Saros – recenzja gry. Hej, ja w to już grałem!

Kiedy w 2021 roku światło dzienne ujrzało Returnal, recenzenci – w tym i nasz kochany Maksiu – przyznawali się bez bicia, że jej nie przeszli, bo była za trudna. Studio Housemarque najwyraźniej wzięło sobie to do serca. Duchowy następca Returnal – Saros – okazuje się znacznie przystępniejszą grą, choć wciąż wymagającą niemałego skilla. 

O czym opowiada Saros? Korporacja Soltari odkrywa na planecie zwanej Carcosa cenny minerał – Lucenit. Założona tam kolonia górnicza dość szybko jednak traci kontakt z centralą i wysłany zostaje oddział ratunkowy. Nasz bohater – Arjun Devraja – musi znaleźć ocalałych i dowiedzieć się, co się stało na tej niebezpiecznej planecie, która zdecydowanie nie działa według normalnych praw fizyki. Musi przy tym także skonfrontować się ze swoją przeszłością…

Zobacz również: Najlepsze gry dekady 2010-2019

Returnal bardzo szybko i bardzo niespodziewanie wbił się do czołówki moich ulubionych gier. Katowałem ten tytuł do upadłego, wbijając platynę i wracając do niego niejednokrotnie od czasu jego premiery 5 lat temu. Kiedy więc zobaczyłem zapowiedź Saros na wrześniowym State of Play, wiedziałem, że prędzej czy później w ten tytuł zagram. Zrządzeniem losu stało się, że nastąpiło to wraz z premierą gry. Choć bycie tatą mocno ogranicza mi już udzielanie się na Popkach (nie wspominając w ogóle o konsumowaniu popkultury), przy tej produkcji kierowałem się słynnym cytatem z kultowego serialu. Co prawda trochę przeciągnąłem deadline oddania recenzji, ale może nikt się nie zorientuje… Ekhm…

Zobacz również: Pragmata – recenzja gry. Fajne strzelanie i instynkty rodzicielskie

Rozgrywka w Saros jest w zasadzie niemal identyczna, jak w poprzedniej grze fińskiego studia. Znowu mamy tu do czynienia z trzecioosobowym roguelike-shooterem, w którym nasza śmierć raczej będzie zdarzać się częściej niż rzadziej, a w jej przezwyciężeniu pomagać będą nam wykupywane za zebrany lucenit trwałe ulepszenia postaci. Rozgrywka jest naprawdę szybka i nie ma tu miejsca na opieszałość. Ajrun, tak jak Selene z Returnal, będzie opierał swoją walkę na płynnych unikach, blokach, parowaniach i – rzecz jasna – wykorzystywaniu naprawdę sporego arsenału broni (także od obcych). Bardzo spodobało mi się stwierdzenie o Saros, że to DOOM w TPP. Rzeczywiście coś w tym jest. I chociaż w najnowszym exclusivie Sony nie uświadczymy melodyjnego heavy metalu przygrywającego nam przy koszeniu kolejnych hord wrogów, to wciąż do opisania rozgrywki bardzo pasuje mi popularne i wulgarne, koncertowe skandowanie.

Powiedzieć, że się wciągnąłem, to jak nie powiedzieć nic. Po tylu godzinach spędzonych w Returnal, przemierzając świat Carcosy poczułem się autentycznie jak w domu i przepadłem natychmiastowo na dobre półtorej godziny, w trakcie której… Zdążyłem pokonać pierwszego bossa. No tak, nie wiem czy po prostu wymiatam dzięki doświadczeniu zdobytemu przy ogrywaniu przygód Selene Vassos na Atropos, czy Saros jest jednak… Za łatwe?

Zobacz również: Super Mario Bros obchodzi 40 urodziny! Oto (nie)krótka historia serii

Kolega z (nie)zaprzyjaźnionej redakcji w ewidentnym zakłopotaniu przyznał, że jemu pokonanie pierwszego bossa zajęło „troszkę dłużej”, więc może to jest kwestia skilla. Niemniej, fińscy twórcy zadbali o to, aby zarówno starzy wyjadacze, jak i kompletne jemioły mogły dostosować grę pod swój charakter rozgrywki. Proszę Państwa, oto modyfikatory rozgrywki! Gra pozwala włączyć modyfikatory, które osłabiają wrogów, zwiększają zadawane obrażenia czy wręcz przeciwnie – robią wrogów silniejszymi, a nasze obrażenia słabszymi. Jest to ciekawe urozmaicenie i opcja, którą zawsze lepiej mieć do wyboru, niż nie mieć. Bardzo fajny dodatek do gry!


A teraz mała dygresja odnośnie zarzutów, że Saros jest woke


Jeśli śledzicie temat Saros czy ogólnie gamingu, popkultury, to zapewne wiecie, że nie obyło się bez kontrowersji w kwestii fabuły gry. Nie chcę się za bardzo rozpisywać na ten temat, bo to nie jest aż tak istotne i nie ma za dużego wpływu na odbiór produkcji (albo nie powinno mieć…), ale chciałem się podzielić z wami pewną refleksją na temat zjawiska zwanego woke i dwóch stron konfliktu wokół niego. Kiedyś z tym bardzo walczyłem, oburzałem się, pisałem artykuły na ten temat. Dzisiaj? Szczerze? Mam to już w rzyci. Nie jestem fanem wciskania na siłę, skupiania się na reprezentacji, a nie na fabule czy gameplayu i nigdy nie będę, jeśli nie jest to zrobione mądrze. Jednocześnie przyzwyczaiłem się do tego, bo wiem, że szum wokół produkcji może wiele zdziałać, w myśl zasady nie ważne jak mówią, ważne, że mówią. A ludzie bardzo lubią przeżywać i zajmować się takimi pierdołami, szczególnie wygłaszając swoje opinie w Internecie, zamiast odpuścić i zająć się czymś ciekawszym. Coś mi nie pasuje – po prostu tego nie oglądam, nie gram w to, nie czytam czy nie słucham.

Ale poza niezdrowym, niemądrym woke, za równie szkodliwe uważam zbytnie nakręcanie się czy wręcz żerowanie na tym trendzie, co robią często chociażby YouTuberzy, wałkujący w kółko te same tematy i nabijający sobie setki tysięcy wyświetleń, bo trzeba obgadać jaką woke padaką są kolejne Star Warsy, że Snape będzie czarny, a obsada Odysei Nolana to bait na Oscary. Konkluzja? Dwie. Po pierwsze tęsknię za czasami, kiedy nikt nie zwracał na to uwagi i często wszystko wychodziło naturalnie (czyli pewnie w erze przed ogólnoświatowym boomem na social media). Po drugie – tak, Saros ma wątek toksycznego mężczyzny oraz związku homoseksualnego, ale gdyby nie wszechobecny przesyt wynikający z ciągłego wałkowania tematu woke przez jedną i drugą stronę – nazwijmy to – konfliktu, nikt nawet nie zwróciłby na to uwagi ani nie pomyślał, że to może być minus dla tej gry.


Koniec dygresji o woke, wróćmy do meritum


Gdybym dostał Saros w czasach, kiedy jeszcze nie byłem ojcem, to byłby jeden z tych nielicznych tytułów, przy których zasiadam i świata wokół mnie po prostu nie ma przez 2-3 dni. Czasy się zmieniły i moja przygoda z planetą Carcosa trochę się rozciągnęła, ale podczas każdej sesji z grą rzeczywiście zatapiałem się w rozgrywce, czerpiąc z niej niebywałą przyjemność. Wiecie, to jest po prostu coś satysfakcjonującego i osobistego w doświadczaniu tej gry – zaczynasz jako Arjun-n00bek i tak jak on poznajesz ten świat, prawa, jakie nim rządzą i typy przeciwników, które staną Ci na drodze do celu. Uczysz się, zaczynasz kumać znacznie więcej i orientujesz się po jakimś czasie, że nie jesteś już zagrożony. Ty jesteś zagrożeniem i to obcy powinni się bać tego, że za chwilę zrobisz im z macek jesień średniowiecza. Naprawdę fajne uczucie.

Zobacz również: Najlepsze gry na PlayStation 3

Wydaje mi się, że Saros jest pełniejszą grą niż Returnal, ale zarazem jest to trochę kalka swojego poprzednika. Nie, żeby było coś w tym złego – rozgrywka jest niemal identyczna (i zarazem bardzo, bardzo dobra), jednak klimat i niektóre elementy (jak fabuła) nie dają Ci poczucia odtwórczości czy odgrzanego kotleta. Mi osobiście bliżej do klimatu przygód Selene niż Arjuna i też uważam, że Returnal było większą rewolucją, istną perełką i powiewem świeżości. Niestety, nie zdobyło też tyle atencji, ile powinno i nie rozsławiło studia Housemarque na cały świat (wiecie, że to oni stoją za świetnym Dead Nation z 2010 roku?), ale może dzięki Saros się to zmieni. Super gry!

Plusy

  • Wciągający i satysfakcjonujący gameplay
  • Modyfikatory rozgrywki
  • Ciekawy świat przedstawiony

Ocena

8.5 / 10

Minusy

  • Nie ma tego efektu "wow" co przy Returnal
K W.

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze