Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares – recenzja gry planszowej

Wydana w 2016 roku przez braci Fryxelius Terraformacja Marsa święci sukcesy do dzisiaj. 5 miejsce w rankingu boardgamegeek, mnóstwo wygranych plebiscytów i, przede wszystkim, fantastyczne wyniki sprzedażowe. Autorzy idą za ciosem i dają nam karcianą (sic!) wersję swojego hitu. Czy to słuszna decyzja?

Pierwsza Terraformacja Marsa to gra z mojego absolutnego TOPu. Oczywiście, nie jest to gra idealna. Koszmarne ilustracje, problemy z balansem, przesadzone dodatki. Wciąż jednak gra się w to fantastycznie, a rozgrywka jest niesamowicie wciągająca i satysfakcjonująca. Dlatego nie mogłem doczekać się premiery Ekspedycji Ares. Jacob Fryxelius, autor pierwowzoru, do współpracy zaprosił Sydney Engelstein oraz Nicka Little, którzy mieli już doświadczenie z grami karcianymi (Aeon’s End), zapowiadało się intersująco.

To, co przede wszystkim rzuca się w oczy, to znacznie skrócony czas rozgrywki. Według informacji pudełkowych Terraformacja Marsa powinna trwać 120 minut, ale nigdy nie udało nam się zejść do tego pułapu. Ekspedycja Ares zaprojektowana jest, teoretycznie, na 45-60 minut i jest to znacznie bliższe prawdy, chociaż częściej kończymy bliżej górnych widełek. Zmniejszono też liczbę graczy, mogących wziąć udział w rozgrywce, z maksymalnie 5 do 4, zostawiając jednak możliwość zabawy solo.

Gra w trakcie rozgrywki
Fot. Paweł Witkowski

Zobacz również: Saga Barsoom – recenzja. 10 tomów przygód (nie tylko) Johna Cartera na Marsie

CO TO JEST?

Ekspedycja Ares to przede wszystkim młodsza siostra i ciężko o niej mówić bez odniesień do Terraformacji Marsa. Postaram się jednak potraktować recenzowaną grę jako osobne dzieło i jako takie ją ocenić. W obu tytułach wcielamy się w role wielkich korporacji, które starają się przygotować Marsa do zamieszkania. Jednocześnie rywalizujemy ze sobą o zdobycie jak największej liczby punktów. Zagrywamy karty projektów, dążąc do zwiększenia Współczynnika Terraformacji poprzez podnoszenie globalnych parametrów: temperatury, tlenu oraz oceanów, co ostatecznie pozwoli na skolonizowanie Czerwonej Planety.

Zacznijmy od mechaniki, bo ta jest naprawdę przyjemna i dobrze zaprojektowana. Gra, jak już było wspomniane, opiera się  głównie na kartach, a rola planszy została bardzo zmarginalizowana. Główną mechaniką gry jest budowanie silniczka (engine building), a więc takie zagrywanie kart różnego rodzaju, aby mieć co raz więcej możliwości czy produkować coraz więcej zasobów. Odbywa się to wszystko podczas symultanicznie rozgrywanych rund, na początku których każdy gracz określa jaka faza, a więc jakie akcje, będzie dostępna do rozgrania. Cały myk polega na tym, że wybrane fazy rozpatrujemy w ustalonej kolejności i korzystają z nich wszyscy gracze, ale osoba, która dokonała wyboru odpala sobie jeszcze ekstra bonus. Nie jest to rozwiązanie nowatorskie i znane graczom w podobnej formie z Puerto Rico lub gier z serii Race for the Galaxy.

Fot. Paweł Witkowski
JAK SIĘ W TO GRA?
PRZYGOTOWANIE

Zasady są w sumie bardzo proste i nie ma ich dużo, przygotowanie rozgrywki też nie zabiera wiele czasu. Zasadniczo musimy rozłożyć na planszy kafelki oceanów, potasować porządnie dużą talię kart projektów i rozdać każdemu z graczy po 7, do tego 2 karty korporacji i 5 kart faz. W ramach przygotowania do rozgrywki uczestnicy zabawy przeglądają otrzymane projekty i wybierają korporację, której przedstawicielem zostaną. Na planszetkach umieszczamy jeszcze znaczniki oznaczające nasz dochód, dobieramy początkowe zasoby i voila! Czas zagrać.

ZASADY

Rozgrywka, jak już wspomniałem, jest całkiem prosta. Gra rozgrywana jest w rundach podzielonych na trzy kroki. Najważniejszy tak naprawdę jest ten pierwszy – planowanie. W tym kroku określamy, poprzez wybór faz, co będziemy mogli zrobić my oraz nasi przeciwnicy. Faz do wyboru mamy pięć i po krótce je omówię:

I Faza – Rozwój – pozwala na zagrywanie zielonych kart rozwoju, które zazwyczaj zwiększają nam produkcje określonych zasobów. Gracz, który dokonał tego wyboru otrzymuje, w ramach bonusu, zniżkę w wysokości 3M€
II Faza – Budowa – możemy zakupić kartę niebieską lub czerwoną, a bonus pozwala nam zagrać jeszcze jedną kartę lub dobrać nową ze stosu.
III Faza – Akcje – w tej fazie możemy wykonywać akcje z naszych niebieskich kart lub akcje standardowe. W ramach bonusu można jedną z kart użyć raz jeszcze.
Akcje standardowe służą głównie do zwiększania Wskaźników Globalnych poprzez wymianę zebranych zasobów, np. 8 jednostek ciepła → wzrost temperatury o 2°C; 8 jednostek roślinności → żeton lasu oraz wzrost poziomu tlenu o 1%
IV Faza – Produkcja – na podstawie naszego dochodu dobieramy zasoby, a gracz, który wybrał tę fazę dostaje ekstra 4M€.
V Faza – Badania – w dużym uproszczeniu pozwala nam na zdobywanie nowych kart projektów.

Ważną rzeczą jest zakaz zagrywania tej samej fazy raz za razem, więc nawet jeśli mamy rękę pełną zielonych kart, musimy szukać innych rozwiązań i zagrań. Ewentualnie liczyć na przeciwników 😉

Kolejny krok to rozegrania wybranych faz w podanej wyżej kolejności. Możemy je rozgrywać symultanicznie, co znacznie przyspiesza rozgrywkę. Co ważne, każda faza może zostać wykonana tylko raz, nawet jeżeli zostanie wybrana przez wszystkich graczy przy stole.

Po rozegraniu wszystkich faz przechodzimy do ostatniego kroku czyli zakończenia rundy. Tutaj zasadniczo musimy sprawdzić, czy nie przekraczamy limitu kart na ręce – jeśli tak, to każdy nadmiarowy projekt musimy sprzedać za 3M€.

ZAKOŃCZENIE GRY

Tak, w sporym uproszczeniu, przebiega nam cała gra, runda po rundzie, aż nie doprowadzimy wspólnie do zakończenia gry. Dzieje się to w momencie, w którym Mars zostaje przygotowany do skolonizowania, czyli wszystkie Wskaźniki Globalne osiągają swoją maksymalną wartość, a wszystkie żetony na planszy są odwrócone oceanami do góry. Zdobyta w trakcie rozgrywki wartość Współczynnika Terraformacji staje się naszą bazą punktową, do której doliczamy jeszcze punkty z kart (jeżeli mamy takie zagrane) oraz z żetonów lasu.

Zobacz również: Fabula Rasa – opowiedz swoją historię! – Recenzja gry karcianej


NO OK. A WYKONANIE?

Gra jest wydana rewelacyjnie, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę jej cenę (a można ją wyrwać poniżej stówy). Ekspedycja Ares pozbyła się jednej z największych bolączek „dużej” Terraformacji – okropnych ilustracji, które niekiedy były zupełnie od czapy. W tamtej grze każda grafika umieszczona na kartach pochodziła z innej parafii. Raz jakieś dziwne, stockowe zdjęcie, innym razem ilustracja, zaraz potem generyczny, brzydki render. Tym razem mamy naprawdę ładne ilustracje popełnione przez duża grupę artystów, wszystko wydaje się spójne i jest bardzo miłe dla oka. Ogólnie cała gra, od okładki począwszy, prezentuje się dużo lepiej.

Na uwagę na pewno zasługują też świetne tacki na zasoby. Pozwalają one zachować porządek na stole, a jako że są zamykane, ułatwiają również przechowywanie gry i jej elementów. Kolejnym bajerem są dwuwarstwowe plansze graczy. Dzięki temu znaczniki nam się nie przesuwają, a my nie tracimy kontroli nad naszym dochodem. Kostki zasobów też są, moim zdaniem, fajniejsze niż w pierwowzorze. Tym razem zostały wykonane z plastiku w danym kolorze a nie lakierowane, przez co nie musimy się już martwić o odłażącą farbę i pościerane ścianki. Ogółem wykonanie i prezencję gry oceniam na  duży plus.

Fot. Paweł Witkowski
Fot. Paweł Witkowski
TO JAK WYPADA ROZGRYWKA?

Ogólnie mówiąc – bardzo mi się podoba. Rozgrywka jest dynamiczna, a dzięki symultanicznemu rozgrywaniu faz rundy przebiegają bardzo sprawnie. Trzeba jednak pamiętać o jednej rzeczy, która może odepchnąć niektórych graczy – gra jest oparta na dociągu kart, ergo jest dość mocno losowa. Sprawia to, że czasami bardzo długo nie możemy wykorzystać w pełni potencjału naszej korporacji, albo zagranych wcześniej projektów. Na szczęście możemy to poniekąd kontrolować, ponieważ gra oferuje sporo możliwości dociągu nowych kart. Raczej nie odnosi się wrażenia, że losowość uniemożliwiła wygraną. Na pewno trzeba być elastycznym.

Jednoczesny wybór faz sprawia za to, że naprawdę warto śledzić poczynania przeciwników. Odgadnięcie, kto co będzie chciał zrobić w kolejnej rundzie jest nie tylko satysfakcjonujące, ale możemy też zwiększyć w ten sposób wachlarz możliwości. Tym samym zrobimy więcej.

Budowanie silniczka w Ekspedycji Ares, mimo innego sposobu przebiegu rozgrywki, daje bardzo podobny vibe co Terraformacja Marsa. Mamy takie same rodzaje kart, chociaż zdecydowanie bardziej zbalansowane, mamy znane efekty, korporacje i cele. Zasadniczą jednak różnicą jest właściwie brak interakcji. Przede wszystkim nie mamy planszy, na której walczymy o zajęcie różnych miejsc czy zalesienie planety. Nie mamy też Tytułów i Nagród, o które moglibyśmy się ścigać. Zdecydowanie bardziej „każdy sobie rzepkę skrobie”. Bardzo fajnie działa za to tryb solo, jeżeli akurat nie macie nikogo do zagrania pod ręką to polecam przetestować. Gra symuluje ruchy drugiego gracza odliczając nam jednocześnie czas na doprowadzenie Marsa do stanu użyteczności.

Zobacz również: Star Wars. Wielka Republika: Gasnąca Gwiazda – recenzja książki. Widoczna poprawa?


NO TO PODSUMUJMY

Kawał bardzo udanej gry, która dostarcza nie tylko dobrą mechanikę, ale też pozytywne wrażenie wizualne. Świetne wydanie, ogromna regrywalność, stosunkowo proste zasady dają naprawdę fajną mieszankę. Gra jest przewidziana do zabawy w gronie od 1 do 4 graczy i zasadniczo w każdym składzie osobowym jest nieźle, chociaż najlepiej grało nam się w dwie osoby. W większym składzie wdawał się niekiedy spory chaos podczas rozgrywania faz, ale mechanicznie gra nic nie traci. Tryb solo, o czym już wspomniałem, jest naprawdę dobre zrobiony i bardzo przyjemnie można pograć samemu.

Czas gry podany na pudełku (ok. 60 min.) jest chyba jednak dość optymistyczny. Zdarzało nam się zejść poniżej, ale to były naprawdę pojedyncze rozgrywki dwuosobowe, w większości przypadków jednak spędzaliśmy nad stołem około półtorej godziny więc 60-90 minut to trafniejszy przedział. No i wiek, podejrzewam że nadrukowane 14+ wynika raczej z wymogów formalnych, niemniej zdecydowanie nie jest to gra do grania z dziećmi. Myślę że ewentualnie ograne 10-cio latki mogłyby dać radę. Mimo prostych zasad tam nadal jest sporo główkowania i zależności do wyłapania.

OCENA?

Mocne 8. Póki co chcę w nią grać, nie trzeba mnie namawiać, sam z przyjemnością ją wyciągam dość często na stół. Ma mankamenty, ale ostatecznie, podobnie jak w przypadku starszej siostry, dostarcza mi dużo fajnej zabawy.

Tytuł Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares
Wydawca Rebel
Twórcy Sydney Engelstein, Jacob Fryxelius, Nick Little
Wiek 14+
Czas rozgrywki ok. 60 minut
Liczba graczy 1 – 4

Terraformacja Marsa: Ekspedycja Ares w serwisie Boardgamegeek

Plusy

  • Vibe Terraformacji Marsa
  • Czas rozgrywki
  • Cena / jakość

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Znikoma interakcja
  • Losowość
Paweł Witkowski

Gram w planszówki. Piszę o planszówkach. Fanboy Marvela. Lubię: Mavel Champions LCG, Legendary Marvel, Na Skrzydłach, Terraformację Marsa, rzucanie kostkami i deck building Nie lubię: Carcassonne, Agricoli i 7 Cudów Świata

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze