PJ Harvey – I Inside the Old Year Dying – recenzja płyty

Nie mają łatwo fani alternatywnych brzmień. Nie dość, że nieustannie mierzą się z eksperymentami muzycznymi swoich idoli, to jeszcze muszą liczyć się z faktem, że o długości odstępu pomiędzy albumami nie decydują badania rynku i chęć maksymalizacji zysków a zwyczajnie wena artysty. PJ Harvey ostatnie 7 lat zajęło przygotowanie kolejnej płyty długogrającej, ale owoce jej pracy zawarte na I Inside the Old Year Dying są prawdziwie dojrzałe. Jak przystało na jedną z czołowych przedstawicielek rockowej awangardy, prezentuje coś głębokiego i prawdziwego. Pytanie, czy dobrego, a jeśli tak to pod jakim względem?

Połączenie młodej Patti Smith i Nicka Cave’a w spódnicy. Tak zwykłem myśleć o Polly Jane i, mimo że uszczypliwy, to jest to jednak komplement. Nie sposób nie docenić wpływu brytyjskiej multiinstrumentalistki na rozwój i świetną kondycję tak zwanego alternatywnego rocka lat dziewięćdziesiątych. Uwielbiam jej charyzmę,  bezkompromisowość, wieczną ciekawość. Ma w sobie wszelkie cechy, których artrockowa postać potrzebuje, wszystkie atrybuty prawdziwej artystki.

Zobacz równieżBob Dylan – Shadow Kingdom – recenzja płyty

Umówmy się jednak co do jednego. Nie każdy pokocha PJ. Reprezentuje muzykę trudną, wymagającą. Potrzeba sporo osłuchania, wrażliwości i chęci, żeby w ten świat wsiąknąć. Przyda się też elastyczność, bo autorka To Bring You My Love zrobi wszystko, żeby eksplorować rozmaite muzyczne światy i zmieniać się jak kameleon z płyty na płytę.

Nie inaczej jest i tym razem. I Inside The Old Year Dying mocno różni się brzmieniowo od poprzedniczki. Jest kameralnie, oszczędnie i w przeważającej ilości utworów spokojnie. Introspektywny charakter tekstów skoncentrowanych na przeżyciach emocjonalnych autorki buduje bardzo intymny klimat tego albumu. Nie wiem, czy to efekt upałów w lipcowym Krakowie, ale słuchając tego krążka, mam wrażenie przebywania z PJ w jednym, małym, dusznym pomieszczeniu. Staję naprzeciw jej najskrytszych przemyśleń i uczuć. Love me tender, tender love słyszymy w singlu promującym I Inside The Old Year Dying. To samo magiczne zaklęcie pada w również w August i Lwonesome Tonight pretendując do miana leitmotivu. Szczery i czuły jest to krążek. Liryczny i poetycki. Przykłady głębokich wersów można mnożyć, przeważnie jednak – wbrew przywołanemu cytatowi – są artykułowane nie wprost. Każda kolejna piosenka obfituje w tajemnicze metafory i oniryczne obrazy. Pełny odbiór albumu gwarantuje tylko pełne skupienie i otwartość. Zdecydowanie nie jest to płyta, którą można włączyć do prasowania lub jako playlista wieczornego spotkania ze znajomymi. Jeśli nie poświęci się jej odpowiedniej ilości uwagi, umknie całe bogactwo subtelnie serwowanego instrumentarium, przeoczymy wszystkie smaczki, muśnięcia, pomruki.

Zobacz równieżNosowska – Degrengolada – recenzja płyty

Płyta jest nieco mroczna, owiana jakimś rodzajem tajemnicy. Krążek ociera się o teatralno-muzyczny spektakl szczególnie w All SoulsSeem an I czy następującym po nim The Nether-edge. Melorecytacje z A Child’s Question, July również wpływają na taki odbiór. Skłamałbym, pisząc, że zawsze wprawia to w zachwyt. Z pozycji przeciętnego odbiorcy po pewnym czasie staje się monotonne i przytłaczające. Te kompozycje nie znajdują wielkiego uznania nawet po parokrotnym odsłuchu, choć być może jest to kwestia wrażliwości i uważności. Na szczęście, gdy zaczynają przeważać melancholijne i mało wyraziste fragmenty, przerywane są znienacka wdzierającymi się partiami gitary i perkusji, które wpuszczają świeże powietrze. Tak właśnie dzieje się, chociażby w A Noiseless Noise, które kończy płytę.

Gustowną klamrą jest też zakończenie krążka, bowiem Prayer at The Gate świetnie łączy najlepsze cechy I Inside The Old Year Dying. Na duże uznanie zasługuje wspomniany wcześniej singiel A Child’s Question, August. Delikatny kobiecy głos wyłania się z sennego beatu, melodia stopniowo wprowadza słuchacza w stan relaksu. Wspierający wokal w refrenie wzmacnia najbardziej chwytliwy i kulminacyjny punkt utworu. Jestem skłonny komplementować również drugą pozycję promującą ten album – I Inside the Old I Dying, ale tym razem za akustyczne dodatki i niepowtarzalny mroczny charakter świetnie oddany w klipie poniżej:

Zobacz również: Bazyliszek – historia śpiewana – recenzja płyty

Nowe wydawnictwo jest udane. Nie można odmówić I Inside the Old Year Dying odwagi, niezależności i twórczej swobody. Fani artystki mogą być zadowoleni, zwłaszcza że w wypowiedziach samej zainteresowanej jakiś czas temu można było odczuć pewne artystyczne zagubienie i zwątpienie w swoje moce twórcze. Nie jest to krążek ani przełomowy, ale wybitny. Nieprzekonani pozostaną na swoich pozycjach. Faktem jednak jest, że Polly Jane podobnie jak jej nowe dziecko ma w sobie moc, nieodparty urok i klasę. Błąd popełni ten, kto nie da szansy tej płycie.

Źródło obrazka wyróżniającego: materiały prasowe/ PIAS


Postaw nam kawę wpisując link: https://buycoffee.to/popkulturowcy
Lub klikając w grafikę

Plusy

  • Intymny i szczery
  • Poetycki

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Monotonny
Patryk Zając

Muzykoholik starej generacji. Od trzasku ognia woli trzask winyla. Psychofan Dylana i Stones'ów. Muzyki słucha głośno i uciążliwie.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze