Walka z lodem – recenzja filmu. W mroźnym sercu Arktyki

Netflix w swej bogatej ofercie prezentuje filmy i seriale najprzeróżniejszych gatunków: horrory i komedie, fantasy i dokumenty. Umówmy się jednak, głównymi odbiorcami amerykańskiego giganta streamingu są nastolatkowie, a co za tym idzie, platformę wypełniają rozrywkowe młodzieżówki, komedie i teen-dramy. W zalewie wypieszczonych, kolorowych (i całkiem przyjemnych w odbiorze) produkcji można odczuć brak kina ambitnego, wychodzącego poza struktury gatunków, sięgającego wyżej. Netflix, na szczęście, z wolna wypełnia tę lukę, a ogromnym krokiem w przód jest zaprezentowanie Walki z lodem.

Oparta na faktach historia dwóch mężczyzn, wyruszających na ekspedycję w śnieżny bezkres Arktyki, by udowodnić, że Grenlandia jest jedną wyspą (a nie, jak wówczas sądzono, dwiema). Kapitan Ejnar Mikkelsen pragnie wypełnić swoje zadanie, niestety umęczona załoga nie ma ochoty na kolejną podróż. Do towarzystwa doświadczonemu Mikkelsenowi zgłasza się jedynie żółtodziób Iver Iversen. We dwójkę wyruszają na piekielnie niebezpieczną wyprawę, doskonale wiedząc, że mają niewielką szansę powodzenia.

Zobacz również: Batman – recenzja filmu. Gacek, którego potrzebowałem

Iver to 25-letni, radosny chłopak, pełen wigoru i optymizmu. W załodze pełni jedynie rolę mechanika, brak doświadczenia nie równa się jednak jego zapałowi, dzięki któremu kapitan Ejnar zgadza się zabrać go w ekspedycję. Chłopak jest dobrym strzelcem, świetnie też dogaduje się z psami, które kocha prawie jak braci. Zapewne jego żądne przygód serce zlękłoby się, wiedząc, jakie trudy go czekają.

Zobacz również: Cyrano – Recenzja filmu. Czy słowa mogą kochać?

Walka z lodem to w istocie kino dwóch bohaterów. Poboczne postacie pojawiają się jedynie zdawkowo, jako uzupełnienie, nie mają wiele do powiedzenia. Historia skupia się wokół Ejnara i Ivera, subtelnie obrazując ich trudy w przemierzaniu okrutnej Arktyki i zazębiającą się przyjaźń. Doświadczony Nikolaj Coster-Waldau genialnie odnajduje się w roli posępnego kapitana, wczuwając się w jego skórę, podkreślając lęki i pragnienia wyrazistą mimiką. Joe Cole w roli równie młodego Ivera udowadnia swoje umiejętności, kreując elektryzującą postać. Aktorzy odwalili kawał dobrej roboty, choć zadanie nie było łatwe.

Mężczyźni wykonują swoją misję w dogodnym czasie, nie odnosząc przesadnych ran bojowych (choć nie obeszło się bez strat). Wracają do obozu, dumni z osiągnięcia, nie mogąc się doczekać powrotu do kraju. Gdy jednak docierają na miejsce, okazuje się, że załoga dawno już odpłynęła, zostawiając ich samych na pastwę mroźnym żywiołom. Przyjdzie im spędzić w samotności wiele dni, miesięcy, być może lat.

Zobacz również: Peacemaker – recenzja serialu. Hard Rock and Black Ops.

Walka z lodem
Fot. Materiały prasowe, Netflix

Walka z lodem przypomina nie tyle wciągającą historię – wszak fabuła gra tu drugie skrzypce – a raczej kunsztowny obraz, na który wystarczy spojrzeć, by go poczuć. Niewdzięczna wizualnie Grenlandia – wszędzie tylko śnieg i lód – tuszuje swą szorstkość, malując się na ekranie urokliwymi krajobrazami. Świetnie zrealizowane zdjęcia i genialny dźwięk, pozwalający odczuć film kolejnym zmysłem, sprawiają, że Walki z lodem się nie ogląda. Ją się przeżywa, razem z bohaterami, towarzysząc im w śnieżnych bezkresach.

Zobacz również: Belfast – recenzja filmu. Kenneth, nie Kenny

Zarówno Iver jak i Ejnar stopniowo popadają w obłęd. Pozostawieni samym sobie, porzuceni przez załogę, świadomi, że ratunek może nigdy nie nadejść, racjonują kurczące się zapasy żywności, usiłując jedynie przetrwać kolejne dni, tygodnie, miesiące. Wszędzie tylko śnieg i lód, lód i śnieg. Niewyobrażalne, by ludzki umysł po długim czasie takiej udręki nie pozwolił sobie na zwolnienie wyobraźni z okowów. O dziwo z dwójki przyjaciół to młody i wrażliwy Iver okazuje się być wytrwalszy, wciąż wierząc, że mają szansę przetrwać.

Zobacz również: Wikingowie: Walhalla – recenzja serialu. Pogoń za chwałą

Walka z lodem to nie typowe kino. Film nie próbuje na siłę przekonywać do siebie widza, wciskając mu schematyczną fabułę, zwroty akcji i multum wybuchów. Walka z lodem proponuje coś zgoła innego: portret człowieka walczącego o życie w skrajnych warunkach, jego szczere emocje i uczucia, zabarwione nastrojowymi zdjęciami i wyrazistym, namacalnym klimatem.

Walka z lodem
Fot. Materiały prasowe, Netflix

Jak napomknąłem we wstępie, ostatnimi czasy odczuwam lekki deficyt kina ambitnego. Brakuje mi w filmografii pozycji obrazujących bogate wizje artystyczne, nie schylających się ku typowym chwytom emocjonalnym, lecz dosadnie i z uwielbieniem obnażających siebie. Takie produkcje niestety często odbierane są przez niedzielnych, popcornowych widzów jako nudne, ciągnące się bez końca (łojeju, gdzie so wybuchy!?). Poszukiwacze przygód i uczuć, wykwintni koneserzy mistycyzmu filmowego (jak ja) docenią jednak niebanalny wydźwięk i niepowtarzalny klimat. A także uczucia i emocje w najczystszej postaci. To właśnie proponuje Walka z lodem, dodając do tego dosadną i szczerą historię przyjaźni i miłości.

Plusy

  • Klimatyczny nastrój pobudzający wiele zmysłów
  • Eksploatowanie fascynującego, acz nieatrakcyjnego odłamu kinematografii
  • Genialna gra aktorskiego duetu

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Popcornowego widza może nużyć
Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze