Mandy (2018)
Z racji tego, że jestem trochę kinowym szopem praczem, lubuję się w wykopywaniu filmów z kosza. Jako pierwsze zatem chciałbym polecić DVD z Nicolasem Cagem bowiem moja polecajka bez produkcji z tą twarzą zwyczajnie nie mogłaby się obejść. Mandy opowiada historię o tym jak totalnie odjechana sekta zabija facetowi żonę, po czym ten, nie inaczej, szuka zemsty. To w zasadzie tyle. Jednak to w zupełności wystarczy by zapewnić widzowi krwawe, psychodeliczne show. Jeśli szukacie kwasowego bad tripa doprawionego kinem o mścicielach w dwugodzinnym wydaniu, możecie zakończyć swoje polowania. Oszałamiający wizualnie, z bajecznym soundtrackiem. Poza tym jest tu Nicolas Cage cageujący na pełnym Cage’u do potęgi Cage’a. No i Cage tu Cagem, Cage’a pogania. Fenomenalne przeniesienie obrazów rodem z kartoników z LSD na ekrany LCD.
Terrifier – Masakra w Halloween (2016)
Idealny na noc 31 października. Zwłaszcza jeśli macie ochotę ją przedłużyć do późnego popołudnia 1 listopada, bowiem po tej produkcji trudno może być zasnąć. Fani fantazyjnego gore dostaną tutaj prawdziwe mięso i to absolutnie dosłownie. Sceny gore są kreatywne i wykonane z pełnym szacunkiem dla sztuki praktycznych efektów specjalnych. Film dosłownie ocieka klimatem slasherów z ery VHS. Jest w tym samoświadomy, ale nie bezczelny. Wygląda jak rodem wyciągniety z lat osiemdziesiątych, jednak potraktowany porządną posypką ze współczesnej świadomości kulturowej. Znajdzie się tu oczywiście miejsce na psychopatycznego mordercę uganiającego się nastolatkami. W tej roli klaun imieniem Art z wyglądu przypominający nieślubne dziecko Marylina Mansona z Pennywisem. Charakterologicznie zaś to ktoś wyjęty z innej epoki, mim, dewiant seksualny i dziecko (?). Szczególnie zaskakująca mieszanka wybuchająca w twarz widzów hektolitrami krwi i flaków, z którą warto się zapoznać. Zwłaszcza, że już na dniach swą premierę ma sequel przygód czarno-białego kawalarza. Lojalne ostrzeżenie dla widzów o słabszych żołądkach, nie jedzcie w trakcie rzezi cyrkowca.
Gnijąca panna młoda (2005)
Prześliczna animacja z 2005 roku reżyserii Tima Burtona. Piękny morał, cudowna muzyka i wyśmienity dubbing. Duet Deppa i Bohnam-Carter w oryginalnej wersji mogę słuchać i oglądać godzinami, razem tworzą zgraną parę. Dla młodszych, dla starszych, idealne halloweenowe klimaty na jesienną porę.
Van Helsing (2004)
Oczywiście na Halloween nie mogło zabraknąć filmu kostiumowego, a mowa tu oczywiście o filmie Van Helsing z 2004 roku. Mroczny klimat Transylwanii połączony ze świetnymi aktorami to idealna kompozycja. Richard Roxburgh w swojej interpretacji Drakuli jest po prostu znakomity. Fabuła momentami jest nielogiczna, ale warto obejrzeć ten film w ramach Halloween i przenieść się w czasie do świata Van Helsinga.
Sok z żuka (1988)
Kolejna pozycja od Tima Burtona, tym razem wersja aktorska. Sok z Żuka to kwintesencja czarnego humoru z domieszką strachu i zwariowania. Zakręcony Micheal Keaton, przeurocza Winona Ryder. Nie da się bardziej oddać motywu Halloween niż w tej produkcji. Jest kolorowo, szalenie, czasami nawet strasznie. Tylko pamiętajcie – nie wypowiadajcie słowa beetlejuice trzy razy pod rząd…
Miasteczko Halloween (1993)
Wybierając się do pierwszego lepszego supermarketu zobaczycie z pewnością całą masę halloweenowych ozdób w najróżniejszych cenach (o jakości nie wspominając). Jeśli pójdziecie trochę dalej może uda wam się jednak wypatrzyć już pierwsze półki wypełnione zimowymi, świątecznymi bibelotami. Jeśli w waszych sercach kryje się podobny dualizm i z jednej strony szykujecie w swoich domach nastrój grozy, a z drugiej strony po cichutku śpiewacie Last Christmas, to musicie uwzględnić Miasteczko Halloween w waszych maratonach. Ten, kultowy już, musical może i was nie przerazi ale niewątpliwie zapewni masę dobrej zabawy.
