Najlepsze filmy z zombie


Świt Żywych Trupów (2004), reż. Zack Snyder


Biegające zombie? Ha tfu! Nim Snyder został znienawidzony przez połowę populacji przez swój wkład w filmowe uniwersum DC, a przez drugą połowę pokochany, miał na swoim koncie kilka całkiem niezłych filmów (i genialnych Strażników). Jednym z takich niezłych filmów był remake Świtu Żywych Trupów George’a A. Romero z 1978 roku. Snyder w zmyślny sposób przeniósł niemal 30-letni horror na obecne realia i sprawił, że świat raz jeszcze zainteresował się tematem żywych trupów. W przeciwieństwie do oryginału, niewiele tu satyry i społecznego komentarzu. Jest za to sporo krwi, flaków i rozwałki.


Wysyp Żywych Trupów (2004), reż. Edgar Wright


Edgar Wright to cholernie utalentowany reżyser. Ale zanim zaczął kręcić hity pokroju Scott Pilgrim kontra Świat czy Baby Driver, wraz z Simonem Peggiem i Nickiem Frostem stworzył tak zwaną trylogię Cornetto. Kręcąc Wysyp Żywych Trupów jeszcze nie wiedział, że będzie tworzył trylogię na modłę Trzech Kolorów Kieślowskiego, której głównym łącznikiem będą lody, ale i również motyw relacji międzyludzkich w kinie stricte gatunkowym. Bowiem tak jak Wysyp to horror (lekko naciągany, ale horror), tak uzupełniające trylogię Hot Fuzz i To już jest koniec to odpowiednio buddy cop movie i science-fiction. Przechodząc już jednak do samego Wysypu. Film ten jest w mojej ocenie najdoskonalszą parodią, pastiszem i zarazem hołdem oddanym żywym trupom. Fani gatunku na pewno docenią nawiązania do klasyki, ale frajdę da również wyśmianie przed Wrighta schematów, towarzyszących nieodmiennie bohaterom filmów z zombiakami.


Ziemia Żywych Trupów (2005), reż. George A. Romero


Minęły dwie dekady i Romero wrócił do tematu zombie. Ziemia Żywych Trupów ukazała się na fali rozpoczętej przez snyderowski remake Świtu i, no cóż. Filmowi nie można odmówić klimatu, który wylewa się z ekranu, jednak łatwo zauważyć, że coś tu do końca nie działa. Przyczyny szukałbym w dwóch miejscach. Po pierwsze – komentarz społeczny. Pomysł ciekawy. Realizacja? Nie kompletnie, ale chybiona, co idealnie podsumowuje jedna z ostatnich kwestii bohatera granego przez Simona Bakera. Po drugie – brak duszy. To pierwszy film, w którym Romero miał naprawdę spory budżet, co widać po gwiazdach występujących na ekranie oraz rozmachu, znacznie przewyższającym wszystkie inne produkcje mistrza grozy. I wydaje się, że wraz z wysokim budżetem, legendarny reżyser zatracił gdzieś po drodze ducha, jakąś magię towarzyszącą jego starszym produkcjom. Niemniej, trzeba przyznać, iż Land of the Dead wypada najlepiej z nowej zombie trylogii Romero.


Fido (2006), reż. Andrew Currie


Nie, nie jest to film o tym, jak kariera Beaty Fido przypominała żywego trupa zanim nie wystąpiła w hicie z gatunku political-fiction pod tytułem Smoleńsk. Fido zabiera nas w lata 50-te ubiegłego wieku, gdzie pewna rodzina postanawia iść z duchem czasu i kupuje sobie swojego własnego zombie-służącego. Tę produkcję dotychczas obejrzałem tylko raz i za wiele przyjemności to ja z tego seansu nie wyniosłem. Było to jednak niedługo po premierze Fido i mogłem wtedy nie docenić jego intelektualnych walorów – ba, jestem wręcz przekonany, że tak było, mimo, że z filmu pamiętam w zasadzie nic. Właśnie dlatego (i dla głupiego żartu o Beacie Fido) ten film koniecznie musiał znaleźć się na naszej liście.


Diary of The Dead: Kroniki Żywych Trupów (2007), reż. George A. Romero


Przedostatni film z cyklu o żywych trupach w reżyserii Romero. Tym razem poczciwy George wpadł na pomysł, by wykorzystać rosnący w 2006 roku szał na YouTube’a i zrobił Kroniki Żywych Trupów. Śledzimy zombie apokalipsę poprzez found footage, czyli mamy film dokumentalny na modłę Blair Witch Project czy pierwszego Cloverfielda. Minus oryginalność. Minus scenariusz. Minus przyjemność z oglądania filmu… Jest to jednak swego rodzaju ciekawostka, która może zainspirować YouTuberów w czasie apokalipsy. No i jest to przedostatni film Romero – szkoda, że zakończył swój reżyserski dorobek  takimi potworkami jak Kroniki i powstały 2 lata po nich Survival of the Dead, którego na tej liście nie znajdziecie. Dla waszego dobra i dla dobra pamięci Romero.


REC (2007), reż. Jaume Balagueró, Paco Plaza


Jak chcecie dobry film found footage z zombie, to olejcie poprzednią pozycję i sięgnijcie po REC. Oczywiście, jak wszystkie udane horrory, także i REC dotknęła zachłanna (bo nie użyję już słowa na ż) ręka producentów, którzy wycisnęli z filmu kilka kiepskawych sequeli. W filmie śledzimy historię młodej reporterki, która wraz ze swoim kamerzystą zamierza przyjrzeć się typowej pracy strażaków na nocnej zmianie. Ku jej uciesze, nudna noc zamienia się w intensywną akcję, choć szybko radość wyparowuje, gdy budynek, w którym się znaleźli, zostaje zamknięty w ramach kwarantanny, a pierwsze z ciał ląduje na posadzce klatki schodowej.


CZYTAJ DALEJ: NAJLEPSZE FILMY O ZOMBIE


Strony: 1 2 3 4 5 6

K W.

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

3 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najpopularniejsze
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze
Ira

O panie, z listy zombie tylko Coś tam żywych trupów pamiętam, jak za dziecka oglądałam i to, pamiętam scenę zaciupania kobiety szpachlą przed ukąszone dziecko.
Zaś Residenta 1 – to ja cenię, lubię ten film. Miał swój klimat – reszta części już były mocno przekombinowane. Serial zaś Żywych trupów hmm może do początków 5 sezonu dotrwałam. Koszone trawniki w końcu zrobiły swoje 😀

Amer

Ciągle na tej stronie przywołujesz White Zombie (1932), kiedy o wiele lepszym filmem z tamtej epoki jest I Walked with a Zombie (1943), zasłużonego zresztą dla horroru reżysera (autor najbardziej cenionego horroru z lat 40. – Cat People).

Do kanonu należą też Żywe trupy w Manchester Morgue (1974), które według aspiracji rzymskiego studia miały być Nocą żywych trupów w kolorze (udało się). No i nie zapominajmy o O miłości i śmierci (1994), udanym mariażu horroru i czarnej komedii.