Moonlighter 2: The Endless Vault – recenzja gry. Mamy Hadesa w domu

Moonlighter 2: The Endless Vault mnie zaskoczył. Czy pozytywnie? Trudno powiedzieć. Z jednej strony dostałem całkiem solidnego roguelike’a, z drugiej – trudno oprzeć się wrażeniu, że gdzieś po drodze twórcy zapomnieli, co sprawiło, że pierwszego Moonlightera wyróżniało coś więcej niż tylko całkiem niezły gameplay.

W Moonlighter 2: The Endless Vault przyjdzie nam znów zarządzać sklepem za dnia, a w nocy walczyć z potworami w celu pozyskania artefaktów, które możemy sprzedawać. Mimo że podstawowe założenie jest takie samo jak w jedynce, obie połowy gry, a szczególnie ta nocna, różnią się dosyć sporo od oryginału.

Zobacz również: Order Automatica – recenzja gry. Ile strategii można zmieścić w dziewięciu polach?

fot. kadr z gry

Co najważniejsze, twórcy zdecydowali się na odważny ruch – odejście od przeuroczej, pikselowej grafiki 2D z oryginału. Zastąpiono ją nadal uroczą, jednak już nie tak unikalną oprawą 3D. To przejście na trójwymiar niesie jedynie parę w miarę ciekawych interakcji z wysokością przeciwników i terenu. Czy była to dobra decyzja? Według mnie niezbyt, lecz studio prawdopodobnie chciało po prostu spróbować czegoś nowego i trudno ich za to winić.

Mechaniki gry również stały się bardziej generyczne. Nie dlatego, że są źle zaprojektowane – wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że gra coraz częściej przypomina zbiór rozwiązań wyjętych z innych, znacznie bardziej charakterystycznych roguelike’ów. Znajdziemy więc wybór jednej z 4 broni na początku przygody oraz ulepszenia, które dostajemy za czyszczenie pokoi. Jest nawet mapa, dobrze znana wszystkim fanom roguelike’ów. Same starcia z przeciwnikami są angażujące. Wiele różnych typów wrogów sprawia, że uczenie się ich ruchów daje frajdę. Każdy z bossów również zaprojektowany jest ciekawie, żadna walka nie wydaje się nie fair czy niewciągająca.

Zobacz również: Security 51 – recenzja gry. Na straży przed zagładą świata…

fot. Kadr z gry

W trakcie przygody, zamiast zdobywać produkty do sklepu, zabijając potwory, otwieramy głównie skrzynki i zarządzamy miejscem w naszym ekwipunku, by pomieścić i jak najbardziej ulepszyć artefakty. Mechanika ta jest w porządku i potrafi być dosyć satysfakcjonująca, gdy trafimy na przedmioty, które w ładny sposób wchodzą ze sobą w synergię. Tym niemniej potrafi również być szalenie wkurzająca, gdy jedno złe kliknięcie niszczy nam wszystkie przedmioty w ekwipunku. W efekcie zarządzanie ekwipunkiem staje się samo w sobie grą logiczną. Każdy ustawiony artefakt musi znaleźć się w najlepszym możliwym miejscu. Niestety sprawia to też, że walka z przeciwnikami i przechodzenie na dalsze sekcje lochów nie daje tyle radości, ile sprawiało w części pierwszej.

fot. Kadr z gry

W grze pełno jest różnych ulepszeń. Zliczyłem co najmniej 8 różnych drzewek umiejętności, które możemy modyfikować za pieniądze i elementy wypadające z przeciwników. Dostępnych jest także 6 różnych regionów z 6 różnymi bossami. Wydłuża to na pewno potencjalną zabawę, lecz pomimo tylu ulepszeń, przeciwników i fanaberii, podstawowa pętla rozgrywki w Moonlighter 2: The Endless Vault niestety szybko się nudzi. Problemem jest też sama liczba dostępnych elementów. W grze ulepszać można między innymi broń, zdrowie, sklep, miasto, relikty, plecak i masę innych rzeczy. Każda z tych opcji walczy o nasze pieniądze, a ulepszenia same w sobie w większości przypadków są minimalne. Ot, klasyczne „zwiększ szansę na X o 2%”. Wszystkie te potencjalne wydatki bywają przytłaczające, ale też i monotonne.

Zobacz również: Slay the Spire 2 – recenzja gry (Wczesny dostęp). Tak się robi kontynuację

fot. Kadr z gry

Zarządzanie sklepem nie różni się tak diametralnie od pierwszej części. Ulepszamy go, wystawiamy przedmioty za wybraną cenę, obsługujemy klientów i próbujemy zarobić tak dużo, jak się tylko da. Można również kupować losowe dekoracje sklepu, które sprawiają, że przyjemniej patrzy się na nasz lokal.

Fabuła gry jest tu zdecydowanie drugoplanowa, więc nie ma co się rozgadywać. Najważniejsze, że nie można powiedzieć o niej nic złego. Postacie są dosyć generyczne, choć z pewnymi wyjątkami, a dialogi nie są ani zbytnio śmieszne, ani jakoś bardzo ciekawe. Ot, taki wypychacz. Widać, iż to nie o historię tu chodziło.

Zobacz również: Deltarune Rozdział 5 – recenzja gry. W cieniu kwiatów

Moonlighter 2: The Endless Vault jest grą w zupełności poprawną. Czerpie ogromne ilości inspiracji od najlepszych z najlepszych i robi to w dosyć dobry sposób. Jednak grając, myślałem sobie o tym, że w sumie mógłbym teraz równie dobrze mieć odpalonego Hadesa i wiele z tych mechanik byłoby podobnych, lecz lepiej zrealizowanych. Nie doświadczyłem aż takiego zaangażowania jak w przypadku pierwszej gry, a ulepszanie sklepu i wyposażenia nie dawało tyle frajdy. Jednak co by nie mówić, produkcja wciąż wciągnęła mnie na parę solidnych godzin i nie mogę absolutnie powiedzieć, że bawiłem się przy niej źle. Twórcy zabrali wiele elementów, które nadawały pierwszej części charakter i zastąpili je sprawdzonymi rozwiązaniami znanymi z innych gier. W efekcie dostałem solidnego roguelike’a, ale niekoniecznie równie dobrego Moonlightera.

fot. Kadr z gry

Fot. główna: Materiały promocyjne (11 bit studios)

Plusy

  • Dobrze zaprojektowani przeciwnicy i bossowie
  • Satysfakcjonująca walka
  • Kilka ciekawych rozwiązań

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Brak własnej tożsamości
  • Szybka powtarzalność rozgrywki
  • Masa ulepszeń, które nie dają satysfakcji
Miłosz Kycia

Miłośnik gier indie, wychowany na fandomach Undertale i Five Nights at Freddy's, o których wie chyba więcej niż o swoim życiu. Zafascynowany również kinem i poznawaniem nowych nietuzinkowych światów i bohaterów.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze