Half Alive wypuściło nową EP-kę o tytule Billion. Chociaż nowa premiera trwa ledwie 12 minut, trudno ją ominąć, zwłaszcza, że zespół przechodzi przez zmiany…
Niecałe trzy miesiące temu zespół opuścił perkusista, Brett Kramer. Zespół zmienił też wytwórnię, a nowa EP-ka wydana została już pod szyldem ARRO, niezależnej wytwórni Tylera Josepha z twenty one pilots. Z pewnością ostatnie miesiące, podczas których powstało Billions, były dynamicznym czasem.
Zobacz również: Half Alive – Conditions of a Punk – relacja z koncertu w Warszawie
Najbardziej zaskakującym elementem jest to, że zmian w składzie na EP-ce za bardzo nie słychać. Za perkusję odpowiada projekt Glitter Party, który świetnie wpasował się w dotychczasową dynamikę Half Alive. Nie bardzo wiadomo, czy będzie to bardziej regularna współpraca, czy raczej okres przejściowy, natomiast myślę, że przeciętny słuchacz, który nie śledzi ogłoszeń, mógłby nie zauważyć różnicy.
Tak więc niespełna 12 minut muzyki jest tym, co w Half Alive kochamy najbardziej: z jednej strony spokojne, kojące wokale, a z drugiej dynamiczna i żywiołowa energia. Pierwszy utwór, tożsamy z tytułem całego krążka, stawia na ten kontrast i skutecznie wpada w ucho. Do tego na starcie wprowadza nas w korporacyjną estetykę wydania, która objawia się w teledyskach i samym tekście Billions. Przeszedł mnie lekki dreszcz, kiedy słowa what good is a soul? padły w utworze o korporacyjnej drabince w stronę pieniędzy.
Zobacz również: Charli XCX – Music, Fashion, Film – recenzja albumu. Coś kompletnie innego
Podobnie The Wolf sprawia, że łatwo jest zatracić się w nieco mocniejszym wokalu i nie skupić się aż tak na tekście. Mamy tu jednak spokojniejszy moment, który powoli podprowadza do W2W, instrumentalnej wstawki z przyjemnymi wokalizami w dalekim tle. Kolejny utwór, The Wonder z kolei przyjemnie powraca do szybszego tempa. Tu najlepiej wybrzmiewają bardziej urywane refreny i bardzo przyjemne smyczki, które akompaniują końcowym wokalom.
Wydanie kończy dwuminutowe Epilogue, czyli kolejny instrumental, który mocno wyhamowuje tempo. Pianino z nieśmiałymi wokalami płynnie przechodzi w odważniejsze smyczki. Nastrój bardzo kojarzy mi się z instrumentalnymi interludiami Bastille z ery Give Me The Future: to spokój i pełne zanurzenie w niespieszące się nigdzie instrumenty, które pozwalają na chwilę pobyć wewnątrz tej muzycznej oazy.
Ten niepełny kwadrans nie jest właściwie przeszkodą i – ku mojemu zaskoczeniu – nie budzi niedosytu. Bardzo łatwo jest posłuchać wydania na zapętleniu kilkukrotnie bez uczucia nudy, a Epilogue to piękne zakończenie EP-ki, do którego łatwo jest się przywiązać.
Half Alive dostarcza nowej muzyki regularnie, chociaż mam wrażenie, że małych dawkach. Dla mnie niedawna Persona jakoś do końca nie podchodzi, natomiast Billions skradło mnie od razu. Co czeka nas w przyszłości? Liczę, że kolejny album studyjny wydany pod nowym szyldem. Nie wydaje się, żeby pozostałe zmiany, jak skład zespołu, zaburzyły jego talent.
Fot. główna: Materiały promocyjne zespołu.
