To, co chcemy zostawić za sobą – recenzja książki

Witajcie w Knockemout! W niewielkim miasteczku, gdzie każdy zna każdego, a sekrety mieszkańców, nawet te najmniejsze, są nie do ukrycia. 28 lutego 2024 roku wydana została ostatnia część serii. Kończy ona historię znanych z poprzednich tomów bohaterów, a także odkrywa wszystkie tajemnice. 

Seria Knockemount Lucy Score zyskała ogromną popularność już po wydaniu pierwszego tomu gorącego romansu To, co zostaje w nas na zawsze. Poznajemy tu Knoxa, przystojnego, niedostępnego samotnika, który problemy rozwiązuje za pomocą pięści i piwa. Jego życie wywraca do góry nogami pojawienie się uciekającej panny młodej – Naomi. Jest to kobieta o wielkim sercu, stawiająca potrzeby innych ponad swoimi. Zostaje ona podstępnie wykorzystana przez swoją siostrę bliźniaczkę, co zmusza ją do pozostania w Knockemout na dłużej, niż przewidywała. Brak pracy, domu i pozostawiona przez siostrę niespodzianka to nie koniec przygód Naomi i Knoxa. Autorka przyprawia ich życie wątkiem kryminalnym, burzącym cały spokój w miasteczku. Osobiście mam do tej części ogromny sentyment.

To, co zostaje w nas na zawsze
To, co zostaje w nas na zawsze / Fot. materiały promocyjne

Zobacz również: Love, Theoretically – recenzja książki. Najlepsza pozycja od Ali Hazelwood!

Losy bohaterów kontynuowane są w 2 tomie serii – To, co skrywamy przed światem. Jednak tym razem poznajemy historię oczami Nasha, brata Knoxa, i komendanta policji Knockemout oraz Liny –  tajemniczej, pięknej i odważnej kobiety, która niespodziewanie przybywa w odwiedziny do starego przyjaciela. Parę tę łączy płomienne uczucie, które przysparza im wielu kłopotów. Nash zmaga się z własnymi problemami z przeszłości i jedynie bliskość Liny daje mu chwilowe ukojenie. Niestety ta nie uznaje związków na stałe i ukrywa tajemnicę, której ujawnienie może zniszczyć wszystko. Poza tym grozi im ogromne niebezpieczeństwo i śmierć z rąk szefa mafii. Zbyt wiele jak na małe miasteczko?

To, co skrywamy przed światem
To, co skrywamy przed światem / Fot. materiały promocyjne

Zobacz również: Oscarowe wojny. Historia Hollywood pisania złotem, potem i łzami – recenzja książki

To, co chcemy zostawić za sobą to 3 i ostatnia część serii o Knockemout. To w niej rozwiązania zostaje zagadka najbardziej tajemniczej pary, której niechęć do siebie śledzimy od samego początku. Sloane jest niepozorną bibliotekarką, którą charakteryzuje wielka odwaga i determinacja w dążeniu do celów, w tym kontynuowania spuścizny swojego ojca. Natomiast Lucian to przystojny, szukający zemsty mężczyzna, którego nic nie powstrzyma, gdy chodzi o bezpieczeństwo jego przyjaciół.

Prędzej czy później, mój przyjacielu, przekonasz się, że akceptując chaos życia, znajdziesz jego największe skarby.

Po tym, jak ich sprzeczka niespodziewanie przeradza się w pełną namiętności noc, żadne z nich mimo wielu prób nie potrafi powrócić do łączącej ich jeszcze niedawno obojętności i wrogości. Jednak, podczas gdy Lucian skupia się głównie na swojej pracy, zemście i nawet nie chce myśleć o dzieciach i ślubie, Sloane jest gotowa na stabilizację i założenie rodziny. Tak oto para, którą połączył gorący romans, znalazła się w impasie. Dodatkowo spokój w mieście znów został zakłócony przez mafijnego bossa, którego działania zagrażają życiu bohaterów.


Najlepsza część serii Knockemout?


Niewątpliwie jest to najlepsza część serii o Knockemount, jednak nie jest ona pozbawiona wad, ale o tym trochę później. Jest to książka, przy której się śmiałam, płakałam, wzruszałam i niejednokrotnie wkurzałam. Język, którym posługuje się autorka, jest prosty i przyjemny, co sprawia, że niespełna 700 stron czyta się ekspresowo.

Największym jej plusem, ale również i całej serii, jest obserwowanie zmieniających się bohaterów, którzy są świetnie wykreowani. Lucy Score zabiera nas do wnętrza naszych ulubieńców i po kawałeczku odkrywa przed nami ich lęki, fobie i traumy, a następnie strona po stronie pokazuje, jak radzą sobie ze swoją przeszłością, i co ich pchnęło do zmian. To, jak opisano każdą z postaci, sprawia, że wydają się oni rzeczywistymi osobami, żyjącymi w małomiasteczkowym Knockemout, gdzieś niedaleko Waszyngtonu. Tak jak my czasami są wybuchowi i kierują się emocjami, popełniają błędy, mają życiowe problemy i troski, a także sekrety, których nie chcą ujawnić. Dlatego niesamowitym wątkiem są również relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami. Wrogość i niechęć z czasem przeradzała się w przyjaźń, niekiedy w miłość. Wiele postaci znalazło – wśród początkowo sobie obcych ludzi – rodzinę, której nie było albo i była, ale patologiczna.

Co miała w sobie miłość, że robiła z mężczyzn mizdrzących się idiotów? Miałem szczęście, że przynajmniej tą jedną rzeczą nie musiałem się martwić.

Zobacz również: Miłość bez ostrzeżenia – recenzja filmu. Opera Stevena

Wielką zaletą To, co chcemy zostawić za sobą są retrospekcje. Te rozdziały porwały mnie najbardziej. Niesamowicie było odkrywać sekret skrywany przez Sloane i Luciana od pierwszej części. Mogę nawet szczerze powiedzieć, że sięgnęłam po tę książkę głównie po to, aby w końcu (po dwóch poprzednich częściach) zaspokoić swoją ciekawość. No bo, co takiego mogło się stać, że przez tyle lat dawni przyjaciele czuli do siebie aż taką niechęć?!

Świetnym zabiegiem jest dodanie przez autorkę, na koniec każdej kolejnej pozycji, „Bonusowych epilogów”. To z nich dowiadujemy się, co się działo z bohaterami po pięciu, a nawet dziesięciu latach. Już po przeczytaniu pierwszej odsłony serii z Knockemout wiemy, jak zakończą się miłosne potyczki poszczególnych par. Jest to moim zdaniem ogromna zaleta i świetnie się bawiłam, odkrywając, co doprowadziło do tych zakończeń. Po pierwszej części, kiedy zżyłam się z głównymi bohaterami, obawiałam się, że w kolejnych tomach potraktowani zostaną po macoszemu, ale tutaj Lucy również nie zawiodła. Przez całą serię pojawiają się oni jako postacie drugoplanowe, przez co z łatwością dowiadujemy się, jak toczą się ich dalsze – z pewnością spokojniejsze – losy.


Seria niepozbawiona wad


Jak już wspomniałam, ostatnia odsłona serii Knockemount nie jest wolna od wad. Największą, moim zdaniem, jest wątek kryminalny. Wydawał mi się wepchnięty na siłę i nic niewnoszący, nieistotny. Dodatkowo jego rozwiązanie w stylu „10 minut i po sprawie” spowodowało, że opadły mi ręce. Z pewnością kryminał nie jest mocną stroną Lucy Score. Na szczęście nie jest to historia, która wysuwa się na pierwszy plan, więc nie wpłynęło to aż tak przyjemność z czytania. Kolejnym minusem są sceny erotyczne, a konkretniej mówiąc, język w nich użyty. Mimo chęci i wielu prób nie potrafiłam przez nie przebrnąć, nie śmiejąc się. Nie wiem, czy to przez tłumaczenie (oryginału niestety nie miałam w rękach), ale „idealne kule”, „maczuga” i „mokry tunel” rozwaliły mnie totalnie. Ponadto nie potrafiłam spojrzeć na Luciana i nie widzieć ogromnego wręcz podobieństwa do głównego bohatera innej „szarej” trylogii.

Pomimo tych kilku niedociągnięć przy To, co chcemy zostawić za sobą bawiłam się świetnie, a wady w pewnym momencie nawet uznałam za coś pozytywnego, bo dawno żadna książka mnie tak nie rozbawiła. A czy właśnie nie to jest najistotniejsze podczas czytania książek? Czy ją polecę? Z pewnością! Czy sięgnę po inne dzieła Lucy Score? Na pewno!

Istnieją pewne sprawy, które zostają w nas na zawsze. Pewne sprawy, które skrywamy przed światem.


To, co chcemy zostawić za sobą Knockemout

Autor: Lucy Score
Tłumaczenie: Monika Wiśniewska
Okładka: Andrzej Komendziński
Wydawca: Gorzka Czekolada (Media Rodzina)
Premiera: 28 lutego 2024 r.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Stron: 696
Cena katalogowa: 54,90 zł


Grafika główna: materiały promocyjne – kolaż (Media Rodzina)

Plusy

  • Kreacja bohaterów
  • Przystępny język
  • Retrospekcje

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Wątek kryminalny
  • Słownictwo w scenach erotycznych
Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze