The Love Hypothesis – recenzja. Czy miłość można potraktować jak eksperyment?

The Love Hypothesis czytałam kilkukrotnie, naprawdę zainteresowały mnie więc wieści o filmie – i tak, wiem, że to brzmi jak każdy wstęp do recenzji, ale mówię poważnie. Książka wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie – na tyle pozytywne, że przełamała mój reader’s block. Ze świadomością tego, że w ponad półtoragodzinnym filmie nie znajdziemy w stu procentach zawartości książki, zasiadłam do oglądania. Zadałam sobie przy tym kluczowe pytanie: czy filmowi udało się doskoczyć do poprzeczki, którą wyznaczyła książka?

Zanim jednak ocenię samą produkcję, zacznijmy od omówienia obsady. W główną parę z The Love Hypothesis wcielili się Lili Reinhard (Olive) oraz Tom Bateman (Adam). I o ile Olive była bardzo dobrze oddana, z tą jej charakterystyczną niezręcznością towarzyską, tak do aktora grającego Adama mam zastrzeżenia. Nie jestem pewna, czy to kwestia castingu, czy scenariusza, który wymagał przyjęcia pewnej ekspresji, z którą mimo wszystko Lili poradziła sobie moim zdaniem lepiej. Z obsady na plus wyróżnili się też Rachel Marsh (Anh), która sprawiła, że jej postać naprawdę była przekonująca, oraz grająca dr Aslan Jeananne Goossen, pomimo jej dość epizodycznego występu.

Jeśli ktoś liczył na w miarę wierną adaptację oryginału, wyprowadzę z błędu – tu się na nią nie natkniemy. Film raczej nawiązuje do powieści, jednak oś fabularna tylko miejscami imituje tę z książki, tworząc zupełnie nową całość. Twórcy dokładali starań, by udało się utrzymać wątek udawanego związku Olive z Adamem, jednak nadali mu inny wydźwięk oraz zmienili część okoliczności.

Zobacz również: Pytanie numer siedem – recenzja książki. Zawiły splot przypadków

To teraz pokrótce o tych zmianach. Do tych udanych z pewnością można zaliczyć przeniesienie retrospekcji dotyczących Anh i pozostałych bohaterów na początek. Pozwala to lepiej zbudować historię Olive. Jestem również za wersją wydarzeń, w której główna bohaterka pod koniec filmu prosi swoją promotorkę o użyczenie jej laboratorium do swoich badań. Tutaj również bardziej znaczącą rolę w całej fabule gra Anh, będąca w końcu platoniczną bratnią duszą Olive oraz motorem udawanego związku głównej bohaterki, a której wątek w pewnym momencie książki zszedł na boczny tor.

Jednak dużo więcej zmian w najlepszym wypadku budziło moje wątpliwości. Zastanawia mnie na przykład chłód Adama i sztywność w stosunku do Olive aż do momentu, gdy jedna kwestia stała się takim przełącznikiem i troszkę jak za pstryknięciem palcami patrzyli na siebie inaczej – bo momentami też ciężko stwierdzić, czy mają vibe partners in crime, czy rzeczywiście tu jest więcej uczuć romantycznych. Film mógł zbudować z tego slow burn, jednak zamiast tego dostajemy gwałtowną zmianę. W książce chemia pojawiała się już od pierwszego spotkania bohaterów w kawiarni, a mimo tego, że bywało niezręcznie, potrafili już się jakoś ze sobą droczyć. W tym wszystkim również zdziwiło mnie to, że ktoś wrzucił tam scenę, jak Adam radośnie mówi, że eksperyment się powiódł i zakończył się pomyślnie, mimo że książkowy Adam nie naciskał na rozstanie i chyba miał nadzieję na to, że Olive zapomni o ich „dacie ważności”.

Zobacz również: Asteriks. Odyseja Asteriksa tom 26 – recenzja komiku. Hen, hen daleko

Z ważniejszych rzeczy gryzł mnie jeszcze stosunek Anh i Malcolma do owego udawanego związku. W książce Anh dopiero od Olive dowiedziała się, że tamta ją okłamywała, a nieświadomie starała się ich zbliżyć do siebie przez sugerowanie różnych aktywności, jak smarowanie Adama kremem z troski o zdrowie czy buziak w nagrodę za przesunięcie samochodu, tu zaś mamy „domyślałam się od samego początku, ale nic nie mówiłam, bo słodko razem wyglądacie”.

A Malcolm? W książce wkurzył się od razu, gdy się dowiedział o tym związku, a Olive, aby go przebłagać, powiedziała mu prawdę. Tutaj zdenerwowało go to, że Carlsen go oblał, i z jakiegoś powodu obwinił za to swoją przyjaciółkę. Do tego pasuje bardziej książkowy Greg niż Malcolm. Co do Grega, również okazuje się, że Olive nie dzieli laboratorium z dwoma innymi doktorantami. Nagle mamy tu całą chmarę, w tym Anh. I nagle z łazienki tegoż laboratorium korzysta również i Adam w scenie, w której dochodzi do jego rozmowy z Anh…

Dużo stracił także wątek Toma Bentona. W książkowym The Love Hypothesis Holden Rodrigues, przyjaciel Adama, od początku sygnalizuje, że Tom może być problemem. Film pominął tę postać, czym zasługuje sobie na mocny punkt ujemny z mojej strony, bo bardzo polubiłam Holdena. Sam Benton staje się bardziej elementem kilku scen, zamiast ważną częścią historii. Brakuje również konsekwencji jego działań. Olive w książce zaczyna wątpić w siebie, swoje otoczenie i przyszłość naukową. Tymczasem film rozwiązuje ten konflikt znacznie szybciej, na czym zdecydowanie traci.

Zobacz również: Love, Theoretically – recenzja książki. Najlepsza pozycja od Ali Hazelwood!

Na szczęście znalazło się też miejsce na bezpośrednie nawiązania do powieści. Pierwszy pocałunek Olive i Adama oraz kultowa scena z kremem oczywiście trafiły na ekran. Ponadto pojawia się tekst dr Aslan o byciu pewną siebie „jak przeciętny biały facet”, choć tym razem wypowiada go Adam. Fani znajdą też charakterystyczne „smartass” kierowane do Olive, ale niestety nie było to zaakcentowane, a to już chyba zbrodnia wojenna.

Żeby nie było, za coś też siódemkę dałam, więc zejdźmy trochę z fabuły i zerknijmy na zalety poza obrębem samej akcji. Humor zazwyczaj działa, a część dialogów naprawdę bawi. Dobrze wypadają również scenografia i kostiumy. Świat akademicki wygląda wiarygodnie (może poza tymi zawodami na imprezie… serio, kto to wymyślił?). Poza tym pocałunki były naprawdę dobrze zrealizowane, aż można było to poczuć oglądając bohaterów.

Zobacz również: Avengers. Niemożliwe Miasto. Tom 1 – recenzja komiksu. Nowa drużyna, stare schematy

Ostatecznie dostajemy więc coś w rodzaju mocno przestawionego fanfika inspirowanego książką. Twórcy zachowali najważniejsze elementy, ale jednocześnie zmienili wiele wątków. Niektóre decyzje się bronią, inne pozostawiają spory niedosyt. Tak jak mówiłam, film ten przewraca chronologię i część wątków do góry nogami. Jeśli jednak odbiorcy nie przeszkadzają pewne nieścisłości, jest to produkcja, którą na spokojnie można obejrzeć.

(Szkoda, że twórcy nie spojrzeli najpierw na Pana Wilka i spółkę, tak powinno się inspirować książkami.)

Fot. główna: materiały prasowe.

Plusy

  • Scenografia
  • Miejscami ciekawe smaczki
  • Zbudowanie większego znaczenia relacji Olive i Anh

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Budowanie relacji głównej pary jest tak nagłe, że miejscami nienaturalne
  • Wątek molestowania Olive przez Bentona traci sens
  • Zamiast nadać spokojniejsze tempo akcji, dodano nowe epizodyczne wątki
Zuzanna Flis

Entuzjastka animacji i wszystkiego, co zdoła mnie utrzymać w miejscu przez więcej niż kilka minut. Nieśmiało marzy mi się zanurzenie w szeroko pojętym pisarstwie, a Popkulturowcy dają mi możliwość stawiania kroków w tym kierunku :)

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze