Tekst pierwotnie opublikowany 4 kwietnia 2021 roku
Słowem wstępu. Szczerze powiedziawszy, zakładając ten portal, raczej nie przewidywałem na nim treści typu „TOP RANKING MUSISZ GO OBEJRZEĆ NAJLEPSZE FILMY SAMA ŚMIETANKA SUPER PRODUKCJE Z WERONIKĄ ROSATI”. I nadal nie przewiduję. Po pierwsze dlatego, że gardzę clickbaitami, o czym będziecie się mogli przekonać za jakiś czas. Po drugie, w ogóle bym nie czerpał przyjemności z napisania czegoś takiego.
W swojej karierze paradziennikarskiej wielokrotnie musiałem tworzyć właśnie takie potworki, co się klikajo, zamiast pisać o czymś, co mi się naprawdę podoba i na czym się znam. Dlatego – jeśli kogoś to obchodzi – obiecuję, że kiedy na naszym portalu pojawią się rankingi, quizy, ankiety i inne tego typu prostackie formy uprawiania dziennikarstwa, to będą robione albo ze stuprocentowym oddaniem i pasją, albo ze stuprocentową chęcią wywołania u was banana na ryjku. Nic poza tym. No, a teraz, z okazji zmartwychwstania pana Jezusa zapraszam do zapoznania się z naszym zestawieniem. Pragniemy przypomnieć wam znane i te mniej znane, dobre i te nieco mniej dobre, oryginalne i kompletnie sztampowe filmy o zombie, które każdy fan gatunku znać powinien. Lista ułożona chronologicznie. A, i zestawienie będzie aktualizowane, także jeśli coś oglądniemy albo wyjdzie coś nowego i będzie zasługiwało na miejsce na tej liście, to na pewno się tu znajdzie.
Noc Żywych Trupów (1968), reż. George A. Romero
Nasz ranking Najlepsze filmy o zombie rozpoczynamy od legendy. Film, od którego wszystko się zaczęło. No, może nie do końca, bo martwi powstający z grobu pojawiali się w kinie jeszcze wcześniej, niż wizja zombie z Nocy Żywych Trupów. White Zombie z 1932 (!) roku, I Walked with a Zombie z 1943 oraz The Plague of the Zombies z 1966 roku przedstawiały żywe trupy na podstawie wierzeń wyznawców vodoo na terenie Haiti. Dopiero dzieło Romero nadało zombiakom kształt i formę, jaką znamy współcześnie. Night of the Living Dead jest dziś własnością publiczną, a więc można go legalnie ściągać z sieci czy wykorzystywać fragmenty filmu i scenariusza. Wszystko to za sprawą niefortunnej pomyłki i niezabezpieczenia produkcji prawami autorskimi. Sam film? Jestem dość świeżo po rewatchu i mimo ponad pięćdziesiątki na karku, trzyma się moim zdaniem wyśmienicie. Może nie straszy, ale klimat robi robotę, zaś przekaz wciąż pozostaje aktualny.
Żywe trupy w Manchester Morgue (1974), reż. Jorge Grau
Eksperymentalne pestycydy testowane na farmie powodują, że umarli powstają z grobów. Miejscowy policjant (Arthur Kennedy) oskarża o dokonane przez nich morderstwa dwóch podróżujących po Anglii hipisów. Kiedy wszyscy odkryją prawdę, razem będą musieli zmierzyć się z przerażającymi trupami.
Świt Żywych Trupów (1978), reż. George A. Romero
Po kasowym przeboju nastaje sequel, tak więc po Nocy nastąpił Świt. Tyle, że… dekadę później. To mój ulubiony film na tej liście. Co któryś re-watch, wyzwala on we mnie agresję, bo do głowy przychodzi mi myśl „pieprzyć biegające zombie. Jak mawiał ojciec zombiaków i reżyser Nocy, Świtu oraz Dnia Żywych Trupow, George A. Romero, śmierć nie daje ci zastrzyku adrenaliny i coś w tym rzeczywiście jest. Jego pierwsza trylogia traktująca o żywych trupach to dziś pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika zombie, a jej diamentem w koronie jest właśnie Świt Żywych Trupów, stanowiący przede wszystkim nie horror, a satyrę na konsumpcjonizm. Istny unikat. Gdyby nasz ranking Najlepsze filmy o zombie nie był chronologiczny a według ogólnej oceny, to byłby bezapelacyjnie numer jeden na liście.
Zombie pożeracze mięsa (1979), reż. Lucio Fulci
Jeśli obiła się wam o uszy lub oczy scena, w której zombie walczy z rekinem, to śpieszę wyjaśnić – tak, to z tego filmu. I tak, ten film, mimo posiadania takiej absurdalnej sceny, jest filmem jak najbardziej dobrym, o czym powinno świadczyć zresztą samo nazwisko reżysera. Powstały jako kontynuacja filmu Świt Żywych Trupów (we Włoszech znanym jako Zombi – stąd oryginalny tytuł filmu Zombi 2), nie ma za wiele wspólnego ani z osobą George’a A. Romero, ani z samym Świtem. I pewnie w dziewięciu przypadkach na dziesięć, takie dziwne podpinanie się pod kasowy przebój zakończyłoby się katastrofą. Jednak film mistrza horroru, Lucio Fulciego może nie przebija oryginału, ale zbliża się do niego na zaskakującą bliską odległość.
Re-Animator (1985), reż. Stuart Gordon
Herbert West (Jeffrey Combs) student medycyny opracowuje miksturę, która pozwala przywrócić do życia zmarłych. Wspólnie ze swoim kolegą Danem Cainem (Bruce Abbott) i koleżanką Megan Halsey (Barbara Crampton) rozpoczynają eksperymenty na martwym kocie aby sprawdzić skuteczność specyfiku. Rezultaty są zaskakujące. Rozemocjonowany Herbert postanawia przeprowadzić podobny eksperyment w przyszpitalnej kostnicy…
Dzień Żywych Trupów (1985), reż. George A. Romero
Ostatnia część oryginalnej zombie trylogii Romero ukazała się w 1985 roku i nosiła tytuł Dzień Żywych Trupów. Romero raz jeszcze zagłębił się w odmęty ludzkich zachowań, przybliżając i rozwijając przy tym charakterologię zombie. To w tym filmie właśnie, po raz pierwszy przedstawiona została natura żywych trupów, nie tak prosta jak by się wydawało na pierwszy rzut oka. Dzień przedstawia pierwszego inteligentnego zombiaka, potrafiącego nawet wybełkotać proste słowa. Day of the Dead, choć fabularnie wypada chyba najsłabiej z trylogii, to na pewno może pochwalić się najlepiej zrobionymi zombiakami w historii kina. Charakteryzacja robi swoje i gdy myślę zombie, to przed oczami widzę ostatnie sceny tego filmu.
CZYTAJ DALEJ: NAJLEPSZE FILMY O ZOMBIE

O panie, z listy zombie tylko Coś tam żywych trupów pamiętam, jak za dziecka oglądałam i to, pamiętam scenę zaciupania kobiety szpachlą przed ukąszone dziecko.
Zaś Residenta 1 – to ja cenię, lubię ten film. Miał swój klimat – reszta części już były mocno przekombinowane. Serial zaś Żywych trupów hmm może do początków 5 sezonu dotrwałam. Koszone trawniki w końcu zrobiły swoje 😀
To Noc Żywych Trupów oglądałaś w takim razie 😛 A Żywe Trupy to naprawdę niezły serial, ale ma momenty, po których sam go rzucałem. Ze trzy razy się zdarzyło – koło czwartego, szóstego i ósmego sezonu. Za każdym razem dawałem szansę i cieszę się, że go ostatecznie nie rzuciłem. Chociaż powiem Ci, że od 7 sezonu to ten serial robi właściwie jedna postać – Negan. I dla niego się ogląda to tylko
Ciągle na tej stronie przywołujesz White Zombie (1932), kiedy o wiele lepszym filmem z tamtej epoki jest I Walked with a Zombie (1943), zasłużonego zresztą dla horroru reżysera (autor najbardziej cenionego horroru z lat 40. – Cat People).
Do kanonu należą też Żywe trupy w Manchester Morgue (1974), które według aspiracji rzymskiego studia miały być Nocą żywych trupów w kolorze (udało się). No i nie zapominajmy o O miłości i śmierci (1994), udanym mariażu horroru i czarnej komedii.