Security 51 – recenzja gry. Na straży przed zagładą świata…

Gry pokroju Papers, Please zawsze miały w sobie coś wyjątkowego. Z pozoru proste, powtarzalne czynności po czasie potrafiły angażować równie mocno, co pełnoprawne FPSy.

To samo zauważamy w przypadku Security 51 – produkcji, która czerpie garściami z dzieła Lucasa Pope’a, budując własny, niepowtarzalny świat… problem w tym, że nie wszystko działa tu tak samo dobrze.

Zobacz również: Hariti – recenzja gry. Pobawmy się w chowanego

Security 51 przykuwa uwagę przede wszystkim oprawą graficzną. Pixel art prezentuje się naprawdę ślicznie, a animacje postaci potrafią cieszyć oko. Nie mamy tutaj oczywiście do czynienia z produkcją nastawioną na fotorealistyczną grafikę, ale właśnie dzięki pikselowej stylistyce świat Security 51 ma swój charakter. Co ciekawe, nawet ekran ładowania nie jest zwykłym przerywnikiem między kolejnymi etapami. Widoczny tam zmieniający się świat pozwala obserwować, jak otoczenie żyje i ewoluuje wraz z postępami w grze.

Zobacz również: MARVEL Tōkon: Fighting Souls – recenzja gry. Marvel Kombat

Na uwagę zasługuje również system dbania o naszą postać. Musimy pamiętać nie tylko o wykonywaniu obowiązków, ale także o jedzeniu czy stanie psychicznym bohatera. Gra przypomina nam, że za całym tym systemem stoi człowiek, który również ma swoje potrzeby. Nie jest to może najbardziej rozbudowana mechanika w całej produkcji, ale bardzo dobrze uzupełnia podstawową rozgrywkę.

Przyjemnym dodatkiem okazały się też drobne smaczki umieszczone w grze. Między innymi sposób poznawania świata przedstawionego dzięki lokalnej gazecie. To w niej pojawiają się informacje dotyczące kolejnych wydarzeń, za które, w mniejszym czy większym stopniu, odpowiadamy my. To naprawdę fajny dodatek, ponieważ newsy pozwalają poczuć, że wydarzenia widoczne poza naszym miejscem pracy faktycznie mają znaczenie.

Co więcej, w pewnym stopniu napędzają one fabułę i sprawiają, że chce się wiedzieć, co wydarzy się dalej. Problem w tym, że sama historia wydaje się potraktowana nieco po macoszemu. Widać tutaj potencjał, ale momentami można odnieść wrażenie, że twórcy znacznie większy nacisk położyli na samą mechanikę niż na opowiedzenie angażującej historii.

Zobacz również: Beast of Reincarnation – recenzja gry. Technicznie słabo, ale pieseł fajny

Security 51 1
fot. kadr z gry

A mechanika ta jest naprawdę przyjemna. Rozgrywka jest bardzo szybka, płynna i przede wszystkim daje sporo satysfakcji. Kolejne zadania wykonujemy niemal automatycznie, ale nie oznacza to, że gra szybko się nudzi. To właśnie mechanika jest największą siłą Security 51 i trudno nie zauważyć inspiracji Papers, Please.

Nie wszystko jednak działa równie dobrze. Największe zastrzeżenia mam do systemu awansów. Z dnia na dzień otrzymujemy kolejne stopnie i nowe możliwości, co samo w sobie jest przyjemnym sposobem na nagradzanie gracza. Problem pojawia się wtedy, gdy zaczniemy zastanawiać się nad tym z perspektywy świata przedstawionego. Czy zwykły strażnik naprawdę powinien mieć możliwość podejmowania działań na skalę całego miasta albo prowadzenia badań związanych z anomaliami? Z punktu widzenia mechaniki działa to całkiem nieźle, ale fabularnie trudno nie mieć wrażenia, że twórcy poszli tutaj trochę na skróty.

Zobacz również: Majster Symulator – recenzja gry. Jak zarobić, a się nie narobić

Security 51 to produkcja, która zdecydowanie bardziej skupia się na swojej mechanice niż na fabule. Jeśli ktoś oczekuje rozbudowanej historii, pełnej szczegółów i konsekwentnie budowanego świata, może poczuć pewien niedosyt. Fabuła mogłaby być zdecydowanie lepiej dopracowana, a niektóre elementy świata aż proszą się o dodatkowe wyjaśnienia. Mimo tego, jeśli mechanika znana z Papers, Please przypadła Wam do gustu, Security 51 ma spore szanse również Was zainteresować.

Fot. materiały promocyjne (Steam)

fot. główna: materiały promocyjne

Plusy

  • Piękna, pikselowa oprawa graficzna
  • Ciekawa mechanika gry
  • Wciągająca rozgrywka

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Słabo rozwinięta fabuła
  • Dziwny system awansowania postaci
Szymon Piaścik

Dziennikarz, pasjonat popkultury i geek w najczystszym tego słowa znaczeniu. Od dziecka zapatrzony w szklany ekran, uczynił z tego zawód. Dziś patrzy na kino nie tylko oczami widza, ale kogoś, kto wie, ile potu i łez poświęcono, by stworzyć ze skrawku taśmy filmowej, dzieło sztuki.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze