InwestyGatory – recenzja komiksu. Gadzi detektywi na tropie

Szukacie komiksu na wakacje dla swojej pociechy? Czegoś luźnego, zabawnego i kolorowego, w sam raz na popołudniowy relaks na plaży? Jeśli tak, to chyba mam pewną propozycję – przed Wami InwestyGatory.

InwestyGatory to komiks o dwóch aligatorach detektywach – Mango i Braszu należących do specjalnej szpiegowskiej organizacji o nazwie T.R.O.P. Tym razem dwóch gadzich speców od zagadek ma za zadanie odnaleźć zaginionego piekarza, Gustawa Wąsiora. Śledztwo przerywa im jednak inna nagła sprawa – na pobliskiej konferencji naukowej doszło do eksplozji i kradzieży jednego z wynalazków. Sprawy wydają się ze sobą raczej niepowiązane, aczkolwiek przez ich bliskie umiejscowienie szefostwo T.R.O.P.u ma pewne wątpliwości. Czy parze aligatorów uda się rozwiązać oba te śledztwa naraz?

Zobacz również: Sandman, tom 5: Zabawa w ciebie – recenzja komiksu

Fabuła komiksu jest z deka zagmatwana i miejscami dosyć absurdalna, ale w tym właśnie kryje się jej urok. Nie spoilerując zbyt wiele, zdradzę tylko, iż mamy kilka niezapowiedzianych zwrotów akcji i rozkosznie głupiutkich rozwiązań, dzięki którym trudniej się domyślić, co nas czeka na następnych stronach. I choć osobiście odrobinę bym ten komiks skróciła, trzeba przyznać, iż wszystko, co było do wykorzystania, zostało wykorzystane. Co więcej, udało się to nawet skleić w na swój sposób sensowną całość – no, może poza paroma mocno naciąganymi drobiazgami. Należy jednak pamiętać, że InwestyGatory to komedia pełną gębą – to nie fabuła, przynajmniej według mnie, stanowi ich trzon, a element komediowy. Zasadniczą część stanowią tutaj serie żartów, dosyć umiejętnie posklejane tak, aby dokądś rzeczywiście prowadziły.

A skoro tak, to na jaki typ humoru możemy tutaj liczyć? Z całą pewnością nie inteligencki, to mogę Wam zagwarantować. W końcu to komiks dla dzieci, prawda? W związku z tym dowcipy również są raczej dla dzieci. Mamy tutaj między innymi humor kibelkowy, jak to sobie dumnie nazwano na okładce, czyli stare, dobre żarty o kupie. Prócz tego gagi, gry słowne, absurdalne pomysły i najzwyklejszą w świecie głupkowatość bohaterów. Slapsticku raczej niewiele, acz wiadomo, co za dużo, to niezdrowo. I bez niego żartów jest tu więcej niż czegokolwiek innego.

Zobacz również: Czarodzieje i ich dzieje, tom 1 – recenzja komiksu. Mickey i spółka w świecie fantasy

Całkiem sporo w InwestyGatorach jest także easter eggów, po części specjalnie dopasowanych przez wydawnictwo Jaguar do polskiego odbiorcy. Tu gdzieś przemycono nazwę wydawcy, gdzie indziej znane cytaty czy piosenki. Może nie jest to szczególnie oryginalne zagranie, aczkolwiek jakoś tak mnie ono rozczuliło. Nie wiem, mnie się spodobało. Miałam czego wypatrywać.

Czas najwyższy jednak przejść do bohaterów, bo mamy już jakąś połowę recenzji, a o Mango i Braszu wciąż nic nie wiadomo. Aczkolwiek po tym akapicie wiele się w tej kwestii chyba nie zmieni – po pierwszym tomie generalnie niewiele mogę o nich powiedzieć. Bez wątpienia obaj są aligatorami. Co więcej – obaj to detektywi. Niesamowita sprawa, dziwne, nie? Ale tak na poważnie, to o ich charakterach nie wiadomo praktycznie nic. Mango jest skrajnym głuptasem, Brasz trochę mniej. I to by chyba było na tyle. Analogicznie wygląda zresztą sytuacja ze zdecydowaną większością postaci – ich główna, a najczęściej też jedyna cecha charakteru to comic relief. Wiadomo, komedia komedią, acz mam nadzieję, że w dalszych tomach przynajmniej główna dwójka nabierze odrobinę więcej barw.

Zobacz również: Kaczogród, tom 16 – recenzja komiksu. Początki Barksa w świecie Kaczogrodu

Inną rzeczą, która wypada w InwestyGatorach różnie, jest używany w nich język. Tłumacze mieli tu naprawdę trudny orzech do zgryzienia – przełożenie tylu zabaw słownych z angielskiego na polski to musiała być droga przez mękę. Nie wszystkie zresztą w ogóle da się przetłumaczyć, co widać już po samym tytule. Nic dziwnego więc, iż niektóre takie żarty wyszły w polskiej wersji dość niezgrabnie – nie będę się o to mocno czepiać, tego się po prostu nie dało zrobić lepiej. Zwrócę natomiast uwagę na nieco inny aspekt, a mianowicie dosyć skomplikowane słowa. Grupą docelową komiksu są dzieci od dziewiątego do dwunastego roku życia. Tymczasem w historii padają wyrazy, których ja w tym wieku na pewno nie znałam. Ba, nawet w swoim obecnym musiałam googlować przy czytaniu, jak wygląda tweed. Powątpiewam, by przeciętny dziewięciolatek posiadał taką wiedzę. Dobrze byłoby więc trochę uprościć język tu i ówdzie, a zbyt wyfiokowane określenia omijać, jeśli nie są konieczne.

Na koniec poświęćmy jeszcze pół minutki na styl rysunku Johna Patricka Greena. InwestyGatory narysowano prostą, schludną i czytelną kreską (i to na tyle prostą, że na końcu dostaliśmy nawet poradnik, jak samemu narysować głównych bohaterów. Bardzo fajny dodatek swoją drogą). Wartością artystyczną może i nie powalają, ale są naprawdę przyjemne dla oka. Niezłą robotę robią też wykorzystane przez Aarona Polka kolory – są żywe i radosne, jak na treści dla najmłodszych przystało. Pod względem wizualnym nie mam chyba nic do zarzucenia.

Zobacz również: Czarodziejki W.I.T.C.H., tom 4 – recenzja komiksu

Podsumowując, InwestyGatory to przyjemna poczytajka, która z pewnością spodoba się niejednemu młodszemu czytelnikowi. Mnóstwo tu pociesznego, głupkowatego humoru oraz przyjemnych kolorów, zaś opleciona wokół nich fabuła całkiem trzyma się kupy i nie jest przewidywalna. Odrobinę więcej charakteru u bohaterów i byłabym niemal w pełni ukontentowana.


InwestyGatory okładka

Autor: John Patrick Green
Tłumaczenie: Anna Lewicka
Wydawca: Jaguar
Premiera: 20 lipca 2022 r.
Oprawa: miękka
Stron: 204
Cena: 39,90 zł


Plusy

  • Pocieszne, choć czasem głupie żarty w miarę sprytnie składające się na fabułę
  • Ładna, kolorowa oprawa graficzna + dodatek na końcu
  • Przyjemne easter eggi

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • Bohaterowie pozbawieni charakterów, można ich określić jedną cechą
  • Trochę zbyt skomplikowane słownictwo jak na tę grupę docelową
Patrycja Grylicka

Zapalona fanka Far Cry 5 oraz książek Stephena Kinga. Zna się na wszystkim po trochu i na niczym konkretnie, ale robi, co może, żeby w końcu to zmienić i się trochę ustatkować.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze