Obiecująca. Młoda. Kobieta. – recenzja filmu. Jej patoreakcja

Ma ten film taką scenę, w której Cassie, główna bohaterka, po której na tym etapie seansu możemy się spodziewać absolutnie wszystkiego, opowiada jednemu z bohaterów o swoim kolejnym planie. Nie wchodzi w szczegóły, jednak możemy się domyśleć, że będzie ciekawie. Poproszona o rozwagę i niedziałanie w afekcie wypala: Nawet nie wiesz, jak długo o tym myślałam. Ta jedna sentencja pięknie charakteryzuje cały ten film oraz jego wymowę. Obiecująca. Młoda. Kobieta. jest bowiem właśnie taka. W całej swej odwadze, dzikości i bezkompromisowości idealnie poprowadzona i przemyślana. Jedynym, czego jej twórcy nie potrafiliby pewnie pokazać i wyjaśnić, są tajemnicze kropki w polskim tytule.

Dzisiejsza trudna i pokręcona rzeczywistość odbiła się również na sezonie oscarowym. Dostęp do filmów jest mniejszy, trudno zaliczyć wszystkie produkcje i przystąpić do gali z własną opinią odnośnie wszystkich nominowanych. W tym przypadku jednak mam przekonanie graniczące z pewnością, że Prominising Young Woman będzie moim ulubionym filmem w stawce. Choć nie widziałem jeszcze paru, wątpię, żeby którykolwiek był w stanie zrobić na mnie takie wrażenie i który równie mocno polubię.

Zobacz również: Ojciec – recenzja filmu. Groza starości

Obiecująca. Młoda. Kobieta

Perypetiom Cassie blisko do ubiegłorocznego tryumfatora, koreańskiego Parasite’a. Widzę w nim równie dużą reżyserską odwagę i kontrolę. To nie jest film, który łatwo wepchniesz w sztywne ramy gatunkowe. Emerald Fennell ma swój głos, bierze na tapet problem, a to jak o nim opowiada, jest już czystym szaleństwem. Reżyserka żongluje różnymi motywami z taką sprawnością, jakby w każdym gatunku miała już z 7 nakręconych filmów, a tropy wyśmiewa, cały czas nie tracąc smutnej i ciężkiej wymowy całości. To film, z którego wyjdziesz zły, ale swoją złość będziesz chciał wyśpiewać. Najlepiej pod Stars are blind Paris Hilton. Innymi słowy, będzie to złość naprawdę mocno kolorowa.

Wspomniane wyczucie gatunkowe Emerald Fennell objawia się również w tym, jak bardzo zmienny jest ton tego filmu. Im mniej wiesz o nim przed seansem, tym lepiej, z uwagi na fakt, jak często kapitalne sceny wyskakują tu znienacka. Wizyta u Pani profesor wstrzymała mi oddech, a tę z pluciem do kawy można byłoby wrzucić do każdej komedii romantycznej ostatnich lat, a podniosłaby jej poziom. I tu wypada wspomnieć, że cały czas mówimy o smutnym i bardzo ważnym filmie.

Zobacz również: Better Days – recenzja filmu. Ból i miłość

A jeśli chcielibyśmy o tym zapomnieć, w okamgnieniu przypomni nam o tym fenomenalna Carey Mulligan. To, co robi w głównej roli, dostanie ode mnie oddzielny akapit, bo tak jak cały film wskoczył do mojej personalnej topki ostatnich lat, tak ona w kobiecych rolach bierze pewnie jakieś podium i to nawet niekoniecznie to brązowe miejsce. To najciekawsza żeńska bohaterka, jaką widziałem w kinie w ostatnich latach, a aktorka wpływa na to każdym gestem, każdym ruchem, każdym spojrzeniem. Na jej twarzy często nie widać nic, ale w głowie zawsze wszystko. Ta niewyobrażalna złość, połączoną z desperacją i bezradnością bije z każdej sceny z jej udziałem. Równie dobrze odnajduje się z gębą słodkiej dziewczyny z sąsiedztwa, jak i żeńskiego terminatora, który nie cofnie się już przed niczym. Miło patrzeć jak rozwija się jej kariera i jak staje się jednym z najgorętszych nazwisk Hollywood. Właśnie z nadwyżką przebiła swoją życiówkę, stąd wydaje mi się, że będzie oscarową faworytką. A jak nie teraz, to na pewno jeszcze kiedyś.

Zobacz również: Godzilla vs. Kong – recenzja filmu. Potworny dramat.

Mówiąc o Obiecującej. Młodej. Kobiecie. (o co chodzi z tymi kropkami?) nie sposób nie wspomnieć o fantastycznym soundtracku. Soundtracku, jakbyście cały czas mieli wątpliwości, jak ważny jest to film, popowym. Takim, w którym od nowa aranżuje się Toxic, a w oryginale wykorzystuje Angel of the morning czy Stars Are Blind Paris Hilton. Playlista od pierwszego do ostatniego kawałka jest fantastyczna, ale i znakomicie zaimplementowana. Tak się powinno wspierać narrację filmu muzyką.

Obiecująca. Młoda. Kobieta

Wyszedł mi dość długi pean pochwalny, a marginalnie tylko napomknąłem o najważniejszym, co jest w tym filmie, o jego wymowie. O tym, jak ważny, poza bezbłędną realizacją, będzie to głos. Cassie jest bowiem bohaterką, której ból wyczuje każdy, która współczesne problemy wygrywa z niesamowitą przystępnością. To kobieta, z którą naprawdę nie chciałbyś zadrzeć, a jednocześnie z całego serduszka chciałbyś poznać. Potrzeba takich filmów, z taką żeńską wrażliwością. Wiele kobiet będzie mogło wnieść teraz twarze Fennell i Mulligan na swoje sztandary. I bardzo dobrze!

Tak jak latami myślała o swoim działaniu główna bohaterka, tak ja latami będę pewnie wspominał o Obiecującej. Młodej. Kobiecie. Można się co prawda przyczepić jednego, może dwóch momentów (jak nie do końca potrzebnej sceny u prawnika) ale nie chcę tego robić. Wole się pocieszyć, że dostałem tytuł, który będzie w ostatnich kilku latach jednym z moich ulubionych. Z niecierpliwością będę również czekał na to, co będzie w stanie pokazać Emerald Fennell, nasza Obiecująca. Młoda. Reżyserka. w przyszłości.

OCENA: 9.5/10

Łukasz Kołakowski

Uwielbia Wesele Smarzowskiego, animacje Pixara i Breaking Bad. A, no i zawsze kiedy warto, broni polskiego kina.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze