ZZ Top – RAW (‘That Little Ol’ Band From Texas’ Original Soundtrack) – recenzja płyty

ZZ Top to z pewnością ikona i legenda rock’n’rolla. Słynni brodacze podtrzymują ten status znakomitym albumem ‘RAW’ , w którym udowadniają, że energetyczny, brudny blues, którego przez te wszystkie lata byli propagatorami, przeżywa wielki renesans.

Black Keys czy wszystkie projekty Jacka White’a sprawiły, że masy znów pokochały taką muzykę i chwała im za to. Jednak słuchając RAW (‘That Little Ol’ Band From Texas’ Original Soundtrack), dochodzę do wniosku, że White i jemu podobni mogliby muzykom ZZ Top czyścić buty i czesać brody…

Zobacz również: Rammstein – Zeit – recenzja płyty

Najnowsza płyta zespołu to skutek  filmu dokumentalnego wyprodukowanego przez Netlixa, poświęconego oczywiście ZZ Top, pt. That Little Ol’ Band From Texas. To co dostajemy pod postacią RAW, to zapis kameralnego (nota bene kameralny kojarzył mi się zawsze z ‘cichym’ – tu jest zgoła inaczej) koncertu, który dali właśnie na potrzeby wspomnianego dokumentu w legendarnym klubie Gruene Hall w Teksasie. Należy dodać, że w nagraniu uczestniczył jeszcze zmarły rok temu basista Dusty Hill (premiera wręcz zbiega się ze smutną rocznicą).

Przyznam, że przez wiele lat ZZ Top w ogóle nie obchodzili mnie, pod względem muzycznym. Ot, charakterystyczny image, fajne klipy, które non stop śmigały w pierwszej połowie lat 90’ w MTV. Odkryłem ich na fali fascynacji nowym blues rockiem i zapoznałem się (wielokrotnie) hurtowo z bogatą dyskografią kapeli. Od tej pory bardzo ich szanuję. Jednak nie spodziewałem, że RAW aż tak bardzo mnie zmiecie. Podkreślmy, że mamy tu przekrój znanych już utworów ZZ Top, z całej ich kariery. Każdy z nich ma tak naprawdę status wiodącego i popularnego kawałka. Więc jest tu m.in. Brown Sugar, La Gange, Thunderbird, Blue Jeans Blues, Legs, Heard In On The X czy Gimme All Your Lovin’. Każdy z nich przedstawiony jest bardzo surowo, minimalistycznie… Ale jak!

Zobacz również: Elvis – recenzja filmu. Audiowizualna uczta, którą koniecznie trzeba zobaczyć w kinie

Ten zapis to kilkadziesiąt minut obcowania ze szczerością, prawdą i kunsztem, odartym z najnowszych technik produkcji, Żaden z utworów nie odbiega jakoś specjalnie od oryginału, ale i tak tworzy nową jakość. Na przykład wspomniany już numer Legs nigdy nie był moim faworytem, a tu wręcz przeciwnie. Dodatkowe wrażenie i klimat robią pohukiwania i pokrzykiwania (o yeah!) Billy’ego Gibonsa. Zamykasz oczy i jesteś w małej, teksańskiej, zadymionej knajpie. A na scenie ONI! W poprzednim tekście, poświęconej płycie zespołu Interpol zastanawiałem się, jakich argumentów użyć, żeby polecić muzykę 40-letnich muzyków młodszym, dużo młodszym słuchaczom. Teraz, mimo, że muzycy mają lat ponad 70., absolutnie nie mam tego dylematu, bo jest tu czad, świeżość i mnóstwo radości z grania.

Plusy

  • Pure rock’n’roll
  • Brodacze w świetnej formie

Ocena

9.5 / 10

Minusy

  • Może tylko to, jak się delektuje tym albumem na  słuchawkach, to później bolą uszy - bo nie da się RAW słuchać po cichu!
Przemek Kubajewski

Dyrektor Akademii Menedżerów Muzycznych. Entuzjasta wszystkiego, co składa się na pojęcie 'popkultura'. Zawodowo zajmuje się marketingiem, PRem i sprzedażą w branży muzycznej (i nie tylko). Prywatnie fan gier video, piłki nożnej (głównie angielskiej) i książek o latach 90' (taki z niego boomer). Nie ma jednak na to za dużo czasu, bo przede wszystkim poświęca go swoim dzieciom. Zarówno zawodowo jak i prywatnie słucha dużo muzyki i bardzo lubi dzielić się spostrzeżeniami na jej temat z innymi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze