Teksańska masakra piłą mechaniczną – recenzja. Brutalna rozrywka zakrapiana szampanem z krwi

Co za głupi, beznadziejnie zrealizowany film. Żadnej głębi, przesłania, gra aktorska na niskim poziomie… Dobra, wygłupiam się. Nowa Teksańska masakra piłą mechaniczną to cholernie dobra rozpierdziucha. Bawiłem się – o dziwo – przyzwoicie.

Leatherface – jakże kocham tę postać! Jeden z najlepiej pomyślanych i najbardziej intrygujących filmowych zabójców miał na srebrnym ekranie całkiem przyzwoitą – choć niedocenianą – karierę. W 1974 Tobe Hooper zaskoczył widzów swoją pokrętną wizją szaleńca w masce z ludzkiej skóry. Teksańska masakra piłą mechaniczną rozkochała horrorowych maniaków, rozpoczynając kult Leatherface’a i stanowiąc preludium do slasherów. W kolejnych latach powstało mnóstwo sequeli, a przez ostatnie dwie dekady również kilka ciekawych rebootów.

Zobacz również: The House – recenzja filmu. Przerażający posiłek dla zmysłów w klimatycznej antologii

TMPM z 2003 i jej prequel z 2006 szczyciły jeszcze głębszym i wyrazistszym klimatem od tworu Hoopera, a Leatherface był groźniejszy i bardziej przerażający. Piła mechaniczna 3D może nie wniosła nic nowego, ale spełniła swoją rolę jako przypomnienie o istnieniu legendarnego zabójcy. Z kolei Leatherface z 2017 to twór dziwny, ale kompletny i przyjemnie zakręcony. Kolejnych pięć lat mija, a Netflix oferuje nam…

Teksańska masakra piłą mechaniczną (cóż za oryginalny tytuł) już w zapowiedziach objawiała się jako niskobudżetowa głupotka, toteż fanatycy Leatherface’a szczękali zębami, obawiając się zbezczeszczenia ich świętości. Nieznany reżyser, niedoświadczony scenarzysta, obsada z dupy, no i Netflix… co mogło pójść nie tak?

Dobra, nie owijajmy w bawełnę. Nie będę nawet próbował streszczać fabuły, bo przecież nikogo ona nie obchodzi (i słusznie). Przejdźmy do rzeczy: nie mamy do czynienia z powieleniem historii o Leatherfacie, a jedynie luźnym rebootem skupionym bezpośrednio na postaci zabójcy i jego eskapadach z piłą mechaniczną. Nie ma on żadnego backstory, po prostu jest i morduje. Główni bohaterowie –  banda przygłupich nastolatków, jak zwykle – są płascy i nieciekawi, mamy ostentacyjnie wywalone na nich i ich życie. Gwóźdź programu, to, co jest tu na pierwszym planie, to krwawa masakra robiona przez Leatherface’a – reszta nie ma znaczenia. I wiecie co? To wszystko wychodzi produkcji na plus.

Zobacz również: Krzyk – recenzja filmu. No trochę późno ta recenzja, ale kto mi zabroni?

Teksańska masakra piłą mechaniczną, fot. Materiały prasowe

Teksańska masakra piłą mechaniczną nie ma absolutnie żadnych ambicji, nie próbuje nawet poważnie przywołać kultowej postaci. Wsadza tylko swoją tanią podróbkę Leatherface’a do autobusu wypełnionego głupimi nastolatkami zapatrzonymi w swe telefony i pozwala mu wymordować ich wszystkich. Poważnie, jest taka scena. Krew leje się strumieniami, oderżnięte członki latają po ekranie, a poćwiartowane zwłoki walają się po podłodze. Bawiłem się wyśmienicie.

Zobacz również: Najlepsze horrory w historii

Jako fanatyk kultowej Teksańskiej masakry gdzieś tam w tyle głowy liczyłem – pewnie nie tylko ja – że Netflixowa produkcja choć trochę przywoła ducha pierwowzoru. Twórcy okazali się być jednak mądrzejsi i dali mi do zrozumienia, że tego nie da się zrobić. Twór Hoopera jest tylko jeden, a to, co oferuje nam Netflix, to czysta rozrywka dla miłośników gore i ostrej jazdy. I to wystarczy. A choć mamy do czynienia z całkowitym shitem do zapomnienia w tydzień, to nic nie zmieni faktu, że przez półtorej godziny śmiałem się do ekranu jak głupi. I chyba o to chodziło, no nie?

A tak swoją drogą, czy tylko mi Tommy przypomina tych tłuściochów z W lesie dziś nie zaśnie nikt?

Teksańska masakra piłą mechaniczną
Teksańska masakra piłą mechaniczną, fot. Materiały prasowe

Finalnie, Teksańska masakra piłą mechaniczną to tani, głupkowaty mózgojeb, który nadaje się głównie dla takich porąbanych szaleńców jak ja, których bawi odcinanie głowy piłą mechaniczną. Leatherface dumnie dzierży swoje narzędzie zbrodni i powoli, nieustannie podąża do przodu, mordując kolejnych głupich nastolatków. A że – jak już wspomniałem – mamy ich w nosie, to kibicujemy naszemu kochanemu mordercy, ciesząc się jeszcze bardziej, gdy uda mu się kogoś przepołowić. I tylko tyle się liczy. Znalazła się tu też chwila na odtworzenie legendarnego tańca z piłą, a końcowa scena w epicki sposób podsumowuje poprzednie półtorej godziny. Rozrywka wykwintna.

Plusy

  • Ostra jazda bez trzymanki, brutalna a zarazem zabawna
  • Nie przynudza, nie przeciąga, nie męczy nieistotnymi detalami - to rozrywka w pełnej krasie

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Film odcina kupony od pierwowzoru, żerując na jego legendzie
  • Tania głupotka bez krztyny ambicji

Według innych redaktorów...

Krzysztof Wdowik
27 marca 2022

Jestem w szoku, bo nie spodziewałem się niczego dobrego po tym projekcie, a dostałem całkiem przyjemny requel. Nie ma za dużo wspólnego z klasycznymi Masakrami, ale, w zasadzie, one też między sobą nie wykazywały oszałamiającego podobieństwa, bo jak jedynka była prekursorem slasherów, tak dwójka to już istna komedia. Powracając – nowa Piła Mechaniczna miło mnie zaskoczyła i dawno nie kibicowałem tak mocno głównemu zwyrolowi. Scena w busie będzie kultowa, a zakończenie zdecydowanie podniosło ocenę o oczko.

7
Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

1 Komentarz
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Krzysztof Wdowik

Dobry film, dawno tak mocno nie kibicowałem mordercy. Scena w busie 10/10. Lepszy niż Halloween ale słabszy niz Krzyk. Niemniej, to najlepszy sequel Teksanskiej od czasu oryginału. W końcu!