Pyrkon 2024 – relacja z konwentu. Ziemniakon znowu w akcji!

Pyrkon 2024 już oficjalnie za nami, mam jednak nadzieję, że emocje po nim jeszcze nie opadły! W tym roku przyjemność reprezentować nas miały dwie redaktorki – Zuza oraz Weronika. Relacja będzie więc opisana zarówno z perspektywy osoby, która po raz pierwszy znalazła się na Pyrkonie, jak i również takiej, dla której poznańskie targi to wręcz drugi dom. Nie przedłużając, zapraszamy was do lektury!


Weronika Zator


Poznański festiwal fantastyki Pyrkon to coroczny, obowiązkowy punkt dla każdego fana popkultury. Przez 3 dni trwania imprezy miasto staje się wielobarwną ostoją wielu fandomów, począwszy od wielomilionowych uniwersów takich jak Star Wars czy Marvel, przez te znane znacznie mniejszemu gronu odbiorców. Trzeba zaznaczyć, że wielkość fandomu nie ma żadnego wpływu na uwielbienie wybranego fantastycznego świata. W każdym razie Pyrkon 2024 okazał się miejscem, w którym większość odwiedzających czuła się jak ryba w wodzie. W końcu nie każdy ma na co dzień możliwość obcować z osobami o podobnych zainteresowaniach, a co gorsza niektórzy muszą się wręcz ukrywać z tego powodu.

Pyrkon Wioska tematyczna One Piece
Fragment wioski tematycznej z anime One Piece

Na całe szczęście Pyrkon nie ocenia i tym samym oferuje naprawdę wiele atrakcji. Festiwalowy program objął ogromną liczbę prelekcji, paneli dyskusyjnych, spotkań z autorami, warsztatów tematycznych, koncertów oraz konkursów wiedzy czy artystycznych. Łącznie takich punktów było prawie 2 000! Ponadto na terenie imprezy można było odwiedzić aż 17 różnych stref tematycznych, do wyboru były m.in.: literacka, naukowa, mangi i anime, konkursowa, cosplay, wiosek fantastycznych, a także – zupełna nowość dostępna dopiero od tej edycji – strefa fanów Star Wars. Dzięki tej różnorodności tematów w tym roku pojawiła się naprawdę rekordowa liczba odwiedzających – było ich ponad 57 000 w trakcie 3 dni trwania Pyrkonu!

I nawet nie zgadniecie, jak wiele razy można było usłyszeć słynne „zaraz będzie CIEMNO!”. Psst… dla niewtajemniczonych – jest to fraza, którą wypowiada się, aby inni mogli poczuć pełną esencję płynącą z obecności na Pyrkonie. To orzeźwiająca i jakże… urocza, nostalgiczna tradycja.

Zobacz również: Rod Stewart Live in Concert – relacja z koncertu w łódzkiej Atlas Arenie

Opisując konwent z mojej perspektywy, muszę przyznać, że w większości spędziłam go w kolejkach. Ach tak, ukochany kolejkon! To również nieodłączna część Pyrkonu. Nie ma się jednak co dziwić, gdy do naszego kraju są zapraszane światowej sławy gwiazdy. Ale to właśnie dzięki temu udało mi się spotkać mojego cosplay’owego idola – Maula, którego możecie kojarzyć chociażby z występowania w stroju Geralta na wielu materiałach promocyjnych Wiedźmina 3. Nogi bolały mnie okropnie, ale naprawdę było warto! Dodatkowo załapałam się na pięknego printa, co nie zdarza się często.

Moja wymarzona, wiedźminowa fotka z cosplayerem Maulem

Pyrkonowa sobota niewątpliwie przyciąga największą liczbę odwiedzających. Dzieje się tak, chociażby za sprawą Maskarady, czyli konkursu na najlepszy cosplay. To właśnie jego zwycięzcy reprezentują nasz kraj podczas Extreme Cosplay Gathering. Jest to jeden z lepszych (jak nie najlepszych) konkursów dla twórców strojów. Ba, zostanie zwycięzcą jest nie lada wyróżnieniem! Warto wspomnieć, że o zwycięstwie nierzadko decyduje 1 punkt – liczy się jak najwierniejsze odwzorowanie postaci, czyli dobór jak najlepszego koloru tkanin i farb, dokładne wystylizowanie peruki, a nawet brak jakichkolwiek odstających szwów (choć ten element zależy od uniwersum, z którego wywodzi się postać).

Zobacz również: Ultimate X-Men. Tom 7 – recenzja komiksu. Teen drama z genem X

Dodatkowo chciałabym wspomnieć o licznych pochodach i przemarszach. Wiele z nich zaplanowano z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem na facebookowych tematycznych grupkach. Inne natomiast uformowały się spontanicznie na terenie konwentu. Jak to możliwe? Otóż gdy tylko zebrało się parę osób z wybranego fandomu (a w tym roku bezsprzecznie królował Hazbin Hotel) najczęściej decydowali się oni na stworzenie krótkiego przemarszu swojego uniwersum, do którego mógł dołączyć absolutnie każdy. Nie dość, że była to okazja do pokazania swojego stroju, to także można było żarliwie podyskutować o ostatnich odcinkach ulubionego serialu. No po prostu bomba!

Fragment przepięknej ekspozycji w pawilonie 7A

Zdążyłam już nieco przybliżyć specyfikę Pyrkonu oraz opowiedzieć o nim z mojej perspektywy, chciałabym więc płynnie przejść do oddania internetowego „pisadła” w ręce mojej redakcyjnej koleżanki Zuzy, która na tym konwencie była po raz pierwszy.


Zuza Graczyk


Do tej pory Pyrkon znałam jedynie z opowieści moich znajomych. Jako dumna Wielkopolanka byłam oczywiście świadoma tego, że konwent przyciąga co roku tłumy fanów fantastyki – nie sądziłam jednak nigdy, że może być to wydarzenie dla mnie. Dlatego szykując się na mój pierwszy w życiu Pyrkon, oprócz spisu rzeczy do spakowania, mimowolnie zabrałam też sporą listę obaw. Na szczęście mocno się myliłam, bo festiwal okazał się być niezwykle magicznym miejscem, stojącym otworem dla każdego.

Dookoła mogliśmy obkupić się w przeurocze przedmioty takie jak figurki czy maskotki

Z tłumem Pyrkonowiczów spotkałam się już w pociągu. Ilość przeróżnych postaci zebranych po drodze z Kołobrzegu niemalże uniemożliwiła mi dostanie się do wagonu kolejowego. Było to nic w porównaniu z kolejką, jaką zobaczyłam wokół Międzynarodowych Targów Poznańskich. Teren Pyrkonu był jednak tak rozległy, że obecność 57 000 uczestników nie była szczególnie odczuwalna. Zorientowanie się w terenie sprawiało mi początkowo mały kłopot, jednak kilka spacerów i dostępność map pomogły mi dość szybko się odnaleźć. Przydatna okazała się również aplikacja z programem, dzięki której mogłam zaznaczyć interesujące mnie wydarzenia. Były one jasno oznaczone, więc odnalezienie konkretnej sali nie było problemem.

Zobacz również: iDKHOW – Gloomtown Tour – relacja z koncertu w Warszawie

Jako pasjonatka muzyki obiecałam sobie, że zawitam na przynajmniej jednym koncercie. Trafiło na piątkowy występ grupy Percival Schuttenbach. Było to moje pierwsze spotkanie z tym zespołem, jednak mam nadzieję, że nie ostatnie (oczywiście, że pisząc moją relację, słucham ich dyskografii). Połączenie folku i metalu idealnie dopełniało klimat Pyrkonu. Jako koncertowy wyjadacz przyszłam na występ odpowiednio wcześniej. Co ciekawe, było to moje najkrótsze pyrkonowe kolejkowanie. Tym sposobem trafiłam pod same barierki, mogąc podziwiać wyjątkowe kreacje Percivala. Muszę przyznać, że dźwięk słyszalny pod samą sceną nie był najlepszy. Nie mogę jednak porównywać sceny plenerowej Pyrkonu do wiodących festiwali muzycznych. Mimo wszystko zabawa była przednia – zespołowi życzę kolejnych 25 lat na scenie!

Fot. Przepiękny występ zespołu Percival na scenie

W sobotę poczułam skutki wielogodzinnego spacerowania, a także smak pierwszego rozczarowania. Licząc na to, że spora część uczestników wybierze się na Maskaradę, popędziłam do kolejki po zdjęcie z Mirandą Otto. 45 minut przed czasem to jednak zdecydowanie za późno. Chcąc uniknąć kolejnego kolejkowego niepowodzenia, na niedzielne spotkanie z Michałem Sikorskim przyszłam ponad godzinę wcześniej. Przekonałam się wtedy, że przed godziną 9:00 wszystkie toalety w PCC są sprzątane. Tym samym nie mogłam skorzystać z ubikacji czy chociażby napełnić butelki wodą. Jednak sam meet z odtwórcą roli księdza Jakuba w serialu 1670 był jedną z moich ulubionych atrakcji tego weekendu. Wychodząc z porannej mszy, ponownie ujrzałam sporą już kolejkę po zdjęcie z Mirandą Otto (na 1,5 h przed planowanym rozpoczęciem). Niestety musiałam się poddać – potrzeba zjedzenia śniadania wygrała.

Zobacz również: Bob Marley: One Love – recenzja filmu [Blu-Ray]

Nie sądziłam, że po 3 dniach fantastycznego konwentu będę czuła się co najmniej jak po przebiegnięciu maratonu. Każdy, kto chce wybrać się na Pyrkon, powinien mieć na uwadze, że przemieszczanie się pomiędzy pawilonami generuje strasznie dużą liczbę kroków. Cieszy mnie fakt, że na teren festiwalu można wnieść swoją butelkę z filtrem, bo bardzo ułatwia to funkcjonowanie. Na terenie MTP były oczywiście również strefy gastro, jednak wizja porcji frytek za 23 zł na śniadanie nie była dla mnie przekonująca. Po poranną bułkę wolałam zajść na dworzec PKP.

Fot. Fragment strefy do wspólnej gry w planszówki

Organizacyjnie nie mam się za bardzo do czego przyczepić. Spotkałam się ze sprawnym przepływem informacji, a poruszanie się po Targach nie sprawiało mi większego problemu. Trochę mało praktyczne wydało mi się rozmieszczenie stref w pawilonach. W pomieszczeniach z wystawcami nie dało się niekiedy przejść, natomiast w innych miejscach było sporo luzu. Zastanawia mnie też obecność dużych kolejek przy bramkach. Przeważnie widziałam tłumy ludzi stojących przed wejściem od strony dworca kolejowego, podczas gdy ja wchodziłam wejściem północnym, gdzie było prawie pusto.

Jako media otrzymałyśmy takie ładne, duże identyfikatory!

Pomimo zmęczenia bardzo się cieszę, że mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak przyjaźnie nastawionymi ludźmi. W grupie uśmiechniętych cosplayerów rozluźniłam się szybko i nie miałam problemu, aby zagadać do obcych osób (co normalnie nie przychodzi mi łatwo). Byłam oczywiście pod wrażeniem różnorakich kostiumów – niektóre kreacje przebijały te z dużych planów filmowych. I choć sama przyodziana byłam w bardzo skromne przebrania, odniosłam wrażenie, że każda chęć wspólnego uczestnictwa w zabawie jest mile widziana. Czy w przyszłym roku również zawitam na Pyrkon? Tego jeszcze nie wiem, ale na wszelki wypadek zaczynam już myśleć nad bardziej dopracowanym outfitem!

Weronika Sweeleo Zator

Miłośniczka gier na konsole starszej generacji oraz komputerowych tytułów fantasy i RPGów. Po godzinach robiąca cosplaye postaci z popkultury, które wcale nie są tak mobilne jak przedstawiają je twórcy gier. Kofeina i poduszki z nadrukami anime waifu to moi wieczni sprzemierzeńcy („• ᴗ •„)

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze