Nocny Kochanek w Łodzi – relacja z koncertu

Kawał dobrego hewi metalu, dużo humoru, dystansu do siebie i pozytywnej energii – w ubiegłą niedzielę do Łodzi powrócił Nocny Kochanek. Zespół w ramach promocji albumu O jeden most za daleko po raz kolejny odwiedził Wytwórnię, w której z tej okazji zgromadziło się kilkaset osób spragnionych muzycznej rozrywki. Artyści nie zawiedli swoich fanów i pomogli choć na chwilę zapomnieć o nadchodzących trudach poniedziałku.

Publiczność gromadziła się pod klubem już przed 18:00, oczekując na otwarcie bramek. O 19:00 na scenie pojawił się zespół Sick Saints, który przez niemal godzinę skutecznie rozgrzewał coraz liczniej zbierającą się widownię. Nogi same przytupywały, a czekanie na gwiazdę wieczoru upływało w miłej atmosferze.

Ta nie kazała na siebie zbyt długo czekać – Nocny Kochanek wbiegł na scenę punktualnie, 15 minut po godzinie 20. Muzycy zaczęli koncert energicznie, witając fanów utworem Otwieracz, pochodzącym z najnowszej płyty. Płynnie przeszli do drugiego kawałka z tego krążka – Cudzesów. Już od pierwszych chwil czuć było chemię buzującą między zespołem a publicznością, ochoczo bawiącą się w rytm muzyki.

Plakat trasy promującej najnowszy album zespołu

Dalsza setlista była zrównoważoną mieszanką najnowszego repertuaru i materiału z wcześniejszych płyt Nocnego Kochanka. Ze sceny wybrzmiewały takie utwory jak Andżeju…, Dziewczyna z kebabem czy Zdrajca metalu. Zgromadzony na sali tłum entuzjastycznie reagował na każdy z prezentowanych numerów – równie dużym powodzeniem cieszyły się nowe utwory, wśród których znalazł się m. in. tytułowy O jeden most za daleko, Pornolistonosz i Alkoman. Okazało się, że fani już zdążyli nauczyć się nowych tekstów i każdym słowem wtórowali wokaliście zespołu.

Oprócz warstwy muzycznej podczas koncertu nie mogło oczywiście zabraknąć rozmów lidera grupy z widownią. Między kolejnymi utworami Krzysztof Sokołowski humorystycznie zagadywał fanów, rzucając żarty i autoironiczne teksty, tak typowe dla stylistyki zespołu. Publiczność nie kazała się prosić i żywo wchodziła w interakcję z wokalistą krzycząc, skandując i nagradzając go owacjami.

Zobacz również: Nocny Kochanek – O Jeden Most za Daleko – recenzja płyty

W trakcie koncertu nie brakowało także tradycyjnego zdjęcia zespołu z fanami. Choć każdy ze zgromadzonych spodziewał się zapewne tego elementu, to wszystkich zaskoczyła spontaniczna akcja ochroniarzy dbających o bezpieczeństwo pod sceną. Panowie w nawiązaniu do jednego z popularniejszych hitów Nocnego Kochanka – Konia na białym rycerzu – postanowili zawczasu zaopatrzyć się z maski koni.

Nie trzeba chyba podkreślać, jak wielkie emocje wywołało to wśród nie tylko publiczności, ale i zespołu. Wokalista, nie mogąc ukryć rozbawienia i zaskoczenia, niezwłocznie zaprosił ochronę na scenę, by razem z zespołem zapozowała do fotografii. To z pewnością wyróżniło ten koncert Nocnego Kochanka – jak przyznał Sokołowski, koni na swojej scenie jeszcze nigdy nie widzieli.

Po nieco ponad godzinie zespół zniknął na backstage’u, jednak nikt nie dał się nabrać, że miałby to być koniec imprezy. I rzeczywiście, już po kilku minutach muzycy wrócili, by podarować fanom aż cztery bisowe utwory. Zaprezentowali jeden z największych przebojów albumu O jeden most za daleko, zatytułowany Wampir. Zaraz potem zabrali publiczność w podróż do płyty Zdrajcy metalu i utworu Łatwa nie była, po którym wybrzmiał wspomniany już Koń na białym rycerzu.

Tym razem to zespół postanowił zaskoczyć fanów. Zespół, a konkretnie perkusista – łodzianin Artur Żurek. Wysłuchawszy fanów, tradycyjnie skandujących prośby o odsłonięcie dolnej części pleców muzyka, postanowił spełnić ich marzenie. Publiczność wpadła w dosłowną euforię, a moment ten stał się jednym z najczęściej wspominanych i omawianych już po zakończeniu wydarzenia.

Zobacz również: Izzy and The Black Trees – Revolution Comes in Waves – recenzja płyty

Utworem zamykającym koncert był, tradycyjnie, Minerał Fiutta. Jak zwykle sprawdził się idealnie na zakończenie – publiczność znów chętnie śpiewała kolejne powtórki refrenu, oklaskując jednocześnie poszczególnych członków zespołu. Po długich owacjach, znów tak typowo dla Nocnego Kochanka, z głośników popłynął kawałek Gdzie jesteś, a muzycy raz jeszcze powrócili na scenę, by ukłonem podziękować widzom i rozrzucić im pamiątkowe gadżety.

Jedynym aspektem pozostawiającym w widzach pewien niedosyt była długość trwania koncertu. Nocny Kochanek występował przez półtorej godziny, co dla wielu fanów było czasem nieco zbyt krótkim. Myślę, że nie zaszkodziłoby wydłużyć imprezy o jakieś dodatkowe 30 minut zabawy. Zwłaszcza, że repertuar zespołu jest bogaty, a każdy utwór przyjmowany jest co najmniej entuzjastycznie.

Zobacz również: Muzyczny Radar Premier #4

Mimo to koncert pozostawił po sobie mnóstwo pozytywnej energii i dobrych wspomnień. Publiczność opuszczała salę z szerokimi uśmiechami na twarzy; wiele fanów zachodziło w głowę, czy zdarcie gardła nie przeszkodzi w nadchodzącym dniu pracy. Co wytrwalsi postanowili nawet zostać dłużej w Wytwórni i jeszcze przez chwilę cieszyć się koncertową atmosferą w sali z punktem barowym.

Nie pozostaje nic innego, niż czekać na kolejną wizytę Nocnego Kochanka w mieście Łodzi.

fot. Nocny Kochanek

Karolina Lewandowska

Pasjonatka tylu rzeczy, że nie ma czasu zająć się wszystkimi. Odkąd pamięta kocha starego, dobrego rocka i niekoniecznie stare, ale równie dobre książki z najróżniejszych gatunków. Marzy o napisaniu własnej książki i podróży wzdłuż i wszerz USA. W rzadkich wolnych chwilach uczy się robić ładne zdjęcia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze