Rządy X. X-Men. Tom 1 – recenzja komiksu. Wracamy do przystawki

Po epickim evencie X Mieczy Jonathan Hickman powraca do tego, co uwielbia. Rzuca historiami tak, żeby zaciekawić czytelnika kolejnymi wydarzeniami. Tworzy się z tego przystawka, po której – mam nadzieję – nastąpi smakowity obiad. 

Po magicznym turnieju w Innym Świecie Cyclops, najwyższy rangą kapitan Krakoi, podejmuje przełomową decyzję, która wpłynie na wszystkich mutantów z tej rajskiej wyspy. Niedługo potem w końcu otwierają się drzwi do tajemniczej Krypty. Wewnątrz niej czas płynie zupełnie inaczej – ten, kto tam wejdzie, przeżyje bardzo, bardzo wiele miesięcy, zanim zdoła wrócić… A niedługo potem utopii mutantów zagrozi jeden z jej najzacieklejszych wrogów – Nimrod!

– opis wydawcy

Stało się. Krakoa i Arrako ponownie mają szanse na połączenie się w jedną wyspę. Po historii przedstawionej w evencie X mieczy pora na ponowne rozstawienie pionków na szachownicy przez Hickmana. Nadal nie traci werwy w tym, co robi, i z zaciekawieniem śledzę, co jeszcze wymyśli. Choć scenariuszowo komiks stoi na wysokim poziomie, trudno nie poczuć się nieco wodzonym za nos. Przy takiej długości tomu, lektura na 30 minut nie wynagradza mi czasu, który trzeba było na niego czekać. Egmont i tak wydaje bardzo szybko erę Krakoi, jednak zabrakło mi przysłowiowego mięska. Z drugiej strony, czego się spodziewać jedynie po przystawce… Apetyt nieco zaspokoiła akcja w Krypcie, bo była zaskakująco angażująca i słodka w tym wszystkim. Panie Hickman, poproszę dokładkę!

Zobacz także: Wolverine. Broń X – recenzja komiksu. Monumentalne dzieło

Nie ma się co czarować – jeżeli do tej pory najnowsze przygody mutantów was nie wciągnęły, ten tom tego nie zrobi. Ma podobną strukturę przedstawiania historii jak wszystkie komiksy, które pisał Hickman. Na zaledwie 132 stronach niejednokrotnie przeskakujemy o kolejne zwiastuny czegoś większego. Można całkiem zgrabnie porównać to do sadzonek, na których plony trzeba nieco poczekać. Na jednej stronie mamy obrady Cichej Rady, po to, żeby już na kolejnej wejść do wnętrza Krypty i walczyć o przetrwanie z inną drużyną. Znowu, na kolejnych paru kadrach, mutanci rozwiązują sprawę zaginięcia młodej władczyni Imperium Shi’ar – Xandry. Dodajcie do tego mnóstwo stron, które stanowią swoisty szkicownik samego Hickmana, przez który przedstawia nam listy, strony z dzienników czy swoisty leksykon. Dzieje się sporo, ale ostatecznie nic konkretnego.

Rządy X. X-Men
kadr z komiksu

Do tej pory przygody mutantów czytało mi się świetnie i jestem zaangażowany do tego stopnia, że im szczerze kibicuje (nie pomaga jednak w tym fakt, że wiem, że ta era już się zakończyła w Stanach i to zeszytami Fall of the House of X, co zbyt optymistycznie nie brzmi). Na ten moment jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że mamy bardzo dużo rozpoczętych wątków jednocześnie. Z moją pamięcią złotej rybki zdarza mi się zapomnieć o czymś, co już zostało zakomunikowane w poprzednich tomach. Było tak z akcją wysłania X-23, Darwina i Syncha w pościgu za zbiegłym Dzieckiem Krypty. Kompletnie wypadło mi to z głowy. Przez to nawarstwienie postaci cierpi ekspozycja niektórych z nich, i to tych, które są nieco ciekawsze od innych jak na przykład Magneto. Nie jest wykluczone, że miał jakąś poboczną serię, o której nie wiem, bo nie została u nas wydana, ale chciałbym go widzieć częściej.

Zobacz także: Marvel Zombies. Czerń, biel i krew – recenzja komiksu. Ratujmy Ziemię

Rządy X. X-Men
kadr z komiksu

Rysunkowo komiks o dziwo mnie nie drażnił, mimo że żonglowało nim paru artystów. Pracowali nad nim Mahmud Asrar, Brett Booth, Francesco Mobili i Phil Noto. W tomie znajdziemy jedynie 4 zeszyty, więc matematyka jest prosta, każdy z ilustratorów pracował nad 1 zeszytem. Wyjątkiem jest Mahmud Asrar, który narysował 2, i te chyba najbardziej mi się podobały. Nie są to jakieś fajerwerki ani szczyt estetyki, ale pasowały mi do definicji współczesnych komiksów. Za to Brett Booth ma taki styl, że zaczynam myśleć, że podrabia jedynie rysunki Jima Lee. Zapewne takie było założenie, jednak poza tym odebrałem je neutralnie – ot, ciekawostka. Najmniej podobały mi się ilustracje Phila Noto, ale na to już ponarzekałem przy X Mieczy, więc nie będę się powtarzał.

Zobacz także: X-Men. Punkty zwrotne. Plan x-terminacji – recenzja komiksu

Rządy X. X-Men
kadr z komiksu

Jak już zdążyłem wspomnieć, Rządy X. X-Men. Tom 1 jest zaledwie przystawką przed czymś większym. Hickman nadal sprawnie potrafi rozmieszczać swoje figury na szachownicy i zaciekawić czytelnika kolejnymi ustawieniami na planszy. Mnie nie pozostaje nic innego, jak nadal czekać z wypiekami na kolejne zeszyty.

Źródło grafiki głównej: okładka komiksu

Plusy

  • To, co już dobrze znamy
  • Zapowiedź czegoś większego
  • Historia dziejąca się w Krypcie

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Na tym etapie już zbyt duży próg wejścia dla nowych czytelników
  • Rysunki Phila Noto
Seweryn Kuk

Nałogowy kolekcjoner z ciągłym brakiem miejsca na swoje zbiory. Uwielbia mitologię nordycką, gry karciane i strategiczne. Aktualnie stara się nadrobić cały rynek komiksowy ubiegłego półwiecza. Enjoyer Sarniego Żniwa i Misji Kleopatry. Oba filmy widział ponad 50 razy.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze