God of War Ragnarok – recenzja gry. Ojciec, syn i duch Sparty

Cztery lata po jednej z najlepszych w mej opinii gier w historii – reboota God of War – doczekaliśmy się sequela ze złowieszczym podtytułem Ragnarok.

W recenzji przygód Kratosa z 2018 roku rozpływałem się nad tym, jaką drogę pokonali Cory Barlog wraz ze swoim teamem z Santa Monica Studio. Jaką drogę pokonał sam Kratos – z żądnego krwi i zemsty bestialskiego wojownika do stonowanego, zimnego ojca, który musi wychować syna. Ta ewolucja świata Boga Wojny dla kogoś, kto dorastał z tą serią od jej początków w 2005 roku, to było naprawdę niesamowite doświadczenie. A skoro jest zasada, że każda kolejna przygoda Kratosa jest lepsza od poprzedniej, wprost nie mogłem się doczekać, co przyniesie nam God of War Ragnarok. Jak się okazało, przyniósł niemałe rozczarowanie…

Zobacz również: God of War – Uwikłani w mit

Żeby nie było – Ragnarok to dobra gra. Wyróżnia się mocno chociażby na tle dzisiejszych tasiemców pokroju Assassin’s Creed, cechując się najwyższym możliwym poziomem produkcji. Sony pod tym względem jest takim odpowiednikiem Pixara. Obie te firmy są synonimami najwyższej jakości produkcyjnej, którą może dostarczyć w danej kategorii tylko ta marka. I tak jak u Pixara, tak i u Sony, czasami pojawiają się arcydzieła, a czasami projekty, które nie do końca mają wszystkie elementy rozłożone tam, gdzie trzeba. I nawet jeśli są to w ogólnym rozrachunku produkcje dobre, to dla nas trochę za mało, bo po tych firmach oczekujemy za każdym razem arcydzieł.

God of War Ragnarok arcydziełem nie jest i mimo fantastycznej strony audiowizualnej, uważam, że jest to najsłabsza część serii obok Wstąpienia z 2013 roku. Gra zaczyna się naprawdę obiecująco, bo już w pierwszej godzinie walczymy z Freją, napierdzielamy się na gołe pięści z niedźwiedziem, by następnie skonfrontować się z nikim innym jak samym Odynem i Thorem. Niestety, od tego momentu do samego końca głównego wątku fabularnego (20-25 godzin) będziemy poruszać się wedle ustalonego schematu, który zachwieje wiarą nawet największych fanów serii. Po 8-10 godzinach rozgrywki naprawdę miałem ochotę odłożyć pada na półkę i zająć się czymś ciekawszym – grzybobraniem, podlewaniem kwiatków czy nawet ograniem po raz setny przygód Kratosa z ery PlayStation 2.

Zobacz również: Najlepsze gry 2022 roku

O jakim schemacie mówię? Ano takim, że cała ta gra jest zbudowana na takich samych misjach. Idź z punktu A do punktu B, stocz po drodze 5-6 walk z tymi samymi przeciwnikami, rozwiąż ze dwie zagadki logiczne i dostaniesz pokazówkę. Następna misja – idź z punktu A do punktu B, stocz po drodze 5-6 walk z tymi samymi przeciwnikami, rozwiąż ze dwie zagadki logiczne i dostaniesz pokazówkę. Następna misja – UROZMAICENIE! Bo tym razem nie grasz Kratosem, a Atreusem!

Niestety, rozgrywka nie należy do mocnych stron Ragnarok. To powtórka z 2018 roku, nieco urozmaicona (wszakże gramy wspomnianym Atreusem), ale przy tym tak rozwleczona, że autentycznie odechciewa się grać. Większym rozczarowaniem jest chyba tylko sama fabuła i choć to niepotwierdzone info, wyczytałem gdzieś w odmętach Internetu, że początkowo historia w God of War Ragnarok miała być całkowicie inna i oscylować wokół podróży w czasie. Ta istotna zmiana decyzji może w jakimś stopniu tłumaczyć to, co dostaliśmy w finalnej wersji. A jest tu trochę bałaganu, pomieszania z poplątaniem, niezrozumiałych decyzji, a przede wszystkim brak swego rodzaju epickości, która towarzyszyła nie tylko podczas greckiej sagi, ale i w części z 2018 roku.

Zobacz również: TOP10 – ulubione gry Rednacza Wdowika

Z jednej strony mamy tu do czynienia z tytułowym Ragnarokiem – końcem świata. Wpleciony w ten wątek jest motyw przepowiedni, losu i przeznaczenia – zarówno Kratosa jak i Atreusa/Lokiego. Mrocznie? No mrocznie, ale zarówno mroku jak i stawki, o jaką grają bohaterowie, w ogóle nie czuć. Rozumiem też, że to inne gry niż ich greckie odpowiedniki sprzed lat – tam od początku do końca było brudno, surowo i apokaliptycznie. Ale w momencie, kiedy bohaterowie głowią się jak powstrzymać Ragnarok, a na ramieniu Kratosa usiadł puchaty, przerośnięty wiewiór, a jedna z bohaterek rzucała tęczowe zaklęcia, zacząłem się zastanawiać o co chodzi.

Drugim takim wątkiem przewodnim była relacja Kratosa i Atreusa, stającego się co raz bardziej niezależnym od swojego ojca. Żartobliwe przeinaczenie tytułu gry – Dad of War – naprawdę mogłoby mieć tu zastosowanie, wszakże mamy tu również poruszone relacje na linii Odyn-Thor czy Thor-jego córka. Nie wiem jednak czy klisze z filmów o ojcu i buntującym się nastolatku to dobry materiał do świata God of War. Bo choć niesie to ogromny bagaż emocjonalny i rzeczywiście kilka razy byłem pod wrażeniem zachowania Kratosa czy ogółem tej relacji, wychowywanie dziecka i docieranie się z rodzicem nie klei mi się z Ragnarokiem i końcem świata…

Zobacz również: The Last of Us, Part 1 – recenzja gry

Czy to koniec historii Kratosa? Zakończenie sugeruje że następna odsłona skupi się już na Lokim, zaś nasz ukochany Spartiata w końcu będzie cieszył się spokojem. Czas pokaże. Na razie jednak, z bólem serca stwierdzam, iż God of War Ragnarok nie będzie moją grą roku. Choć jest to gra na dziesiątki godzin, a do tego jeszcze z obłędną stroną audiowizualną, tak w tej części zdecydowanie coś poszło mocno nie tak w kwestii scenariusza i wyważenia rozgrywki.

Plusy

  • Dojrzała emocjonalnie historia...
  • Ogromna mapa z mnóstwem rzeczy do odkrycia
  • Audiowizualna uczta dla oka i ucha

Ocena

7 / 10

Minusy

  • ... jednak bez interesującej fabuły, ciekawych zwrotów akcji czy zapadających w pamięć momentów
  • Schemat idziesz-walczysz-idziesz-walczysz-pokazówka nudzi się NAPRAWDĘ szybko, a jest powielany przez całą grę
Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze