Revive – recenzja gry planszowej

Revive autorstwa norweskiego kwartetu to gra wyczekiwana przez wielu graczy w Polsce. Nie przeze mnie, przyznaję bez bicia. Nie byłem jakoś szczególnie zainteresowany. Trochę nie moja tematyka, nijaka okładka, rozbuchana forma… O ja głupi!

Revive to euro pełną gębą z dość specyficznym tematem, który łączy tropy postapo z futuryzmem. Otóż 5000 lat po zniszczeniu świata, który pokrył się skorupą lodu, ludzie w końcu wypełzli z jaskiń, a ziemię czeka odbudowa. Zadaniem gracza jest stanąć na czele jednego z plemion, odkrywać, budować, zdobywać artefakty, rozwijać się i, oczywiście, zdobyć najwięcej punktów. 

Fot. Rebel
O ZASADACH SŁÓW KILKA

Revive to duża gra, ze sporym progiem wejścia. Taka mocno średniozaawansowana bym powiedział. Głównie wynika to z liczby możliwości, mechanik i powiązań, bo sam trzon rozgrywki jest stosunkowo prosty. W swojej turze gracz wykonuje jedną lub dwie akcje, albo, zamiast tego, hibernuje. Hibernacja to taka forma resetu, która pozwala przemielić karty i odzyskać część możliwości.

Akcji, takich zupełnie podstawowych, mamy w sumie pięć. Możemy eksplorować, czyli odkrywać kolejne elementy planszy, które są wcześniej zakryte. Fajny jest zabieg z awersami kafelków, które nam podpowiadają co na nich znajdziemy i czy warto akurat w ten konkretny kafelek iść. Następnie możemy planetę na nowo zaludniać, co de facto oznacza odkrywanie nowych technologii na planszy gracza, zwiększając nam siłę poszczególnych akcji czy dając nowe możliwości rozegrania tury. Trzecia opcja to zagranie karty. To jest kolejny fajny zabieg, bo na swojej planszy mamy specjalne sloty, w których karty muszą się znaleźć, a one same są “podwójne”. Dół oraz góra karty przedstawiają różne korzyści i to od nas zależy, w jaki sposób z nich skorzystamy, przy czym zapełnienie np. dolnych slotów z automatu zmusza nas do wrzucania kart na górze, ergo nie mamy możliwości wyboru.

Czwarta opcja to budowanie, które jest o tyle ważne że pozwala nam zdobywać maszyny. To kolejna część naszej planszy gracza, na której znajdziemy taki 3 kolorowy labirynt. To są tory maszyn, na których znaczniki w odpowiednim kolorze przesuwamy budując się przy pasującym terenie (góry, lasy, łąki). Piąta akcja jest najprostsza – to użycie przełącznika, które daje nam (w najbardziej podstawowym wariancie gry) wybrany surowiec.

Fot. Rebel

Zobacz również: Śladami Darwina – recenzja gry planszowej

Surowców mamy za to trzy podstawowe rodzaje – zębatki, księgi i żywność plus jokera w postaci kryształów. Posiadane zasoby oznaczamy na odpowiednich torach i nigdy nie możemy mieć ich więcej niż określa nam wspomniany tor, co często sprawia, że kołderka jest dość krótka. Zębatki używamy do budowania, księgi do zaludniania oraz, razem z żywnością, do eksploracji. Żywność też służy do opłacania “zasięgu”, co jest całkiem sprytną mechaniką ograniczającą rozrost innych graczy, a niekiedy chęć przyblokowania przeciwnika lub podebrania fajnego pola może okazać się zbyt kosztowna. Polega to na konieczności utraty zasobu w wysokości równej liczbie pustych pól między stawianym pionkiem a najbliżej położonym. 

Gra kończy się w momencie zniknięcia wszystkich artefaktów z planszy, a gracze pozyskują je w toku rozgrywki rozwijając swoją cywilizację i zdobywając punkty. W Revive w ogóle jest super zabieg przypominający nieco rozwiązania znane z gier typu roll/flip and write. Odpalanie jednej akcji pozwoli nam zdjąć z planszy znacznik, który umieścimy na torze na planszetce gracza. Np. odblokowując nową maszynę albo używając akcji naszego plemienia (co z kolei możemy odpalić np. kartą). Umieszczony żeton nie tylko zwiększy nam liczbę punktów na koniec gry, ale może nam zapewnić jakiś bonus. chociażby błyskawicę, która pozwoli nam odpalić jakąś maszynę, po której wykorzystaniu zrobimy coś, co pozwoli nam zdobyć punkty zwycięstwa. Przekraczając z kolei określone pola na torze ogólnej punktacji również dostajemy bonusy. Trochę zawiłe, co? Ale właśnie taka jest ta gra. Dobrze przeprowadzona i w odpowiednim momencie odpalona akcja potrafi wywołać cały łańcuch działań.

Zobacz również: Nowe strony – recenzja gry planszowej. Gratka dla książkoholików!

Tak więc w swojej turze wykonujemy akcje, po czym czekamy na ruchy przeciwników. Nie ma podziału na jakieś duże rundy, a postęp odmierzają artefakty. Im bliżej końca gry, tym szybciej będa znikały, aż w końcu zniknie ostatni i przejdziemy do podsumowania rozgrywki i podliczenia punktów. Oprócz samych punktów zdobytych w trakcie rozgrywki, zdobędziemy też sporo z planszy gracza oraz otrzymanych na początku rozgrywki kart artefaktów. Każdy gracz ma inną, co oznacza że każdy trochę inaczej będzie starał się pokierować swoją rozgrywkę. Cały myk polega na tym, że na każdej karcie mamy trzys oby punktowania przypisane do trzech kolorów artefaktów – białego, pomarańczowego i fioletowego. W momencie, w którym taki artefakt mamy pozyskać, sami wybieramy w jakim kolorze dobierzemy, bo liczba artefaktów konkretnej barwy to ekstra mnożnik punktowy. Zapunktować też można za duże kafle z rogów planszy, które zaludnimy. Więc tych opcji jest całkiem sporo. 

Fot. Rebel
WYKONANIE

Mimo, że nie jestem fanem takich klimatów futurystycznych, to muszę przyznać że gra wygląda na stole rewelacyjnie. Plansze, planszetki, znaczniki, kafelki, żetony, jest tego całe mnóstwo i wszystko naprawdę dopieszczone. Wykonanie jest solidne, plansza z torem maszyn jest dwuwarstwowa i nie tylko prezentuje się to świetnie, ale jest też bardzo praktyczne. Chyba największym problemem, zwłaszcza na początku jest czytelność planszetek, ale po zapoznaniu się z zasadami gry i po rozegraniu kilku tur wszystko staje się dość intuicyjne, czasami tylko trzeba przyjrzeć się, które pole przylega do którego toru. Plansza główna nie sprawia za to absolutnie żadnych problemów, wygląda świetnie.

Ciekawym, acz niekoniecznie najbardziej fortunnym rozwiązaniem jest kampania wprowadzająca. To swego rodzaju tutorial, rozłożony na pięć pierwszych partii w Revive. Instrukcja odnosi się do podstawowej formy rozgrywki, z kolei kampania dodaje, z każdą rozgrywką, nowe elementy i mechaniki, ostatecznie tworząc grę jeszcze bardziej złożoną i zaawansowaną. Sam pomysł jest całkiem niegłupi, ale kampania sama w sobie nudna i nieciekawa. Tym co z niejednego pieca chleb jedli polecam wszystko wymiksować, doczytać tylko nowe zasady i nie bawić się w takie półśrodki. 

Aczkolwiek na tym etapie jeszcze bym chciał wspomnieć o instrukcji, która jest RE-WE-LA-CYJ-NA. Serio, dawno tak dobrze nie czytało mi się instrukcji. Nie zostawiła mnie z praktycznie żadnym pytaniem, opisuje fantastycznie każdy jeden aspekt rozgrywki czy symbol, na który podczas zabawy możemy natrafić. Super robota. 

ROZGRYWKA

Revive to, jak wspomniałem, euro pełną gębą. Daje mnóstwo możliwości punktowania, stosunkowo krótką kołderkę i całą paletę akcji. Największa zaleta tego tytułu to jednak sposób, w jaki te wszystkie mechaniki udało się połączyć w tak spójną i przyjemną całość. Gameplay jest niesamowicie płynny, wszystko się zazębia, rzeczy wynikają jedna z drugiej, nic nie jest przypadkowe czy doklejone. Nie ma jednego słusznego sposobu grania i możemy bawić się różnymi strategiami. 

fot. Rebel

Przy czym to jest jeden z tych tytułów, w których na wiele rzeczy trzeba zwracać uwagę i cały czas spoglądać na nasze planszetki, badając posiadane możliwości. Tutaj mamy maszyny, tam technologie, do tego karty, moduły, dzieje się całkiem sporo. Nie wspomniałem o tym w poprzednim akapicie, ale w grze nawet znajdziemy formę uproszczonego deckbuildingu. 

W ogóle te różne mechanizmy tak świetnie działają nie tylko ze sobą, razem, ale każda jedna, pojedynczo, jest doskonale przemyślana. Sama hibernacja, która nas resetuje i pozwala znowu działać z pełną parą i szerokim wachlarzem możliwości. Ale ale, nie ma tak pięknie. Zbyt częste hibernowanie przez graczy może znacząco skrócić rozgrywkę, bo po każdej takiej decyzji przesuwamy sobie pionek na odpowiednim torze. Najczęściej wiąże się to z jakąś nagrodą, ale jednak w pewnym momencie gra każe nam wyrzucić z gry artefakt. Ot tak, po prostu, pozbyć się go. Nie ma. Przepadł. Nie dość że tracimy potencjalne punkty, to jeszcze się okazuje, że właśnie znacząco przyspieszyliśmy koniec zabawy. 

Zobacz również: Podwodne Miasta – recenzja gry planszowej

Tak jest w sumie z prawie każdą mechaniką, prawie każda akcja którą wykonujemy ma swój koszt. Tutaj nie ma miejsca na granie w ciemno i próbowanie sobie raz tego, raz tamtego. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Tytuł wymusza wręcz rozgrywanie swoich tur w sposób maksymalnie przemyślany i efektywny, żeby za chwilę się nie okazało że my się bawimy, a nagle nie mamy co ze sobą zrobić i musimy hibernować.

Co do samych informacji pudełkowych – wszystko się zgadza. Nie miałem tylko okazji rozłożyć sobie gry do zabawy solo, ale po za tym przetestowałem w każdym składzie. Zaskakująco, najbardziej podobało mi się w trzy osoby. Na planszy robi się dość ciasno, ale nadal nie trzeba czekać jakoś specjalnie długo na swoją turę, gra zachowuje fajną dynamikę. W dwie osoby też jest naprawdę spoko. Jednak najczęściej każdy idzie sobie w swoją stronę i za bardzo sobie nie przeszkadzamy. Co do długości rozgrywki, to zdecydowanie większość partii kończyliśmy w okolicach 90 minut, nawet raczej w przedziale 75-105 minut. Chyba nie zdarzyło się żebyśmy dobili dwóch godzin. Wiek 14+ w pełni rozumiem i raczej bym się nie czepiał, chociaż pewnie, ograny dwunastolatek też może dać radę. 

Fot. Rebel
OCENA
Strasznie mi się Revive spodobało. Sposób, w jaki wszystko się ze sobą łączy i zazębia robi na mnie naprawdę duże wrażenie. Mechanicznie praktycznie nic mi tutaj nie zgrzyta, gra mnie urzekła od pierwszej partii. Dla mnie to jest mocne 9/10. Chcę w nią grać, chcę ją pokazywać, chcę dalej odkrywać. Daję bardzo dużą okejkę i polecam spróbować. Cena na pierwszy rzut oka może być odpychająca, to minimum 250 zł. Uważam jednak, że tak rozgrywka jak i to, co znajdziemy w pudle, rekompensuje wydatek.

Gra Revive w serwisie Planszeo.pl

Tytuł Revive
Wydawca Rebel
Twórcy Helge Meissner, Eilif Svensson Anna, Wermlund Kristian, Amundsen Østby
Wiek 14+
Czas rozgrywki 90 – 120 minut
Liczba graczy 1 – 4
Grę do recenzji przekazało nam wydawnictwo Rebel, za co bardzo dziękujemy. Nie wpłynęło to na ostateczną ocenę.

Źródło głównej grafiki: Rebel

Plusy

  • Świetne połączenie mechanik
  • Mięsiste euro
  • Świetne wykonanie

Ocena

9 / 10

Minusy

  • Cena
  • Futurystyczne postapo mnie nie rusza
Paweł Witkowski

Gram w planszówki. Piszę o planszówkach. Fanboy Marvela. Lubię: Mavel Champions LCG, Legendary Marvel, Na Skrzydłach, Terraformację Marsa, rzucanie kostkami i deck building.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze