Neonowe miasto pochłania tajemnicza mgła, a w niej grasuje stworzenie o diamentowej skórze, które ubrane jest w skórzane ubrania. Jej Piekło to historia tak samo nieoczywista jak jej zarys.
Na seans Jej Piekła poszłam bez żadnych oczekiwań. Mogę nawet dodać, że nie miałam pojęcia, o czym będzie ten film. W sumie po wyjściu z kina nadal nie jestem pewna, o co dokładnie w nim chodziło. Mimo długiej dyskusji z osobą, która towarzyszyła mi podczas seansu, trudno było nam ustalić, dokąd zmierzała fabuła. Z tego, co udało nam się wywnioskować, film opowiada dwie historie. Jedna opowiada o Elle, córce pewnego wpływowego mężczyzny, który przywiązuje ogromną wagę do estetyki. Z tego właśnie powodu postanowił związać się z bardzo młodą dziewczyną, Dominique. Ona wraz z córką mężczyzny wcześniej łączyła bliska relacja, którą próbują odbudować, gdy zostają zamknięte w hotelu. Powodem ich kwarantanny jest niebezpieczne stworzenie zwane Leathermanem, które grasuje we mgle spowijającej miasto. Druga historia opowiada o szeregowym, który przez tę samą istotę stracił córkę i próbuje ją odnaleźć za wszelką cenę.
Zobacz również: Heartstopper Forever – recenzja filmu. Wideo-fanfiction zamiast dobrego finału
W oficjalnym opisie fabuły można przeczytać, że jest to historia dziewczyny szukającej swojego ojca oraz szeregowego, który stracił córkę we mgle, jaka tajemniczo pojawiła się nad nowoczesną metropolią. Faktycznie takie motywy pojawiają się w filmie, lecz większość czasu ekranowego wypełniają osobliwe sceny, które najwyraźniej próbują przekazać coś, czego ja po prostu mogłam nie zrozumieć.
Jej Piekło dostało stojące owacje na festiwalu w Cannes, co było moją zachętą do obejrzenia go osobiście. Patrząc na różnicę między reakcją gwiazd a reakcją publiczności, można odnieść wrażenie, że to niebo a ziemia. Sama bardzo starałam się zrozumieć fabułę, lecz po prostu, nieważne jak długo nad tym główkuję, nie mogę znaleźć w niej sensu. Przez chwilę uważałam, że jest to różnica między zwykłym zjadaczem chleba a koneserami sztuki wysokiej. Potem jednak doszłam do wniosku, że każda sztuka udostępniana szerokiej publiczności powinna być również dla niej zrozumiała. I właśnie na tym zawiodło mnie Jej Piekło.

Zobacz również: Wielki Łuk – recenzja filmu. Francja epoki Mitteranda
Mimo niejasnej fabuły nie uważam tej produkcji za kompletną porażkę. Jej Piekło zawodzi fabularnie, ale nadrabia pod względem wizualnym i dźwiękowym. Największym atutem filmu jest zdecydowanie muzyka. Jest teatralna, momentami przypomina muzykę klasyczną lub tę wykorzystywaną w filmach noir. Pino Donaggio tchnął życie w niezrozumiały świat łączący neony z estetyką art déco.
Wygląd filmu również nie pozostawia widza obojętnym. Jest to bardzo ciekawa mieszanka cyberpunkowego miasta pełnego wysokich monumentów, neonów oraz kolorów ze starszą estetyką lat 20. i 30., czyli wcześniej wspomnianym art déco. Cały hotel, w którym rozgrywa się część fabuły, wygląda jak coś, czego wcześniej jeszcze nie widziałam. To zasługuje na pochwałę, podobnie jak cała praktyczna scenografia. Jest przemyślana i emanuje artyzmem. Równie, jeśli nie bardziej, przemyślane jest oświetlenie. To ono odgrywa w Jej Piekle główną rolę. Oświetlenie było pierwszą rzeczą, na którą zwracałam uwagę podczas seansu. Cała produkcja jest pełna kolorów, które oświetlają postacie w bardzo nieoczywisty sposób. Nadaje to Jej Piekłu pewną oniryczną wartość, którą dodatkowo pogłębiają przejścia między scenami.
Zobacz również: Martwe Zło: Ogień – recenzja filmu. Witaj w rodzinie
Widać, że pod względem wizualnym nie pozostawiono tu żadnych niedociągnięć, z jednym małym wyjątkiem. Według mnie sceny ukazujące krajobraz miasta, wielkie budynki, hotel oraz świat, w którym rezyduje antagonista, Leatherman, wyglądają na niedopracowane. Jest to opinia, którą podzielała również osoba, z którą obejrzałam film. Wielkie budynki wyglądają tak, jakby brakowało im detali i, jak opisał to mój towarzysz, sprawiają wrażenie wykonanych przez początkującego użytkownika Blendera. Faktycznie nie miały takich samych walorów estetycznych jak praktyczne scenografie i nieco wybijały z imersji.

Zobacz również: Odyseja – recenzja filmu. Boskie widowisko
Jej Piekło to film, który ciężko opisać. Do teraz jestem zmieszana co do tego, o czym faktycznie był i do czego dążyła fabuła. Mimo tego była to uczta dla oczu i uszu. Muzyka stworzona przez Pina Donaggia budowała klimat, którego nie doświadczyłam w żadnym innym filmie. Oświetlenie oraz scenografia również były piękne. Kontrast między nowoczesnymi neonami a estetyką art déco także zasługuje na pochwałę. Niestety elementy tworzone komputerowo nie zachwycały już w takim samym stopniu. Wyglądały na dość niedopracowane. Jej Piekło nie jest filmem dla każdego. Powiedziałabym nawet, że większości widzów się nie spodoba. Mogę jednak z pełnym przekonaniem stwierdzić, że jest to coś, czego wcześniej nie miałam okazji zobaczyć.
fot. główna: Neon
