MADiSON – recenzja gry. Zawał gwarantowany

Czy kiedykolwiek miałeś moment, kiedy grasz w grę i zastanawiasz się, dlaczego tak bardzo się dręczysz? Nie mówię o przechodzeniu kiepskiej gry, gdzie jest bug na bugu, a sterowanie ssie. Nie, mówię o tych grach, które sprawiają, że co pięć sekund jesteś o krok od zawału. 

MADiSON to klaustrofobiczny, intensywny horror z perspektywy pierwszej osoby. Grasz jako nastolatek o imieniu Luca (nie, nie ten Luca), który budzi się w swoim rodzinnym domu, z rękami pokrytymi krwią. Jak to się stało? Czy to jego krew, czy kogoś innego? Ktoś dobija się do zamkniętych drzwi, a Ty uciekasz w panice… To, co dzieje się później, to eksploracja nawiedzonego domu, w dodatku czasami na kwasie, gdy przemieszczasz się w czasie i demonicznych wymiarach, zawsze podążając za jakąś diabelską obecnością. Dostarcza to narracji, która jest skomplikowana, dobrze wymyślona i nieustannie trzyma w napięciu. Całość przypomina bardzo polskie Layers of Fear z domieszką Martha is Dead i legendarnego już P.T.

Zobacz również: Najlepsze polskie gry

Historia, atmosfera i dbałość o szczegóły są na wyjątkowo wysokim poziomie, ze świetnym klimatem horroru i kilkoma iście genialnymi scenami grozy. Nie jest to survival horror, o nie. Nasz główny protagonista jest uzbrojony jedynie w aparat polaroidowy. Działa to w ten sposób, że robiąc zdjęcia odpowiednim rzeczom lub miejscom, możemy odblokować kolejny obszar lub dostać wskazówkę co robić dalej. Na przykład użycie aparatu na pewnej ścianie ujawni drzwi, przez które można przejść. W grze pojawiają się też bardziej złożone zagadki, z czego niemal każda jest bardzo sprytnie pomyślana. Brawa dla twórców!

Pozostałe mechaniki rozgrywki należą do standardu – ot, bieganie i korzystanie z otaczających nas przedmiotów. Możesz wchodzić w interakcje z rzeczami, podnosić pewne przedmioty i przechowywać je w swoim inwentarzu. I tak, MADiSON posiada staroszkolny system zarządzania inwentarzem z ograniczonymi slotami, co sprawia, że musisz uważać na to, co podnosisz. Na szczęście możesz przechowywać przedmioty w sejfach. Nie widzę powodu, by mieć ten system w nowoczesnych grach – jest irytujący i nie służy niczemu poza frustracją i sztucznemu przedłużaniu rozgrywki.

Zobacz również: Najlepsze horrory w historii

Jak wspomniałem, w MADiSON zagadki są bardzo sprytnie pomyślane, ale jest też kilka takich, przy których można się zaciąć. Istnieją pewne sekcje – przypominające labirynty – które są nieco irytujące i bardziej frustrujące niż interesujące. Trzeba jednak oddać, że towarzysząca im atmosfera i ciasnota środowiska budują napięcie, zwyciężając nad wspomnianymi niedogodnościami.

Pod względem wizualnym, MADiSON również stoi na wysokim poziomie, szczególnie dzięki grze świateł i wykorzystaniu ciemności. Twórcy byli na tyle mądrzy, by nie ukazywać graczowi potworów w pełni okazałości. O nie, może nam coś mignąć przed ekranem, może nam się wydawać, że jakiś cień się poruszył, ale nigdy nie będziemy mieć czasu, aby dokładnie zobaczyć co na nas czyha. Będziemy za to często słyszeć złowrogie charczenie, a pośród niego imię naszego bohatera – Luca… Efekty środowiskowe, odgłosy i pomruki sprawią, że będziesz podskakiwał w taki sam sposób, jak w przypadku strachu wizualnego, zwłaszcza jeśli grasz ze słuchawkami, co jest bardzo zalecane. Nie przypominam sobie, żebym miał kiedykolwiek takie ciary na plecach – tak się robi horrory, drogie Bloober Team.

Zobacz również: The Quarry – recenzja gry. W lesie dziś zaśnie każdy

madison

MADiSON to naprawdę dobry horror. Przede wszystkim zawiera wszystko to, co dobry horror powinien mieć, a przy tym nie jest nudnym symulatorem chodzenia, jakich dostawaliśmy w ostatnich latach na pęczki. Nie jest idealny, ale ostatnio ciężko o dobry horror, tak też jak lubicie się bać – sięgajcie po tę grę.

Plusy

  • Nie jest to typowy symulator chodzenia w klimatach horroru
  • Kilka wybitnych scen grozy
  • Świetny klimacik

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Męczące mechaniki robienia zdjęć i systemu ekwipunku
  • Niektóre zagadki-labirynty
Filip Szafran

Fan Batmana. Lubi Popkulturę więc o niej pisze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze