Skrzynia pełna dusz – recenzja książki. Balsam na jesienne dni

Edmund zwany Kociołkiem i jego charakterna drużyna powracają, tym razem z misją odnalezienia mitycznej skrzyni, rzekomo wypełnionej bezcennymi duszami.

Skrzynia pełna dusz to trzecia część serii o zakręconej grupie awanturniczych bojowników, szukających przygód w krainie zwanej Doliną, gdzie lasy skrywają stworzenia mroczniejsze od trolli i goblinów, magia jest zakazana, a władcy to banda zadufanych w sobie półgłówków. Poprzednie części – Nie ma tego złego i Głodna Puszcza – przesiąknięte są luźnym, karczemnym humorem, swojskim klimatem i mieszanką charakterystycznych motywów fantasy. Największą siłą serii są bohaterowie, tak niedopasowani charakterami, jakby autor wyciągnął ich z magicznego kociołka osobliwości. Czy i tym razem drużyna do zadań specjalnych nie zawiedzie?

Skrzynia pełna dusz
Skrzynia pełna dusz, wyd. SQN

Marcin Mortka popadł w niemały obłęd pisarski, publikując już szóstą w 2022 roku powieść fantasy. Seria Nie ma tego Złego tymczasowo ustąpiła miejsca bliźniaczym Straceńcom Madsa Voortena, lecz wierni fani cierpliwie czekali na powrót Kociołka. Tym samym oczekiwania nieco urosły, a utrzymywanie równego poziomu serii, to problem, któremu wielu pisarzy nie podołało.

Zobacz również: Kołysanka dla czarownicy – recenzja książki. Uważaj na Wilczą Jagodę…

Nadeszła jesień, a wraz z nią pierwsze chłody. Kociołek, strudzony licznymi przygodami, oddaje się pracy w gospodarstwie. Karczma i rodzina zajmują całą jego głowę, a za bohaterskimi wyprawami nie tęskni. W przeciwieństwie do swoich kompanów, którzy dają mu do zrozumienia, że dziadzieje. Widmo Złego czyha jednak nad Doliną, a Kociołek mimowolnie zostaje wplątany w kolejną awanturę przez… trolle z Głodnej Puszczy, które odwiedzają jego karczmę.

Gnany troską o Dolinę, w obliczu rosnącego zagrożenia ze strony Złego, planuje zyskać wsparcie księcia Ruperta. Możny ma długą listę powodów, by nie przepadać za Kociołkiem, a przykre zrządzenie losu sprawi, że owa lista jeszcze się wydłuży. Drużyna zostaje oddzielona od dowódcy, co okaże się katastrofalne w skutkach. Bohaterzy zyskują sobie nienawiść całego królestwa, a Kociołek zostaje okrzyknięty wrogiem publicznym. Tymczasem Złe rośnie w siłę.

Zobacz również: Wielka wojna o Pierścienie Władzy – o toksyczności Hollywoodu i fandomów

Seria Nie ma tego Złego wyróżnia się nutką realizmu, umiejętnie wkomponowaną w fantastyczne realia. Przynajmniej tak było dotychczas – Skrzynia pełna dusz odtrąca bowiem owe pozory, eksponując baśniowy klimat. Mortka zgrabnie absorbuje czytelników do tej zmiany, regularnie używając w powieści wyrazu baśń, co pobudza podświadomość i przywołuje bajkowe skojarzenia.

Skrzynia pełna dusz to powieść przepełniona akcją, zwrotami fabularnymi i scenami walki. Autor podtrzymuje uwagę czytelnika, co jakiś czas zaskakując i wzbudzając ciekawość. Zabarwia też historię charakterystycznym Mortkowym Humorem (tak, sam wymyśliłem tę nazwę), co nadaje jej lekkości. Nie ma tu miejsca na nudę, jest za to przestrzeń dla intrygującego świata. Książka pełna jest nawiązań i zapożyczeń z kanonu literatury fantastycznej. Jest więc szczypta Wiedźmina Sapkowskiego, odrobina Władcy Pierścieni Tolkiena, a na deser nieco Opowieści z Narnii Lewisa. Skrzynia to jednak dzieło Marcina Mortki, zatem to jego wprawne pióro i swojski esprit czuć najwyraźniej.

Zobacz również: Wiedźmin od Netflixa – co poszło nie tak?

Jak już wspomniałem, największą siłą serii są bohaterowie – grupę tworzą zupełnie różne, często przeciwstawne osobowości. Tajemniczy elf Eliah, milusi goblin Zwierzak czy żartobliwy krasnolud Gramm, to kompani, z którymi każda fantastyczna przygoda jest czystą przyjemnością. Tym razem jednak czuję niedosyt. W Skrzyni nie dowiadujemy się nic nowego o bohaterach, Eliah pozostaje w tle, obecności Żychłonia możecie nawet nie zanotować. Najgorzej ma się Gramm, którego rola ogranicza się do okazjonalnego rzucenia zabawnym tekstem. Jedynie Urgo dostaje swoje pięć minut, choć jego wątek prowadzi donikąd. Po przeczytaniu książki czuję się, jakbym spędził obiad w towarzystwie dawno niewidzianych przyjaciół i nie wymienił z nimi nawet jednego zdania.

W Skrzyni pełnej dusz drużyna Kociołka podejmuje się licznych zadań, które sprowadzają się do jednego – walki ze Złym. Bohaterzy odwiedzą Głodną Puszczę, zawędrują na niebezpieczne mokradła, a nawet do ukrytego królestwa, gdzie czas płynie inaczej. Złe czyha na ich życie, jego działania okazują się jednak nieudolne, a drużyna wychodzi ze wszystkich opresji z łatwością równą układaniu puzzli. Utalentowani bojownicy mają niewiele miejsca, by się wykazać, a szkoda, bo w takich sytuacjach ogląda się ich najciekawiej. W Skrzyni dzieje się niewiele istotnych wydarzeń, a większość wątków nie ma większego znaczenia w historii Kociołka i Doliny. Fabułę śledziłem z przyjemnością, nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że prowadziła donikąd.

Zobacz również: Najpotężniejsze smoki ze świata fantasy

Pozwoliłem sobie trochę ponarzekać, bo czuję lekki niedosyt – który to, jak się okazuje, tylko podsyca moją ciekawość wobec kolejnych części. Seria Nie ma tego Złego to coś, czego brakowało w literaturze fantastycznej. Lektura funduje lekką rozrywkę dla starszych odbiorców, zakrapianą humorem i pamiętnym klimatem. Marcin Mortka czuje fantastykę na szalenie wysokiej częstotliwości, co pozwala mu zgrabnie żonglować znanymi motywami, jednocześnie tworząc swój własny, nietuzinkowy świat. Przy tym doskonale włada emocjami czytelników, kiedy więc mamy czuć zachwyt – czujemy, kiedy mamy się niepokoić – niepokoimy, kiedy mamy się śmiać – śmiejemy. Seria Mortki stanowi idealny balsam na gorsze dni, kiedy potrzeba nam ciepła i spokoju.

Skrzynia pełna dusz
Skrzynia pełna dusz, wyd. SQN

Skrzynia pełna dusz nie wprowadza wiele do historii Kociołka, wydaje się być raczej przystankiem przed kolejną częścią. Brakuje też bohaterów, których dostajemy w małych dawkach. Nie znaczy to jednak, że książka nie jest warta zachodu. Nowa powieść Marcina Mortki to wzorowy przykład fantastyki, która łączy dziecięce marzenia z dojrzalszą percepcją w baśniowym świecie, gdzie wszystko jest możliwe, z kompanami, dla których nie ma rzeczy nieosiągalnych. Mistyczny klimat sprawia, że Skrzynia idealnie wpasowuje się w jesienne wieczory z ciepłą herbatą w jednej, a książką w drugiej dłoni. Ja czytałem w ten sposób i bawiłem się wyśmienicie (tylko z herbatą radzę ostrożnie, może się rozlać podczas wybuchów śmiechu).

Czuję potrzebę wspomnieć o fenomenalnej pracy Piotra Sokołowskiego, który odpowiada za ilustracje na okładkach. Wystarczy spojrzeć na dowolną książkę z serii, by poczuć jej klimat równie wyraźnie, co podczas czytania. Te okładki są po prostu piękne.

ŚLEDŹ NAS NA IG

Niniejsza recenzja powstała przy współpracy z wydawnictwem SQN.

Plusy

  • Intrygujący bohaterowie, których nie sposób nie lubić
  • Fantastyczny, baśniowy świat
  • Styl opowiadania i Mortkowy Humor

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Nie poznajemy bliżej bohaterów
  • Wątki fabularne prowadzą donikąd
Karol Żołowicz

Zawsze chętny do dyskusji o popkulturze, fanatyczny bibliofil i miłośnik filmografii. Wychowany na horrorach ubiegłego wieku, obecnie rozmiłowany w literaturze fantastyki i grozy. Kocha Lovecrafta, filmy z Willemem Dafoe, ciszę oraz pączki bez nadzienia.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze