Najlepsze filmy z zombie


Zombieland: Kulki w łeb (2019), reż. Ruben Fleischer


Cóż można powiedzieć o sequelu Zombieland? O dziwo sporo rzeczy. Ale niekoniecznie dobrych. Zacznijmy od idiotycznego, polskiego tytułu, który… No właśnie, co dokładnie ma oznaczać? Przecież on nie ma żadnego sensu. Sam film, no cóż. Osobiście bawiłem się na nim zdecydowanie lepiej niż podczas oglądania oryginału. Sądzę jednak, że to nie zasługa wybornego scenariusza, nowych bohaterów i wartkiej akcji, a… Elvisa Presleya, którego jestem wiernym fanem, a który pełni w fabule Kulek w łeb (ha tfu!) ogromną rolę. Bo sam film cierpi na sporo bolączek. Już pomijając te scenariuszowe (like, całe zawiązanie fabuły) – wyszedł zdecydowanie za późno. Cała dekada dzieli pierwszą część Zombielandu od drugiej. Zombie zdążyły (ponownie) odejść do lamusa, horrorem zawładnęły demony, więc nie powinno nikogo dziwić, że sukces Kulek w łeb (ha tfu!) był raczej umiarkowany, bez większych rewelacji. Ciekawostka – na podstawie sequela Zombieland wyszła gra, będąca upośledzonym kuzynem rewelacyjnej gry Dead Nation. Ciekawostka 2 – Mała Miss podobno była tak zła, że musieli wyciąć z finalnej wersji ogrom scen z jej udziałem.


#Alive (2020), reż. Il-hyeong Cho


Potworny wirus opanowuje miasto. Samotny mężczyzna zamknięty w mieszkaniu zostaje odcięty od pomocy i musi sam znaleźć wyjście z patowej sytuacji.


Ku Bei (2021), reż. Rob Jabbaz


Niegroźny do tej pory wirus Alvin zaczyna mutować, przekształcając się w niekontrolowaną zarazę zmieniającą ludzi w krwiożercze i bezwzględne bestie, które oddają się najniższym instynktom. Miasto zalewa fala okrucieństwa, tortur i gwałtów. Jim i Kat – młode małżeństwo rozdzielone makabrycznymi wydarzeniami – próbują odnaleźć do siebie drogę i przetrwać otaczających ich koszmar.


28 lat później (2025), reż. Danny Boyle


Danny Boyle i Alex Garland po 23 latach powracają do Wysp Brytyjskich pełnych zombie. Jednak czy jest to powrót udany? Po seansie byłem zachwycony! Nowy obraz Boyle’a to zjawiskowy blockbuster, jakiego próżno szukać we współczesnych wysokobudżetówkach.


28 lat później – część 2: Świątynia Kości (2026), reż. Nia DaCosta


28 lat później – Część 2: Świątynia kości to przede wszystkim produkcja oryginalna, po raz kolejny zaskakująca podejściem do tematu filmów o zombie. Scenariusz i odwaga twórców sprawia, że całość ogląda się z dużym zainteresowaniem. Wydaje się, jakby podczas produkcji zaczerpnięto inspirację z kilku różnych gatunków filmowych. Weźcie trochę komedii, odrobinę musicalu, dodajcie do tego horror i dramat. To główne składniki omawianej produkcji. W rezultacie horror jest naprawdę nieprzewidywalny, dzięki czemu widz nieraz w napięciu śledzi, dokąd prowadzi go fabuła i bohaterowie. Miejmy nadzieję, że o tym gdzie prowadzi, dowiemy się w ostatniej zaplanowanej części trylogii.


Resident Evil (2026), reż. Zach Cregger


Wśród ekranizacji gier ciężko o lepszą produkcję. Decyzja o tym, aby nawiązać do gier elementami gameplayu i odczuciami, jakie towarzyszą nam podczas pokonywania kolejnych poziomów, to strzał w dziesiątkę. Zach Cregger pokazał, że doskonale wie, jak zrobić dobry film na bazie gier wideo i to na swoich własnych zasadach. Fani docenią każde nawiązanie i mrugnięcie okiem, które są mistrzowsko wplecione w akcję. Jednocześnie dobrze będą się bawić osoby, które w żadną grę z serii nigdy nie zagrały. Nawet bez wyłapania tych wszystkich smaczków, wciąż jest to dobra rozrywka. Według mnie to jest właśnie adaptacja idealna. Trafia do fanów Resident Evil, a jednocześnie jest w stanie zainteresować odbiorców, którzy nigdy z grami Capcomu się nie zetknęli. Reżyser nie był zainteresowany zrealizowaniem wizji zagorzałych miłośników, uznaną przez nich za jedyną słuszną. Na pierwszym miejscu są tutaj dobra zabawa i porządnie zrealizowany film.

Strony: 1 2 3 4 5 6

K W.

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Ira

O panie, z listy zombie tylko Coś tam żywych trupów pamiętam, jak za dziecka oglądałam i to, pamiętam scenę zaciupania kobiety szpachlą przed ukąszone dziecko.
Zaś Residenta 1 – to ja cenię, lubię ten film. Miał swój klimat – reszta części już były mocno przekombinowane. Serial zaś Żywych trupów hmm może do początków 5 sezonu dotrwałam. Koszone trawniki w końcu zrobiły swoje 😀

Amer

Ciągle na tej stronie przywołujesz White Zombie (1932), kiedy o wiele lepszym filmem z tamtej epoki jest I Walked with a Zombie (1943), zasłużonego zresztą dla horroru reżysera (autor najbardziej cenionego horroru z lat 40. – Cat People).

Do kanonu należą też Żywe trupy w Manchester Morgue (1974), które według aspiracji rzymskiego studia miały być Nocą żywych trupów w kolorze (udało się). No i nie zapominajmy o O miłości i śmierci (1994), udanym mariażu horroru i czarnej komedii.