W ciemnym, głodnym lesie – recenzja książki. Przystawka

Przemysław Piotrowski, znany pisarz kryminałów, postanowił wyjść ze swojej strefy komfortu i sięgnąć po inny gatunek – horror. Co z tego wyszło?

Młoda kobieta znika w Bieszczadach. Nie była pierwsza. Jaką tajemnicę kryje pobliski las?

Czyściec – niewielka wieś w Bieszczadach. To tutaj przed laty po raz ostatni widziano siostrę Niny. Sprawa nigdy nie została rozwiązana.

Po latach historia się powtarza. W tym samym miejscu znika kolejna dziewczyna. Nina, dziś dziennikarka, rozpoczyna własne śledztwo. Odkrywa, że zaginięć było więcej, a wszystkie mają związek z jednym miejscem – okolicznym lasem.

Mieszkańcy milczą, jakby coś ukrywali. Jakby wszyscy wiedzieli więcej, niż chcą zdradzić. Każdy ostrzega przed lasem. Każdy powtarza to samo: las zabiera i nie oddaje.

Im bliżej prawdy jest Nina, tym większe grozi jej niebezpieczeństwo. W Czyśćcu nie znika się bowiem przypadkiem…

– opis wydawcy

Zobacz również: Historia gier wideo – recenzja książki. Od trzech pikseli na krzyż po molochy AAA

W ciemnym, głodnym lesie to początek nowego cyklu Przemysława Piotrowskiego. Po raz pierwszy jednak nie będzie to seria kryminałów – historia Niny Baceli, choć zahacza o kryminalne wątki, ma mieszać w sobie oprócz tego również elementy thrillera i horroru. Lata temu siostra głównej bohaterki zaginęła w nieznanych okolicznościach w małej wsi w Bieszczadach. Teraz zaś, w tym samym miejscu, znika kolejna dziewczyna. Nina postanawia wybrać się do Czyśćca, teoretycznie by zbadać sprawę nowej zaginionej, a w praktyce – licząc, że odkryje wreszcie prawdę o siostrze. Mieszkańcy wsi jednak solidarnie tkwią w zmowie milczenia, a z każdą próbą przełamania jej Nina naraża się na coraz większe niebezpieczeństwo.

Fot. materiały promocyjne (Czarna Owca)

Fabuła książki zapowiadała się naprawdę ciekawie. Zapomniana przez Boga i ludzi wiocha to może nie najoryginalniejsze na świecie, ale z pewnością bardzo klimatyczne miejsce do osadzenia horroru. Pochłaniający ludzi las także brzmiał interesująco – okultyzm? Magia? A może jednak zwykły, żywy morderca, wokół którego przez lata narosła legenda? Furtki były różne, aczkolwiek ta, na którą ostatecznie się zdecydowano, zmarnowała nieco swój potencjał. Ale po kolei.

Zobacz również: Homer na nasze czasy – przedpremierowa recenzja książki

Historia ma moim zdaniem nie do końca trafione tempo. Jak na zaledwie 300 stron, przez pierwszą połowę bardzo mi się ciągnęła. Nina cały czas robi zasadniczo to samo – albo wścieka się na mieszkańców, którzy raz po raz każą jej trzymać się z daleka od lasu, albo do rzeczonego lasu włazi. A potem coś ją tam straszy, więc wyłazi. I znowu ktoś ją przestrzega, żeby przestała tam chodzić. A ona się obraża i znowu idzie. No i tak się kręcimy przez większość książki. Pewnym powiewem świeżości było wrzucenie do tego schematu drugiego bohatera, Adama, aczkolwiek długo się nim nie nacieszyłam. Nie dostał zbyt wiele czasu dla siebie w tej historii.

Fot. materiały promocyjne (Facebook/Przemysław Piotrowski – pisarz)

Zanim jednak o bohaterach, chciałabym – bezspoilerowo – wspomnieć o samej końcówce. Jednym z ważniejszych etapów punktu kulminacyjnego było tutaj pewne spotkanie. Autor nabudował przed nim sporo napięcia; dało się odczuć, że to właśnie jest ten moment, w którym wszystko się rozstrzygnie. Co jak co, ale tworzyć atmosferę niepokoju to Piotrowski potrafi. Problem w tym, iż miałam wrażenie, że konceptowi na to spotkanie trochę brakowało środka. To znaczy: musiało się ono odbyć i miało na końcu doprowadzić do konkretnej sytuacji, ale sam jego przebieg zdawał się jakiś taki niezręczny, bez pomysłu. Na szczęście nie trwało ono długo, natomiast zawód i tak pozostał.

Zobacz również: Księga lata – recenzja książki. Love Tove

Żeby jednak nie było, to też nie tak, że W ciemnym, głodnym lesie to totalny fabularny niewypał. Książkę czytało się szybko i na pewnym etapie, mniej więcej w momencie pojawienia się wspomnianego wcześniej Adama, naprawdę mnie ona wciągnęła. Kiedy do Niny dołączył ktoś, kogo faktycznie dało się polubić, wrażenia z lektury od razu mi się poprawiły. Aż szkoda, że ten duet nie spędził ze sobą więcej czasu. Ich relacja to moim zdaniem najjaśniejszy punkt tego tytułu i z chęcią zagłębiłabym się w nią bardziej, bo było tam co przepracowywać.

Fot. materiały promocyjne (Czarna Owca)

Skoro już zaczęłam temat bohaterów, trzeba chyba w końcu zaadresować słonia w pokoju, że tak sobie pozwolę przekalkować z angielskiego. Nina Bacela trafiła niestety do mojego top 5 najbardziej drażniących książkowych głównych bohaterek. Jest głośna, obcesowa, ma ewidentne problemy z agresją werbalną i niespecjalnie kwapi się do myślenia, zanim coś zrobi czy powie. Nie ma w niej za grosz taktu, a własne cele stawia jako najwyższy priorytet, dążąc do nich nawet wtedy, gdy trzeba w tym celu kogoś zmanipulować bądź do czegoś zmusić. Nie wyobrażam sobie, że ktoś taki jak ona miałby pracować z ofiarami przemocy – a teoretycznie tym zajmuje się na co dzień. Patrząc na to, jak w przeszłości potraktowała Adama, a potem kobiety na terapii, to prędzej pasuje na sprawczynię tejże przemocy niż na bohaterkę. Pewnie przeczytam jeszcze z jeden tom jej przygód, ale jeśli nie zajdzie tam jakiś gruntowny rozwój postaci, to chyba się pożegnamy.

Zobacz również: Level Up 3. Próba – recenzja książki. Gra o wszystko

W kontraście do niej mamy tutaj jeszcze wspominanego już wcześniej Adama. Rzeszowski policjant jest zupełnym przeciwieństwem narwanej dziennikarki. Analizuje rzeczy na chłodno, stara się być cierpliwy i kulturalny, a przy okazji stopuje Ninę, gdy ta znowu zaczyna się zachowywać jak wariatka. To on był moją ulubioną postacią i bardzo podratował moją ostateczną ocenę. Jeśli warto po coś przeczytać ten tytuł – poza samym klimatem, który też bywa świetny – to dla niego. Naprawdę chciałabym poznać jakąś alternatywną wersję tej historii, gdzie Adam dostaje więcej pola do popisu. Zarówno w śledztwie, jak i w relacji z Niną.

Fot. materiały promocyjne (Czarna Owca)

Pod względem technicznym W ciemnym, głodnym lesie ma te same plusy i minusy co seria z Igorem Brudnym. Okładka jest świetna, redakcja już mniej. Odnośnie tego pierwszego, grafika z czaszką między korzeniami prezentuje się bardzo dobrze i od razu mnie kupiła. Co zaś się jednak tyczy drugiego aspektu – jestem świeżo po Sforze i zaczynam dostrzegać pewną prawidłowość.

Wygląda na to, że i sam autor, i jego redaktor (redaktorzy? Niestety nie wiem, kto zajmował się Sforą) niespecjalnie znają się na zwierzętach. W tym drugim tytule zupełnie pokiełbaszono rzeczy dotyczące wilków – z faktem, że tworzą one watahy, a nie sfory, na czele (i nie, tych słów nie używa się wymiennie). We W ciemnym, głodnym lesie natomiast nikt nie zweryfikował, iż sarny nie mają łap, tylko nogi, ewentualnie cewki. Mała rzecz, ale jednak redaktor powinien był to wyłapać. Tak samo nie wychwycono też „smażonego oleju”. Może i dałoby się to wybronić gramatycznie, ale wciąż brzmi to niespecjalnie naturalnie. „Gorący olej” albo „smażenina” załatwiłyby sprawę lepiej.

Zobacz również: Emisariusz. Powieść z Uniwersum gry Chernobylite – recenzja książki

W ciemnym, głodnym lesie niestety mnie zawiodło. Pomysł był fajny, klimat – dobrze zbudowany, ale rozwleczone tempo i wnerwiająca główna bohaterka pociągnęły całość w dół. Czytało się całkiem płynnie, styl pisania Piotrowskiego wciąż wchodzi gładko, ale trudno było mi naprawdę dobrze się bawić w momencie, gdy całość najeżona jest powtarzalnymi scenami i głupotami w wykonaniu Niny. Ostatecznie daję tej książce szóstkę na dziesięć, głównie za ciekawy pomysł, dobrze zbudowany klimat oraz Adama. Pewnie sięgnę jeszcze po drugą część, ale jeśli bohaterka ani powtarzalność akcji się nie poprawią, to dalsze tomy już sobie raczej odpuszczę.


W ciemnym głodnym lesie okładka

Autor: Przemysław Piotrowski
Okładka: Piotr Cieśliński
Wydawca: Czarna Owca
 Premiera: 3 czerwca 2026 r.
Oprawa: miękka
Stron: 328
Cena katalogowa: 49,99 zł


Powyższa recenzja powstała w ramach współpracy z wydawnictwem Czarna Owca. Dziękujemy!
Fot. główna: materiały promocyjne – kolaż (Czarna Owca)

Plusy

  • Adam i jego relacja z Niną
  • Klimat małej bieszczadzkiej wsi
  • Styl pisania autora

Ocena

6 / 10

Minusy

  • Nina
  • Powtarzalność i rozwleczenie akcji
  • Redakcja mogłaby być lepsza
Patrycja Grylicka

Fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze