Przesilenie zimowe — recenzja filmu. Nowy świąteczny klasyk

Sezon świąteczny dobiegł końca. Wszyscy prawdopodobnie już wskoczyliśmy w wir pracy i obowiązków. Całe szczęście na ratunek przybywa Alexander Payne ze swoim nowym filmem skąpanym w bożonarodzeniowej aurze. 

Sezon oscarowy zbliża się wielkimi krokami. W najbliższych tygodniach do naszych kin zaczną napływać artystyczne produkcje z całego świata. Niektóre z nich będą bardziej filozoficzne, inne bardziej nawiązujące do aktualnych wydarzeń, w większości będą to natomiast tytuły wymagające. Przesilenie zimowe nie odstaje od reszty w żadnej z tych kategorii, a mimo to, najnowszy film studia Miramax jest w stanie poruszyć aktualne i ważne społecznie tematy, zachowując jednocześnie lekkość i luźny humor przez cały swój czas trwania.

Zobacz również: Biedne istoty – przedpremierowa recenzja filmu

Przesilenie Zimowe
kadr z filmu Przesilenie zimowe | Miramax

Samotność

W niecałe 15 minut od początku filmu dostajemy wyjściowy zarys charakterologiczny wszystkich znaczących postaci. Proces, który nie jednemu filmowcowi zająłby ponad 45 minut, jest dla Payne’a  jedynie fundamentem historii i podstawą do wiwisekcji psychologicznej każdego z głównych bohaterów.  Wstępujemy zatem w mury akademii Barton – renomowanej szkoły z internatem dla uczniów szukających łatwej furtki na prestiżowe studia. Największą przeszkodą na ich  drodze jest nauczyciel historii, Paul Hunham (Paul Giamatti). Ten mocno zakorzeniony w swoich nonkonformistycznych poglądach profesor nie przepuści nikogo, kto nie udowodni w należytym stopniu, że na ten przywilej zasłużył. Swoją osobowością budzi wśród uczniów taki postrach, że nikt nie ma odwagi mu się przeciwstawić.

Tego karkołomnego zadania podejmuje się klasowy prymus, Angus (Dominic Sessa), który w efekcie pozbawia kolegów możliwości poprawy tragicznych wyników egzaminu. Mamy więc klasyczny konflikt interesów podbudowany obustronnie przez potrzebę zrekompensowania sobie braku poczucia bezpieczeństwa publicznym udowodnieniem swojej racji. Nieudana konfrontacja z nauczycielem potęguje jedynie napięcie pomiędzy rówieśnikami. Ci z miejsca preferują wulgarne odzywki i demonstrację przemocy wobec siebie nawzajem, zamiast kulturalnego dialogu.

Gdy już wszyscy mają się rozjechać w swoje strony na ferie zimowe, następuje nieoczekiwany i poniekąd ironiczny zwrot akcji.  Rodzice Angusa odmówili mu możliwości spędzenia świąt w domu. Z kolei nielubiany przez kolegów profesor Hunham został przez nich wrobiony w przejęcie opieki nad pozostałymi uczniami na czas ferii świątecznych.

Zobacz również: Pies i robot – przedpremierowa recenzja filmu. Czułe studium przyjaźni

Przesilenie Zimowe
Przesilenie zimowe zakulisowo | Miramax

Zrozumienie

Do naszej dwójki bohaterów dołącza szkolna kucharka Mary (Da’Vine Joy Randolph). Ta pogrążona w rozpaczy kobieta nie może pogodzić się z niedawną śmiercią syna podczas misji w Wietnamie. Od tego momentu cała trójka musi wypracować sposoby na wspólne funkcjonowanie w gmachu szkoły przez najbliższe dwa tygodnie. W tym właśnie momencie Przesilenie zimowe zaczyna prawdziwie błyszczeć.

Reżyser doskonale sobie radzi z psychologicznymi niuansami, ciętym humorem i brutalnie szczerymi dialogami. Wybrzmiewa to najmocniej w scenach będących dekonstrukcją utrwalonych w popkulturze odzwierciedleń świątecznych tradycji. W każdej z nich bowiem liczą się jedynie interakcje, które wywiązują się między bohaterami. Żadna z nich nie jest przypadkowa i każda pogłębia rys charakterologiczny którejś z postaci. Mniej więcej do połowy filmu każdą z tych scen kradną Angus i Mary. Stopniowe odsłanianie kolejnych warstw ich złożonej osobowości udało się twórcom perfekcyjnie. Do tego stopnia, że nawet jako widzowie jesteśmy w stanie złapać się niejednokrotnie na pochopnym osądzie danej postaci.

Zobacz również: Monster – recenzja filmu. Bezsilność wypełniona empatią [Cannes 2023]

Mniej więcej w połowie szala znacznie się przechyla i to Giamatti zaczyna kraść całe przedstawienie. Poprzez subtelne uzewnętrznianie postaci Paula Hunhama twórcom udaje się skutecznie ukryć fakt, że cała historia tak naprawdę skupiała się na nim. Jednak w przeciwieństwie do wątków Mary i Angusa, które rozwiązują się dość bezpośrednio poprzez sceny zmuszające ich do przepracowania swoich problemów. Paul nie dostaje ani jednego takiego momentu. W pewnej chwili mimo wszystko zaczynamy sobie uświadamiać, jak bardzo był pokrzywdzony przez całe swoje życie.

Możliwość odkrycia tego niuansu jest zasługą zarówno znakomicie poprowadzonego scenariusza, jak i również wyśmienitej gry Giamattiego oraz jego wybitnego wyczucia komediowego. Nie jest to w żadnym momencie podane wprost, a Paul Hunham rozwija się głównie dzięki rozwiązywaniu życiowych problemów swoich towarzyszy, nie szczędząc przy tym mizantropijnych docinek. Ostatecznie jednak to jego działania kruszą ukształtowane przez lata skorupy pozostałych, co pomaga również jemu odnaleźć w sobie głęboko skrywane przez lata pokłady empatii.

Zobacz również: Chłopiec i czapla – przedpremierowa recenzja filmu. Ostatnie słowo mistrza?

Przesilenie Zimowe
kadr z filmu Przesilenie zimowe | Miramax

Empatia

Przesilenie zimowe z miejsca stało się kultowym filmem świątecznym. Nie dlatego że w tle pojawia się choinka kilka razy, a bohaterowie idą na łyżwy, ale dlatego, że twórcom udaje się perfekcyjnie uchwycić klimat towarzyszący świętom Bożego Narodzenia. Nie umacnia wiary w świąteczne tradycje, zamiast tego oferuje refleksję nad powszechnie wyznawanymi wartościami i przedłożenie empatii nad dobra materialne. Dla każdego z nas jest to z reguły czas radości, troski o bliskich i wzajemnego wsparcia. A ponieważ te postawy powinny towarzyszyć nam wszystkim przez cały rok, to niech to skromne dzieło przypomina nam o tym jak najczęściej.

https://buycoffee.to/popkulturowcy
Postaw nam kawę wpisując link: https://buycoffee.to/popkulturowcy
Lub klikając w grafikę

Źródło obrazka głównego: Miramax

Plusy

  • Cudowna refleksja nad magią świąt
  • Zjawiskowy Paul Giamatti
  • Montaż dźwięku i obrazu

Ocena

9.5 / 10

Minusy

  • Wątki Angusa i Mary zamykają się mniej wiecej w 2/3 filmu, przez co ich dalsze losy sa mniej angażujące
Łukasz Biechoński

Nie straszny mu żaden zakątek popkultury. Ceni sobie tak samo teatralne musicale i opery jak kino splatter czy chorwackie sci-fi. Wierzy, że to nie budżet czyni dzieło, lecz artysta i jego wizja. Tabu dla niego nie istnieje tak długo, jak obie strony czują się w dyskusji komfortowo.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze