Glass – recenzja filmu. Pierwsze, wielkie rozczarowanie 2019 roku

Nieważne, czy byłeś fanem Niezniszczalnego, Split czy obu tych filmów. Nieważne, czy byłeś fanem  filmowych twistów Shyamalana, czy gardziłeś jego pomysłami. Na Glass po prostu trzeba było czekać. Projekt reżysera zapowiadał się na ambitne przedsięwzięcie i niejako interesującą alternatywę dla kina superbohaterskiego w wykonaniu Marvela i DC, skupiającą się nie na efektach specjalnych, a psychologicznej potyczce trójki bohaterów obdarzonych nadludzkimi zdolnościami. Mimo obiecującej pierwszej połowy, Shyamalan podejmuje niezrozumiałe z logicznego punktu widzenia decyzje scenariuszowe. Powodują one, iż Glass ociera się nieintencjonalnie o satyrę.

Zobacz również: Aladyn – recenzja filmu. Audiowizualna uczta dla duszy

Całość zaczyna się niezwykle interesująco, bo od polowania Davida Dunna, bohatera Niezniszczalnego na człowieka o wielu osobowościach. Nikogo chyba nie powinno zdziwić, że pierwsza konfrontacja obu panów ma miejsce całkiem szybko, po czym akcja przenosi się do szpitala psychiatrycznego, gdzie rezyduje tytułowy Pan Glass. I tu zaczynają się schody. O ile Shyamalanowi trudno odmówić ciekawej wizji fabuły, tak jej przełożenie na ekran wyszło dość irracjonalnie. Postać Sary Paulson, doktor Ellie Staple (całkiem nieźle zresztą zagrana), ma bowiem na celu wyleczenie trójki głównych bohaterów z ich przeświadczenia o posiadaniu supermocy. Jej argumentacja  pozbawiona wszelkiej wiarygodności i sensu, wzbudza jednak pewne wątpliwości co do statusu nadczłowieka u części z nich – ale nie u widzów. Bo czy ma ktoś jakiekolwiek wątpliwości co do mocy Bestii, Dunna i Pana Glassa po dwóch poprzednich częściach trylogii? Czy tłumaczenie, że Bestia wygiął kraty, bo te były stare, albo to, że przeżył postrzał, bo kule również były stare a na dodatek zamoknięte (serio, tak pani doktor popiera swoją tezę), brzmi przekonująco? Fabuła więc w połowie zmienia nieco ton z ekscytującego thrillera na wmawianiu widzowi, że nasi bohaterowie nie należą do najmądrzejszych. Buduje ona jednakże poczucie u oglądającego, iż finał filmu zrekompensuje tę chwilę scenariuszowej słabości.

Zobacz również: Doktor Sen – recenzja filmu. Wyczekiwana kontynuacja Lśnienia!

glass

Ale nie rekompensuje. Wręcz przeciwnie. Ciągnie Glassa na dno, wywołując całą paletę negatywnych odczuć – od uśmiechu politowania, poprzez niedowierzanie, a na załamaniu kończąc. Twist, który zgotował nam na koniec Shyamalan, nie jest jednakże taki zły. Powiem więcej, może nawet przejawia on szczątki geniuszu. Są jednak dwa ważne czynniki, powodujące zniesmaczenie tym zwrotem akcji. Przede wszystkim głupkowaty, leniwy scenariusz. Mając na uwadze jak poważnymi i trzymającymi w napięciu filmami były Niezniszczalny oraz Split, to to, jak rozwiązano niektóre kwestie fabularne w Glassie absolutnie nie współgra z tonem poprzedniczek. Ostatnie 25 minut produkcji zmienia się w festiwal niedorzeczności i żenady. Kto spodziewał się powrotu kina superbohaterskiego do nieco bardziej przyziemnych i poważniejszych klimatów za sprawą filmu Shyamalana, niechaj porzuci wszelkie nadzieje.

Druga sprawa – Bruce Willis. Zarówno ostatnia scena Split jak i sam początek filmu, wyraźnie sugerowały, iż produkcja skupi się w dużej mierze właśnie na Davidzie Dunnie. Ostatni raz tego bohatera widzieliśmy w 2000 roku, a tu, po mocnym starcie… znika na dłuższą część filmu. Również jego losy w finałowych minutach mogą spotkać się ze sporą dezaprobatą fanów tego bohatera. Osobiście z tego powodu odczuwam duże rozgoryczenie, bo w przeciwieństwie do ostatnich produkcji, Willisowi chciało się tu grać i zdecydowanie zasłużył na więcej. Nawet Samuel L. Jackson wydaje się być pominięty, zważywszy na fakt, że przez połowę filmu w ogóle się nie odzywa. Najwięcej czasu ekranowego poświęcono niesamowitemu McAvoyowi i jego 24 osobowościom. Ponownie wyciska on ze swojej postaci 100 procent, a w kilku scenach raczy nas nowymi, ekstrawaganckimi wcieleniami. W rolach drugoplanowych powraca pani Price, syn Dunna oraz niedoszła ofiara Bestii, Casey. Najlepiej chyba będzie, jeśli przemilczę występ tej trójki, choć na ich obronę powiem, że nawet najbardziej utalentowanym aktorom ciężko byłoby coś pokazać, gdy ma się taki a nie inny scenariusz.

Zobacz również: Paradise PD – recenzja 3. sezonu! Mocniej, więcej, dziwniej!

glass

Shyamalan zdecydowanie nie sprostał oczekiwaniom, jakie wzbudziło zakończenie Splita. Twórca Szóstego zmysłu miał doskonałą szansę, by wynieść kino superbohaterskie na wyżyny, stworzyć film mogący śmiało konkurować z Mrocznym Rycerzem, Watchmenami czy Sin City. Niestety, dobre wrażenie z początku filmu szybko zanika za sprawą irracjonalnej drugiej połówki. Glass to pierwszy, wielki zawód 2019 roku.

OCENA: 5/10

Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze