Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru – przedpremierowa recenzja filmu. Powrót legendy

Po 21 latach od premiery serialu Awatar: Legenda Aanga fani nareszcie doczekali się kontynuacji tej produkcji.

Dużo perypetii miał ten film, oj, dużo. Najpierw 18 lat czekania na jakikolwiek sequel, później wyciek filmu do internetu, a na dokładkę brak oficjalnej premiery kinowej. Kiedy produkcja wreszcie zadebiutowała w streamingu w USA, polscy fani musieli obejść się smakiem – Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru trafił bowiem na platformę Paramount+, która nie jest dostępna w naszym kraju. Wtedy jednak cały na biało pojawił się SkyShowtime, ogłaszając oficjalną premierę filmu na polskim rynku. A ja, dzięki ich uprzejmości, mogłam zapoznać się z tą produkcją nieco wcześniej.

Zobacz również: Wszyscy moi wrogowie – recenzja filmu. Wolna amerykanka…

Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru skupia się na losach dorosłych już bohaterów. Gang Aanga rozwiał się po świecie i zajął własnymi sprawami. Tymczasem nasz główny bohater podróżuje po globie, poszukując pamiątek po magach powietrza, aby ocalić pamięć o ich kulturze. Wkrótce trafia na ślad starożytnej mocy, która może doprowadzić do odrodzenia magów powietrza. Na jego drodze staje również Tagah – drugi żyjący władca wiatru. Aang wraz z nowym towarzyszem i dawnymi przyjaciółmi wyrusza w podróż, by odnaleźć magiczny artefakt, zanim ten wpadnie w niepowołane ręce.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że jestem absolutną fanką serialowego Aanga, a poszczególne odcinki tej produkcji oglądałam już po kilkanaście razy. Nic więc dziwnego, że już od pierwszych minut filmu moje fanowskie serce zabiło mocniej. Po tylu latach wspaniale było ponownie zobaczyć znanych i lubianych bohaterów, w dodatku w ich doroślejszej wersji. Zobaczyć, jak potoczyły się ich losy, a także przeżyć z nimi kolejną przygodę. Już samo intro w filmie zostało zrealizowane w taki sposób, by oddany widz poczuł nutkę nostalgii. Przyznaję – dobrze było wrócić do tego świata.

Główni bohaterowie filmu prezentują się świetnie. Ich design jest wierny pierwowzorowi, podobnie jak obecne w produkcji lokacje. Przede wszystkim ujęła mnie jednak kreska tej animacji – poszczególne sceny są przedstawione tak pięknie, że można by się w nie wpatrywać godzinami. Obraz dopełnia współgrająca z nim muzyka, dzięki której cała opowieść zyskuje niepowtarzalny klimat. Wizualnie jest więc naprawdę świetnie, ale jak w takim razie prezentuje się fabuła tej produkcji?

Zobacz również: Tylko jedna noc – recenzja filmu. Żenadometr wybuchnął

Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru

Fanką Awatara jestem, jednak muszę przyznać, że fabuła filmu Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru była mocno schematyczna. W zasadzie już na początku można było domyślić się zarówno twistu fabularnego, jak i finału tej historii. Opowieści nie pomogła również Legenda Korry, późniejszy serial osadzony w tym samym uniwersum, którego akcja rozgrywa się po śmierci Aanga. Twórcy musieli trzymać się wersji wydarzeń przestawionych w Legendzie Korry, przez co widz znający tę historię mógł przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń filmu.

Mimo wszystko Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru wprowadza jednak ciekawy wątek Tagaha oraz nieznanej wcześniej widzom Awatar Sonam. Retrospekcje z udziałem tej dwójki uważam za jeden z lepszych elementów filmu. Jeśli chodzi natomiast o znanych nam już bohaterów, produkcja skupia się przede wszystkim na Aangu i jego wewnętrznych problemach związanych z zagładą jego ludu i kultury. W serialu wątek ten nie został poruszony zbyt dogłębnie, fajnie więc, że twórcy postanowili uczynić go główną osią fabuły. Niestety, przez takie rozwiązanie ucierpiały historie pozostałych bohaterów. Katara, Toph, Sokka i Zuko zdają się być jedynie tłem dla Aanga – sami dostają bowiem niewiele czasu ekranowego. Pozostałych postaci znanych nam z serialu zaś nie uświadczymy, ku mojej wielkiej rozpaczy.

Zobacz również: Spider-Man: Całkiem nowy dzień – recenzja filmu. Wstań, powiedz “nie jestem sam”

Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru

Awatar Aang: Ostatni Władca Wiatru to produkcja, na którą wielu fanów czekało od lat. Choć film nie jest pozbawiony wad, stanowi udaną kontynuację serialu, a miłośnicy Aanga z pewnością nie powinni poczuć się rozczarowani. Pozostaje więc mieć nadzieję, że w przyszłości ponownie zobaczymy kolejne przygody dorosłego władcy wiatru i jego grupy przyjaciół.

Fot. główna: kadr z filmu

Plusy

  • Bajeczna animacja!
  • Nostalgiczny klimat i powrót ukochanych bohaterów
  • Wątek Tagaha i Awatar Sonam

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Schematyczna fabuła
  • Mało czasu ekranowego dla pozostałych postaci
  • Gdzie jest Iroh?!
Katarzyna Florczak

Lubi pisać, czytać, czasem coś namaluje. Zdarza jej się oglądać serial do piątej nad ranem. Fanka starych kryminałów, spaghetti carbonara i zachodów słońca nad morzem.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze