Niedaleko pada jabłko – recenzja serialu. Z rodziną najlepiej na zdjęciach

Już w pierwszym odcinku serialu Niedaleko pada jabłko widzimy, że rodzina Delaney, wokół której toczy się akcja, to idealny przykład tego, jak skomplikowane, trudne i nieoczywiste mogą być relacje między rodzicami i ich dziećmi.  Z pozoru perfekcyjna familia, obnaża swoje prawdziwe oblicze, gdy matka czworga rodzeństwa, Joy Delaney, znika, a ojciec nabiera wody w usta.

Niedaleko pada jabłko to siedmioczęściowy dramat na podstawie książki Liane Moriarty o tym samym tytule. Autorka Wielkich kłamstewek oraz Kilku dni z życia Alice i tym razem w swojej książce wspaniale połączyła dramat rodzinny z thrillerem. Czy trzymająca w napięciu adaptacja SkyShowtime zrobiła to równie dobrze? 


Początek


W pierwszych minutach serialu śledzimy, jadącą na rowerze Joy Delaney. W tej roli występuje Annette Bening. Tło wypełnia wolna, nostalgiczna muzyka, która porusza temat sekretów zakopanych w ogródku i bycia miłym, dla kogoś, kto to zaufanie zdradził. Kobieta zatrzymuje się przy straganie i bierze do ręki tytułowe jabłko. Następnym, co widzimy, jest przewrócony, zabrudzony krwią rower. Co się stało z Joy Delaney? Już w następnej minucie poznajemy jej dzieci, które bardzo chciałyby poznać odpowiedź na to pytanie, i wchodzimy w pozornie bajeczny świat emerytowanych właścicieli szkoły tenisowej, w którym nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Zobacz również: Jedno życie – recenzja filmu. Opowieść o prostych bohaterach

Joy i Stan Delaney
Fot. materiały promocyjne SkyShowtime

Rodzinne dramaty


Bardzo szybko rysują się przed nami relacje między bohaterami – skomplikowane, pozornie pełne miłości, czułości i dumy. Prawda jest jednak trochę inna niż to, co Delaneyowie chcą pokazywać światu. Rodzinnym potyczkom tenisowym towarzyszą również te słowne, a w szybkich, zaciętych serwach uwidacznia się głęboko skrywana agresja i obsesja na punkcie bycia lepszym. To ta brutalność, którą widzimy na korcie, w rozgrywkach pomiędzy ojcem a dziećmi, jest początkiem tej siedmioodcinkowej dysputy na temat rodzinnej spuścizny, dziedziczenia cech naszych rodziców… i tego, do czego może prowadzić nieradzenie sobie z negatywnymi emocjami. Jedna z bohaterek sugeruje, że w całej rodzinie Delaney drzemie agresja. Tylko czy któreś z nich byłoby zdolne do przemocy wobec członka rodziny? W odpowiedzi na to pytanie pomogą nam kolejne epizody, każdy skupiony na sekretach jednego z nich. Wydaje się, że zniknięcie matki czworga rodzeństwa jest tylko początkiem wielu niefortunnych zdarzeń. 


Bohaterowie


Już z pierwszego odcinka dowiadujemy się, że żadne z dzieci nie chciało przejąć biznesu po rodzicach. Było to wielkim zawodem dla Stana Delaney (Sam Neill) i jego żony, Joy. A każdy kolejny skupia się na innym członku rodziny Delaney. Przybliża powody ich decyzji, trudy dorastania w domu dwóch wymagających trenerów tenisa i tajemnice, które ukrywają przed resztą rodziny.

Najpierw zagłębiamy się w świat widziany oczami Logana (Conor Merrigan Turner), który – nie będąc w stanie wyrwać się z orbity swojej rodziny – odrzuca szansę na rozpoczęcie nowego życia. Dalej skupiamy się na Amy (Alison Brie), czarnej owcy niemogącej utrzymać żadnej pracy. Następnie wchodzimy do domu Brooke (Essie Randles), którą rodzice podziwiają za to, jak dobrze radzi sobie ze swoim własnym biznesem. Troy (Jake Lacy), do którego przeniesiemy się następnie, był najbardziej obiecującym tenisistą z całego rodzeństwa, ale swojego ducha rywalizacji wykorzystał w pięciu się po szczeblach kariery w finansach. W całym tym natłoku sekretów – zarówno tych obecnych, jak i dawnych – waśni i przemilczeń na pierwszy plan wybija się jednak śledztwo dotyczące zaginięcia mamy prowadzone przez rodzeństwo na własną rękę.

Zobacz również: Sugar – recenzja serialu. Pewnego razu w Hollywood

Rodzeństwo Delaney
Fot. materiały promocyjne SkyShowtime, Apples Never Fall

Bardzo intrygującą postacią jest też Savannah, dziewczyna, która wiele miesięcy wcześniej spędziła kilka tygodni, mieszkając ze Stanem i Joy Delaney. Rodzeństwo od razu rzuca na nią podejrzenia, jeszcze zanim na plan wysunie się inny podejrzany. Serial w bardzo udany sposób buduje napięcie i aurę podejrzliwości oraz zwątpienia. Kim była Savannah i czego tak naprawdę chciała? Dokąd odeszła? Co tak naprawdę wydarzyło się podczas jej obecności w domu Stana i Joy? Czy miało to jakiś związek z zaginięciem matki rodzeństwa? I co wie na ten temat ich ojciec? Stan nie zgłosił zaginięcia Joy, długo kłamiąc wszystkim naokoło na temat jej miejsca pobytu. Nie chciał też wyjawić, skąd na jego policzku znalazła się krwawa szrama. Czy złość, która buzowała pod jego skórą przez całe lata, w końcu znalazła ujście? To tylko jedno z licznych pytań, z którymi muszą zmierzyć się nasi bohaterowie na drodze do rozwikłania zagadki zniknięcia ich matki.


Coś tu nie gra


Połączenie dramatu psychologicznego z kryminałem genialnie wybrzmiewa w innym zrealizowanym na podstawie książki Moriarty serialu – Wielkie kłamstewka. Jednak tutaj czegoś mi zabrakło. Rozterki i bolączki bohaterów, w bardzo różny sposób radzących sobie ze zniknięciem Joy Delaney, są bardzo dobrze zarysowane. A odkrywane przed nami kolejno zażyłości z przeszłości układają się w jedną całość niczym puzzle. Wszystko to idealnie zgrywa się również z wątkiem kryminalnym. Jest tylko jedno „ale”. Zarówno zakończenie, jak i motywacje postaci są przewidywalne i banalne, a sekrety bohaterów w większości tendencyjne. Serial bardzo chce uwypuklić to, jak bardzo zgniła w środku jest rodzina Delaney. Jak rozpieszczone, niewdzięczne i zadufane w sobie są dzieci Stana i Joy. Postacie wydają się przy tym dosyć jednowymiarowe. Brakuje im głębi, a ich osobowości są wytrychami, dzięki którym fabuła może mieć miejsce.

Sam Neil jako Stan Delaney
Fot. materiały promocyjne serialu Niedaleko pada jabłko

Nie jestem pewna, czy takie było zamierzenie, ale emocje bohaterów wydają się momentami sztuczne, a dialogi sztywne i sztampowe. Być może, jeśli weźmiemy pod uwagę to, że mamy do czynienia z egocentrycznymi, płytkimi i nieco oderwanymi od rzeczywistości dziećmi bogatych ludzi, ma to szansę zadziałać. Jednak czegoś tu definitywnie brakuje, a uwidacznia się to najbardziej w ostatnim odcinku serialu. Po mocnym rozpoczęciu i intrygującym zawiązaniu akcji serial potoczył się do mało satysfakcjonującego i spodziewanego zakończenia. Wypadało ono wręcz niezręcznie w obliczu wielkich emocji, na jakich wcześniej oscylowała fabuła.

Zobacz również: The good doctor – recenzja 7. sezonu. Finał na miarę tego serialu!

Podsumowując, Niedaleko pada jabłko (Apples Never Fall) to niezły serial o intrygującym wątku psychologicznym i – jako dramat rodzinny – działa bez zarzutu. Zagadka zaginięcia Joy Delaney, sekrety skrywane przez rodzeństwo i ojca oraz to, jaki mogą mieć związek z jej nagłym zniknięciem, a także sprawa tajemniczej lokatorki, sprawiają, że serial ogląda się z ciekawością. Widać w nim jednak pewne niedociągnięcia scenariuszowe, a rozwiązanie sprawy i zakończenie okazują się nazbyt płaskie i przewidywalne.


Źródło grafiki głównej: materiały promocyjne SkyShowtime

Plusy

  • Intryga, która wciąga
  • Bardzo ciekawe połączenie dramatu psychologicznego z thrillerem
  • Wszystkie elementy ładnie się ze sobą zgrywają

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Przewidywalne, sztampowe zakończenie
  • Płaskość postaci i banalność ich sekretów
  • Sztywne dialogi
Monika Wójtowicz

Fanka klasycznego kina grozy, musicali i dramatów psychologicznych. Uwielbia superbohaterów, Doktora Who i fikcyjnych seryjnych morderców. W wolnych chwilach zaczytuje się we wszystkim, co wpadnie jej w ręce, tańczy Pole Dance, gra na gitarze i spaceruje z ukochanym psiakiem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze