Bilet do raju – recenzja filmu

Poniższa recenzja filmu Bilet do raju, od reżysera hitu Mamma Mia rozważa, czy egzotyczny klimat wystarcza, by uratować fabułę.

Klimat recenzowanego obrazu prezentuje się w sposób bardzo zbliżony do wspomnianej antologii musicali. Ol Parker ponownie zaprasza nas na wycieczkę na tropikalną wyspę, na której rozkwitła miłość, znajdująca się w centrum fabuły. David i Georgia Cotton, rozwiedzeni rodzice zmuszeni są do zjednoczenia w obliczu nagłej decyzji córki o wyjściu za mąż za niedawno poznanego Gede, mieszkańca indonezyjskiej wioski. Zatroskani rodzice planują pokrzyżować im plany, jednak jak to w komediach romantycznych bywa, ich droga do celu staje się pokrętna.

Zobacz również: Niewidzialna wojna – recenzja filmu. Kwintesencja Vegi

BILET DO RAJU
Fot. Kadr z filmu Bilet do raju

Powiem tak. Chyba każdy, kto oglądał choć jeden film tego typu domyśla się jak potoczą się losy bohaterów. Przewidywalność jest zdecydowanie największą wadą produkcji. Widz odhacza po kolei utarte schematy, co z czasem powoduje ogromne znużenie. Brak napięcia i jakiegokolwiek twistu fabularnego spłyca opowieść, która miała dość spory potencjał.

Poprzednie wspomniane obrazy reżysera zdawały się mieć więcej serca i odważnych momentów w scenariuszu. Bilet do raju z kolei jest wysterylizowaną wersją Mamma Mia. Nie ma urozmaicenia artystycznego w formie musicalu, nie ma także żadnych nowości w fabule. Nie ma też Abby, ale to już mniej ważne. No dobrze, to co z kolei jest? Zdecydowanie George Clooney, Julia Roberts… i wyspa Bali. Gdyby te 3 czynniki zamienić na przypadkowych aktorów i miasto w chociażby Stanach Zjednoczonych, otrzymalibyśmy kolejny typowy film kierowany stricte na platformy streamingowe.

Zobacz również: Dahmer — Potwór: Historia Jeffreya Dahmera — recenzja

BILET DO RAJU
Fot. Kadr z filmu Bilet do raju

Na szczęście ta trójka spełnia swoje zadanie i trzyma na barkach ocenę zawartą w tej recenzji. Aktorsko być może nie było to zbyt wielkie wyzwanie dla duetu, jednakże widać jak dobrze bawili się kręcąc poszczególne sceny. Chemia między nimi potrafiła mimowolnie wywołać uśmiech na twarzy. Ten jednak nie zawsze się pojawiał podczas gagów, które nieraz przyjmowały nieco wymuszoną ekranizację znanych memów. Niemniej, nie było ich na tyle dużo, by zsuwać się z kinowego fotela z zażenowania, a część z nich była rzeczywiście udana. W końcu niecodziennie widzi się George’a Clooney’a, tańczącego do Jump Around.

By wyróżnić każdy atut, pochwalę raz jeszcze jeden z trzech wymienionych powyżej, czyli wyspę Bali. Piękne widoki, egzotyczny klimat, kultura lokalsów – to wszystko w bardzo ciepły sposób przeplata się z fabułą, urozmaicając ją w znaczny sposób. Cieszyło również, że równikowy klimat nie stanowił byle jakiego tła fabularnego, tylko istotnie wiązał się z backgroundem naszych bohaterów.

Zobacz również: Hokus Pokus 2 – recenzja filmu. Magia leży w umiarze

BILET DO RAJU
Fot. Kadr z filmu Bilet do raju

Zostaliśmy bowiem wrzuceni w ich wymarzony świat, który może być dla nich tak piękny, że aż przerażający. Morały wybrzmiewają tu dość wyraźnie, a perspektywa walki o przyszłość zostaje ukazana zarówno od strony młodzieńczej, jak i dojrzałej. To duża fabularna zaleta. Film z pewnością dotrze do każdej grupy wiekowej, podnosząc na duchu.

Podsumowując, Bilet do Raju to film, który spokojnie możnaby obejrzeć w domu, do niedzielnego obiadu. Co do wypadu do kina? Produkcja to rzeczywiście prawie dwugodzinna rajska podróż. Mimo to, jest to po prostu miły, niewyróżniający się wypad last minute, o którym szybko zapomnimy.

ŚLEDŹ NAS NA IG
https://instagram.com/popkulturowcy.pl

Plusy

  • George Clooney i Julia Roberts
  • Piękne widoki
  • Morał dla każdego

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Przewidywalna fabuła
  • Czasem wymuszony humor
Jakub Kwiatkowski

Grafik i ilustrator, który stara się z tego żyć. Jak to w życiu studenta, bywa różnie, więc z miłości do popkultury przekładam też swoje wrażenia na teksty.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze