Krwawe opowieści Josepha Delaneya – Kroniki Wardstone

W literaturze fantastycznej, gdzieś pomiędzy magicznymi błoniami Śródziemia a rwącymi potokami Ziemiomorza, w krainie legend, mitów i strasznych historii opowiadanych do snu, mieści się pewien mroczny świat. Przesiąka go zło, panoszące się między ludźmi pod postacią krwiożerczych potworów. Jedyną ochronę przed nimi stanowią specjalnie wyszkoleni łowcy.

Nie, nie mówię o Wiedźminie. Choć, na dobrą sprawę, Kroniki Wardstone to bliźniacza seria, przeznaczona jednak dla młodszego odbiorcy, a zarazem… znacznie straszniejsza. Upiorny klimat grozy, złaknione krwi potwory i sceny rodem z horroru, które Joseph Delaney wplątuje w sielską atmosferę bliskiego średniowiecznym realiom Hrabstwa, wyróżniają ją na tle innych młodzieżowych serii fantasy. Ten, oraz kilka innych aspektów, czynią z Kronik literaturę unikatową, niestety wciąż niedocenioną. Okraszone trzynastoma rzymskimi cyframi woluminy kurzą się na półkach księgarni i bibliotek, przesłonięte blaskiem Harrego Pottera czy Percy’ego Jacksona. A, cholera, wcale nie są od nich gorsze! Co też poniżej postaram się udowodnić, analizując najlepsze aspekty pisarskiego dorobku Josepha Delaneya, a zarazem dzieła jego życia – Kronik Wardstone.

Kroniki Wardstone
Kroniki Wardstone, wyd. Jaguar

Nim jednak odsłonię pierwsze stronice krwawych opowieści Delaneya, muszę przedstawić przykry fakt, będący podłożem powstania tego artykułu. Jako, że Kroniki uwielbiam (czego kategorycznie nie zamierzam ukrywać) i spędziłem wiele pamiętnych chwil w Hrabstwie; u boku Toma Warda próbującego odnaleźć się w roli Stracharza; wraz z Wijcem, poszukującym wrażliwości w swoim dzikim sercu; z Johnem Gregorym, przełykającym drobiny sera (z Mrokiem bowiem najlepiej walczyć z pustym żołądkiem!). Jako, że świat ten pokochałem zapewne nie mniej niż jego autor, tym ciężej mi przyjąć wiadomość o jego śmierci.

Joseph Delaney odszedł w sierpniu 2022 roku, w wieku 77 lat. Do końca swoich dni oddawał się temu, co kochał: pisaniu. Pióro, które trzymał w dłoni, nigdy więcej nie dotknie pergaminu, historie skrywane przez jego mroczną wyobraźnię pozostaną nieopowiedziane. Kroniki Wardstone, dzieło jego życia, pozostaną, wciąż czekając na złaknionych przygód czytelników. Opus magnum, na którego spisanie poświęcił 11 lat, to pomnik w literaturze fantastycznej, który nie zmurszeje, dopóki nie zostanie zapomniany. A z czasem może oświetli go blask zasłużonej popularności. Mówi się, że prawdziwa śmierć pisarza następuje dopiero wówczas, gdy ostatnia osoba zamknie jego książkę. A to, mam nadzieję, nigdy nie nastąpi.


Krwawe opowieści Josepha Delaneya


Trzynaście tomów Kronik Wardstone przedstawia historię młodego Toma Warda, przechodzącego szkolenie do fachu Stracharza. To ciężkie brzemię piastują tylko siódmi synowie siódmych synów, bowiem tak urodzeni obdarzeni są wyjątkowymi umiejętnościami. Ich rolą jest zwalczać zło, poskramiać duchy i nadprzyrodzone istoty siejące terror w Hrabstwie. Praca jest ciężka, a większość uczniów nie dożywa końca terminu. Tom na przestrzeni lat wielokrotnie ociera się o śmierć, przechodząc drogę, która pozwoli mu dorosnąć i stać się pełnoprawnym Stracharzem.

Potwory i świat

Tom Ward, pełniąc swój fach, często wyrusza do niebezpiecznych miejsc, zamieszkanych przez stwory z Mroku. A tych w Hrabstwie jest całe mnóstwo. Niemal każdy odludny dom, opuszczony młyn czy niezbadany kanion, może stanowić lęgowisko nieludzkiej kreatury. Wzgórza Pendle terroryzują klany czarownic, cmentarze nawiedzają duchy i upiory, a w korzeniach drzew pomieszkują psotne boginy. Stworzony przez Josepha Delaneya świat stanowi wylęgarnię wszelkiego rodzaju poczwar, a ludzie tylko pozornie władają jego dzikimi ostępami. Żyją w wiecznym niebezpieczeństwie, wiedząc, że mgnienie oka dzieli ich od przewartościowania swojego ciała w posiłek jakiegoś wygłodniałego monstrum. Stracharze stanowią jedyną siłę oporu wobec czarnych mocy.

Zobacz również: Baśnie braci Grimm Anime [1987] – Horrory dziecięcych lat

Świat Kronik Wardstone jest niebezpieczny i przepełniony goryczą, lecz jednocześnie fascynujący. Delaney wraz z kolejnymi tomami odsłania arkany rozbudowanej mitologii, której korzenie sięgają wierzeń słowiańskich i greckich, rozrastają się przez szkockie i irlandzkie legendy, a kończą w odmętach jego wyobraźni. Inspiracji zasięga też w przekazywanych z pokolenia na pokolenie klechdach – fikcyjne Hrabstwo to w istocie odzwierciedlenie Anglii, w której wychowywał się Joseph. Jego rodzimy dom był nawiedzony, a wioska Stalmine, do której przeprowadził się w wieku 38 lat, słynęła z bogina nazwanego Hall Knocker, którego poskromił miejscowy ksiądz. Delaney, zafascynowany Brytyjskim folklorem, uwiecznił jego piękno w Kronikach Wardstone. Lektura przypomina przygodę, podczas której magia wylewa się z każdej strony, woń zielonych łąk Hrabstwa miesza się z odorem wilgotnych piwnic i nawiedzonych strychów, a boginy i czarownice na krótką chwilę przestają być tylko legendami.

Kroniki Wardstone
Spook’s Bestiary, wyd. Random House Children’s

Mnogość fantastycznych istot to największe bogactwo, jakie Kroniki oferują literaturze fantastycznej. Joseph Delaney, eksplorując ten mistyczny świat dłońmi Toma Warda, odnajduje miejsce do splecenia najmroczniejszych stron mitologii i ludowych wierzeń ze swoimi fantazjami i snami, ubogacając te pierwsze i drugie wedle własnej interpretacji. Stwory Mroku to nie bezpłciowe kreatury kierujące się jedynie żądzą krwi. Różnią się charakterami, posiadają swoje unikalne osobliwości, pragnienia i motywacje. Niektóre przejawiają swoistą głębię, a ich umysły okazują się bardziej skomplikowane i tajemnicze od ludzkich. Mordercza wiedźma Grimalkin miewa przebłyski wrażliwości, należący do barbarzyńskiego rodu Kobalosów Wijec sprzeciwia się swemu wrodzonemu bestialstwu, z kolei Stracharz codziennie zasiada do śniadania przyszykowanego przez… krwiożerczego bogina.

Zobacz również: Najpotężniejsze smoki ze świata fantasy

Tom Ward, wraz z latami nauki i obcowania z Mrokiem, pojmuje, jak nieoczywiste są drogowskazy wskazujące ścieżki dobra i zła. Te bowiem, z samej swej natury, często kroczą obok siebie lub się przecinają.

Strach

Joseph Delaney z iście makabryczną finezją wtłoczył do Kronik grozę. I to grozę nie byle jaką. Strach wywoływany gęstym, lepkim klimatem, krwawe sceny rodem z dziecięcych koszmarów i to przeraźliwie drażniące napięcie, które rozcina dystans między czytelnikiem a książką. Delaney był rzemieślnikiem horroru, a jednocześnie miał niesamowity zmysł ułagadzania swojej grozy.

Kroniki Wardstone
Kroniki Wardstone, wyd. Jaguar

Nurt młodzieżowego dark fantasy to jedynie szczupła, rozchybotana gałązka w drzewie literatury. Nie dziwi mnie, że pisarze nie garną się do tego gatunku. Odgórnie narzucone łańcuchy ograniczają swobodę w tworzeniu otwartego horroru. Zbyt niskie tony mogą szybko wyperswadować dzieciakom lekturę, fundując im nocne koszmary, a przesadnie wyraziste sceny z miejsca wykluczają powieść z gatunku młodzieżowego dark fantasy. Zdaje się, że Delaney odnalazł złoty środek. W Kronikach pojawiają się demony, księgi zakazane, czarna magia, bluźniercze pomioty, odrażające monstra, tortury, egzekucje… I jakkolwiek szalenie w perspektywie powyższego wygląda notka z tyłu okładki: „Wiek 10+”, to myślę, że dzieciaki nic złego z lektury nie wyniosą. No, może nie dałbym 10-latkowi Kronik do ręki, bo rzeczywiście mogłoby się to skończyć kotem przybitym do drzwi lub duchami wywoływanymi na strychu, ale nieco starsza młodzież powinna lekko przełknąć Delaneyowe ekscesy. Bo choć na piśmie seria maluje się jako pełna bezeceństw, to – jak już wspomniałem – autor ułagadza wydźwięk intensywniejszych fragmentów precyzyjnie dobieranym słownictwem i tonowaną narracją. Tym samym częściowo mityguje negatywne emocje czytelników, którzy nie traktują przedstawionego brutalizmu poważnie. To tylko opowiastki. Krwawe co prawda, ale opowiastki.

Zobacz również: Co powinien zawierać dobry horror?

Delaney kochał wywoływać obawę i niepokój. Sadystycznym zwyczajem wrzucał swoich bohaterów w najgorsze tarapaty. Stawiał ich na skraju śmierci (lub czegoś gorszego), a nam, czytelnikom kazał patrzeć, jak walczą o życie. Tom Ward już w pierwszym tomie został zamknięty na noc w nawiedzonym domu. Później zdarzało mu się być ściganym przez diabła, uwięzionym w katakumbach z demonem lub staczanym z pagórka w nabijanej gwoździami beczce. Och tak, Delaney uwielbiał maltretować swoich bohaterów. A tym samym czytelników, którzy z rosnącym przerażeniem obserwowali horrendum rozgrywające się na kartach książek. Niczym w teatrze marionetek pociągał za sznurki ich emocji, penetrując najgorsze lęki i każąc trząść się z obawy o bohaterów. W tym aspekcie doszedł niemalże do perfekcji.

Klimat

Klimat Kronik Wardstone to sedno ich piękna. Jest tak namacalny, iż zdaje się, jakby dosłownie wysnuwał swoje mgliste macki z otwartych książek, pochłaniając czytelnika.

Używanie silnego dialektu jest pułapką, która może zniechęcać do czytania. Starałem się więc w nią nie popaść, w książkach znajdują się jednak pewne akcenty i kolokwializmy.

– Joseph Delaney na pytanie o północnobrytyjską atmosferę książek (Fantasy Book Review, 2008)

Akcenty i kolokwializmy – to za mało powiedziane. Pisząc, Delaney odzwierciedlał realia i klimat Brytyjskiego folkloru, uchwycając jego magię – nie tylko tematyką, ale również stylistyką językową i słownictwem. Ożywił regionalne legendy o fantastycznych istotach, nadając im kolorytu i mrocznej otoczki. W Zemście czarownicy, chociażby, da się znaleźć ewidentne inspiracje baśnią znaną mieszkańcom Lancashire – „Schoolmaster of Cockerham”. Ponadto, miał świetne wyczucie językowe. Nie powinno to dziwić, był wszakże z wykształcenia nauczycielem angielskiego. Nie skłaniał się ku rozwleczonym opisom, potrafił bowiem kilkoma sugestywnymi słowami pobudzić wyobraźnię. Tym sposobem uczynił świat Kronik realnym, harmonizującym z uczuciami czytelnika.

Kroniki Wardstone
Kroniki Wardstone, wyd. Jaguar

Samo spojrzenie na półkę z trzynastoma wielobarwnymi woluminami przywodzi mi na myśl odór wilgotnych, zatęchłych katakumb pod kościołem w Priestown lub przytłaczającą klaustrofobiczną ciszę, gnieżdżącą się w korytarzach dworu czarownicy. Czasem pojawiają się w mojej głowie wspomnienia zasnutych mgłą mokradeł, tak wyraziste, jakbym niegdyś tam był… a przecież to obrazy wyjęte z książek. Delaney nicią słów wszył do mojego umysłu wizje tak wyraziste, że potrafię je teraz przywołać oczami lub dowolnym innym zmysłem. Mimo, iż parał się fantastyką dla dzieci, nie uciekł od niełatwych do wykreowania pozorów realizmu, które podłożyły fundament pod esencję Kronik – ich klimat. Po dziś dzień samotne pagórki wydają mi się kurhanami, wewnątrz których odprawia się pradawne rytuały, a gdy spaceruję po lesie, czasem mam wrażenie, że spod sterty liści wyłania się dłoń martwej wiedźmy.

Zobacz również: Avatar: Istota wody – recenzja filmu. Rozwodniona historia kosmicznego Boba Marley…

Z równym wyczuciem Delaney przedstawił trudy życia Stracharza, wsadzając czytelnika w jego buty. Nie bez przyczyny obrał narrację pierwszoosobową. Dzięki nieszczególnie obszernym, acz szczegółowym i trafiającym prosto do serca opisom zmagań młodego Toma Warda, jesteśmy w stanie poczuć się, jakbyśmy razem z nim kroczyli ścieżkami Hrabstwa z jarzębinową laską w dłoni, żywiąc się jedynie skromnymi kawałeczkami soczystego sera. Powtórzę się, lecz nie bez kozery, gdyż uwydatnienie tej cechy Delaneyowskich opowieści jest dla mnie szczególnie ważne, tym bardziej, że o większości znanych mi młodzieżowych serii nie mógłbym powiedzieć tego samego: Delaney nie tylko opowiedział historię siódmego syna, lecz pozwolił czytelnikowi wziąć w niej udział, widzieć i czuć wszystkie wydarzenia zupełnie tak, jakby sam je przeżywał. Za to, tak naprawdę, pokochałem Kroniki Wardstone.

Kroniki Wardstone
Kroniki Wardstone, wyd. Jaguar, ilustracje Davida Wyatta

Nie sposób nie wspomnieć też o pracy ilustratora Davida Wyatta. To jego ikoniczne obrazy zaszczyciły okładki pierwszego wydania Kronik, ozdobiły również wnętrza książek, sadowiąc się na początku każdego rozdziału. Kreska Wyatta jest stosunkowo prosta, a obrazy tworzy jedna barwa, co przywodzi na myśl ryciny wygrawerowane w drewnie. To aż zaskakujące, iż Davidowi wystarczyło tak niewiele, by uchwycić i uwiecznić klimat Kronik.

Strony: 1 2

Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze