odbiera nieco elegancji i unikatowości serii S. Wizualnie telefon nie wygląda już tak unikatowo, ale są też pozytywne strony. Urządzenie jest cieńsze (7,9 mm) i lżejsze (214 g) od poprzedników, więc będzie także wygodniejsze w użytkowaniu. S26 Ultra posiada normę IP68, więc jest wodo i pyłoodporne. Wyświetlacz smartfona chroniony jest przez wytrzymałe na uderzenia i odporne na rysy szkło Gorilla Glass Armor 2. To sprawia, że Samsung S26 Ultra jest naprawdę wytrzymały w swojej klasie, choć norma IP mogłaby mieć dziewiątkę z tyłu.
Zobacz również: iPhone 17 – Recenzja modeli. Największa premiera roku?
Wymiar wyświetlacza w Samsungu S26 Ultra wynosi 6,9″, przy rozdzielczości 3120 x 1440. Mamy tutaj do czynienia z ekranem QHD+ Dynamic Amoled 2X z jasnością do 2600 nitów i adaptacyjnym odświeżaniem 1-120 Hz. Czepialscy mogliby się doczepić do braku wyższego odświeżania, tak jak to widzimy nawet w niektórych średniakach, np. w recenzowanym wcześniej OnePlusie. 120 Hz jednak do codziennego użytkowania jest wystarczające, a wyższe odświeżanie byłoby przydatne głównie w grach, które wspierają ową funkcję. S26 Ultra nie stara się być telefonem do gier, choć do grania znakomicie się nadaje. Idąc dalej – świetna, zdecydowanie topowa powłoka antyrefleksyjna zapewnia skuteczną ochronę przed odbiciami światła na ekranie. Sam wyświetlacz jakościowo to najwyższa półka, a dodatkowo zawiera zupełnie nową funkcję na rynku, której nie znajdziemy w żadnym innym telefonie.

Największą, najbardziej innowacyjną, rozdmuchaną marketingowo nowością w S26 Ultra jest sprywatyzowany ekran działający przez wygaszenie części pikseli. Funkcję możemy włączać i wyłączać z poziomu szufladki szybkich ustawień wysuwanej z górnej części ekranu. Trzeba przyznać – jest to strzał w dziesiątkę! Zamiast kolejnej pierdółki otrzymujemy coś, co realnie przydaje się w życiu codziennym, bo chyba nikt nie lubi, jak mu się w telefon zagląda. Prywatny ekran nie pogarsza doznań z użytkowania smartfona, a jedynie minimalnie wpływa na ostrość i jasność obrazu, co nie jest inwazyjne i nie przeszkadza w żadnym stopniu. Nadal treści są świetnie widoczne chociażby w pełnym słońcu, a kolorystyka jest pełna i cieszy oko. Dodatkowo funkcja jest konfigurowalna – możemy ustawić prywatyzację całego wyświetlacza lub określonych powiadomień aplikacji, by tylko one nie były widoczne. Tylko czekać, aż prywatny ekran doczeka się rozszerzania możliwości i większej liczby elementów do „utajnienia”.
Zobacz również: OnePlus Nord 5 – recenzja sprzętu. Godny następca?
Zaskoczeniem nie jest, że sercem Samsunga S26 Ultra jest flagowy, najnowszy procesor Snapdragon 8 Gen 5 Elite na litografii 3 nm z dopiskiem for Galaxy, czyli zaprojektowany specjalnie dla modelu. Nie mamy tu zatem tak hucznie zapowiadanego Exynosa 2600 – przeznaczono go dla niższych modeli S26 i S26+. Snap 8 Gen 5 Elite for Galaxy gwarantuje topową wydajność i moc, zatem telefon będzie pracował płynnie pod każdym obciążeniem – granie w nawet najbardziej wymagające tytuły nie będzie stanowić żadnego problemu, a ścinek nie uświadczymy nigdy. Urządzenie jest dostępne w trzech wersjach pamięciowych w standardzie LPDDR5X i UFS 4.1: 12GB RAM/256GB, 12 GB RAM/515GB i 16GB RAM/1TB. Całość jest chłodzona komorą parową, która spełnia swoją rolę – smartfon nie grzeje się mocno nawet podczas cięższej pracy.
Jednak ciężka praca wymaga także energii, a tę gwarantuje bateria, która w Samsungu S26 Ultra… zalicza kolejny rok stagnacji. Na pokładzie znajdziemy ogniwo o pojemności 5000 mAh, czyli tyle samo, ile było w poprzednich sześciu generacjach. Samsung wstrzymuje się od eksperymentowania z ogniwami węglowo-krzemowymi i nie zwiększa pojemności baterii. Tym samym podcina sobie skrzydła w konkurowaniu z chińskimi smartfonami spod szyldu chociażby OPPO, Vivo, OnePlus czy Xiaomi. Całość na szczęście ratuje wzorowa optymalizacja – przy tak dużym telefonie i jednocześnie stosunkowo małej baterii urządzenie wyciąga naprawdę fajny czas pracy. Cały dzień użytkowania nie powinien być żadnym problemem.
Zobacz również: Xiaomi Redmi Note 15 Pro 5G – recenzja sprzętu. Przyjemność dla oka
Urządzenie możemy ładować kablowo z mocą 60W, więc widać zauważalny progres w stosunku do 45W w poprzednim modelu. Otrzymujemy także możliwość ładowania bezprzewodowego 25W, oraz 4,5W ładowania zwrotnego. Kablowo telefon naładujemy w trochę ponad 40 minut i jest to w zupełności wystarczające, choć konkurencja potrafi wyciągnąć nawet 100+W z kapelusza i ładować urządzenia znacznie szybciej. W opakowaniu ładowarki nie znajdziemy, ale nikogo to nie powinno dziwić.

Poza maksymalną wydajnością Samsunga kochamy też za zdjęcia – szczególnie w Ultrze aparat to zawsze był majstersztyk. I nadal tak jest, tylko że zmian technicznych mamy niewiele.
Aparaty w Samsungu S26 Ultra prezentują się następująco:
- główny 200 MP, f/1.4, matryca 1/1.3″
- szerokokątny 50 MP, f/1.9, matryca 1/2.5″
- teleobiektyw 3x 10 MP, f/2.4, matryca 1/3.94″
- teleobiektyw 5x 50 MP, f/2.9, matryca 1/2.52″
- selfie 12 MP, f/2.2, matryca 1/3.2″
Od razu rzuca się w oczy największa zmiana czyli jaśniejszy obiektyw główny w S26 Ultra. Przysłona f/1.4 oferuje jaśniejsze zdjęcia w porównaniu do S25 Ultra (f/1.7). Podobnego upgrade’a dostała przysłona teleobiektywu 5x (z f/3.4 na f/2.9). Możemy zatem spodziewać się znacznie lepszych zdjęć w nocy i lepszej kolorystyki w gorszych warunkach. Niestety teleobiektyw x3 dostał lekki downgrade. Mała matryca w S25 Ultra (1/3.52″) jest teraz jeszcze mniejsza i wynosi 1/3.94″ w S26 Ultra. De facto to koniec różnic technicznych w aparacie między aktualnym, a poprzednim modelem – szału nie ma.
Zobacz również: Ulefone Tab A11 Pro + klawiatura – recenzja sprzętu
Smartfon nagrywa wideo w jakości 8K 30 FPS lub 4K 60FPS, a także 4K aż w 120 FPS w trybie zwolnionego tempa. Na uwagę zasługuje nowa, znakomita funkcja blokady horyzontu wideo, która pozwala dosłownie na obracanie telefonem przy utrzymaniu obrazu w idealnej pozycji i zredukowaniu odchyleń. Pozwala to na nagrywanie wideo w ruchu w bardzo dobrej jakości, bez wstrząsów ze stabilnym poziomem. Bardzo przydatna funkcja szczególnie dla nagrywania w biegu, podczas jazdy na rowerze czy deskorolce lub w trakcie uprawiania sportów ekstremalnych.

Wisienką na torcie nowego modelu Galaxy jest sztuczna inteligencja. Jeśli chodzi o przerabianie zdjęć czy usuwanie zbędnych detali, Samsungi nadal posiadają topowe możliwości i odtwarzają elementy na zdjęciach wręcz wzorowo. Chcemy się zobaczyć w nowej fryzurze lub ubiorze? A może usunąć zbędną część tła i dodać u naszego boku zwierzątko? Z Galaxy AI jest to możliwe, a efekt jest naprawdę realistyczny. Odchodząc od fotografii, mamy przyjemność przywitać nową, zdecydowanie przydatną funkcję asystenta połączeń AI. Od teraz jeśli dzwoni do nas nieznany numer, asystent może za nas odebrać połączenie i przeprowadzić rozmowę. Jednocześnie w komfortowej atmosferze możemy z telefonem w ręku przeglądać w czasie rzeczywistym transkrypcję z dialogu i ocenić, czy kontakt jest warty świeczki. Przyznam, że to już kolejna świetna i przede wszystkim praktyczna funkcja, a tych ostatnio brakuje w nieco odgrzewanych kotletach AI.
Zobacz również: OPPO Find X9 Pro – recenzja sprzętu. Giga bateria i fotografia!
Czas postawić sobie pytanie – czy warto? Samsung S26 Ultra jest flagowcem, który swoimi parametrami byłby w stanie zawojować rynek… kilka lat temu. Niestety, w obliczu coraz prężnie rozwijającej się konkurencji, szczególnie chińskiej – koreańska marka suchymi parametrami przegrywa nie tylko w najwyższej półce. Vivo x300 Pro potrafi zrobić lepsze zdjęcia, a za rogiem czeka premiera OPPO Find X9 Ultra, który może zredefiniować pojęcie fotografii mobilnej. Nie do końca uważam, że same jaśniejsze zdjęcia to innowacja, której oczekujemy od aparatu markowego flagowca. To samo się tyczy największej bolączki stagnacyjnej marki, czyli baterii. Samsung to jedyny Android, który trzyma się kurczowo baterii 5000 mAh, mimo że na obecne czasy jest to za mało. Ponadto cena wcale nie działa pozytywnie na konkurencyjność brandu. Wersja podstawowa czyli 12/256 kosztuje obecnie 6,499 zł*. To zdecydowanie za dużo, chociaż promocje (których Samsung bezsprzecznie jest mistrzem) pewnie niejednokrotnie pozwolą złapać lepsze okazje.

Ale poza marudzeniem na baterię i aparat to mamy też garść nowości. W istocie – prywatyzujący ekran to strzał w dziesiątkę i mega popytowa funkcja, bo przecież nikt nie lubi podglądaczy. Osobiście wyobrażam sobie jak bardzo może być przydatna – jadąc w autobusie, w pracy lub pisząc do kogoś w grupie ludzi. Jednocześnie zawsze można ją konfigurować i wyłączać, więc nie będzie stwarzać problemu z widocznością treści niczym folia prywatyzująca na ekranie smartfona w uchwycie w trakcie jazdy autem. Funkcje Galaxy AI dowodzą, że nowoczesna sztuczna inteligencja w Samsungu to doskonała przeciwwaga dla nieco zaniedbanych parametrów.
Zobacz również: OPPO A5 Pro – recenzja sprzętu. Wodoodporność w niskiej cenie
Jeśli szukasz flagowca Samsunga, który zrobi dobre zdjęcia, ma wyśmienitą sztuczną inteligencję i w dodatku ekran prywatyzujący, a jednocześnie masz sporo grosza przy duszy, ewentualnie zależy Ci na ekosystemie Samsunga – bierz w ciemno (lub poczekaj na lepsze oferty). Aczkolwiek warto w tym segmencie zainteresować się starszymi modelami. S24 Ultra i S25 Ultra nie odbiegają tak mocno od najnowszego urządzenia, a da się je złapać w lepszych cenach. Jeśli takowy model posiadasz – z braku większych zmian wymiana na ten moment jest nieopłacalna (no chyba, że zależy Ci na ekranie prywatyzującym). A jeśli szukasz flagowej fotografii czy wydajności w tańszych kwotach – chińskie marki nadal wychodzą korzystniej. OnePlus 15 to prawdziwy wydajnościowy potwór w owczej cenie, a flagowce OPPO, Vivo, Realme i Xiaomi świetnie radzą sobie ze zdjęciami. Mimo wszystko Samsung S26 Ultra to dobry smartfon z szerokimi możliwościami, który ogólnie spisze się świetnie przy każdym rodzaju użytkowania.
Dokładne parametry recenzowanego modelu znajdziecie pod tym adresem.
- Samsung S26 Ultra 12GB RAM/256GB – 6,499 zł*
- Samsung S26 Ultra 12GB RAM/512GB – 7,399 zł*
- Samsung S26 Ultra 16GB RAM/1TB – 8,699 zł*
*Ceny obowiązujące w dniu publikacji recenzji (27.03.2026) na oficjalnej stronie Samsung.
Fot. główna: materiały promocyjne (Samsung)

