Pokemon Unite – recenzja. Kup je wszystkie!

O jakichś 10 lat za późno The Pokemon Company weszło w gatunek gier wręcz stworzony dla kultowego uniwersum. W międzyczasie rynek zapełnił się do tego stopnia, że część konkurencji zdążyła dokonać już swego żywota. Czy Pikachu i spółka zagrożą pozycji obecnych liderów dzięki Pokemon Unite?


A wszystkich 150 lub więcej jest…


Wielu producentów gier MOBA mogłoby pozazdrościć gotowej bazy setek postaci, proszących się o przeniesienie do przedstawiciela gatunku. Podczas gdy inni regularnie głowią się nad nowymi bohaterami dla swoich produkcji, deweloperzy Pokemon Unite mieli ten element podany na tacy. Baza znanych Pokemonów na 2021 rok, to… niemal 900 gatunków. Z tej bogatej skarbnicy na start wybrano ledwie 20 stworzeń.

Zobacz również: Monster Hunter Stories 2: Wings of Ruin – recenzja gry. Zbierz je wszystkie i wyhoduj sobie potworka, ale nie kieszonkowego

Na poniższej liście znajduje się 21 (a nie 20) podstawowych form wraz z ewolucjami, bo tydzień po premierze gry dorzucono Gardevoir. W niedalekiej przyszłości spis powinien się wydłużyć o znanego i lubianego zwierzaka. W planach na najbliższy czas jest bowiem popularny, niebieski żółwik. Squirtle znajdował się na materiałach zapowiadających nowości po debiucie gry.

Premierowy roster w Pokemon Unite:

  • Pikachu (bez ewolucji)
  • Charmander -> Charmeleon -> Charizard
  • Bulbasaur -> Ivysaur -> Venusaur
  • Jigglypuff -> Wigglytuff
  • Snorlax
  • Mime
  • Slowpoke -> Slowbro
  • Gastly -> Hunter -> Gengar
  • Machop -> Machoke -> Machamp
  • Vulpix (forma z regionu Alola) -> Ninetales
  • Absol
  • Lucario (bez ewolucji)
  • Gible -> Gebite -> Garchomp
  • Dwebble -> Crustle
  • Froakie -> Frogadier -> Greninja
  • Fletchling -> Fletchinder -> Talonflame
  • Gossifleur -> Eldegoss
  • Cramorant
  • Scorbunny -> Raboot -> Cinderace
  • Zeraora
  • Ralts -> Kirlia -> Gardevoir

W związku z olbrzymią kopalnią postaci z pewnością znajdą się zawiedzeni fani tych nieuwzględnionych. Trudno tutaj byłoby przygotować jedyny właściwy skład. W oczy rzuca się na przykład brak wielu przedstawicieli drugiej generacji. Chodzi tutaj o region Johto, który prezentowano w anime, gdy serial w Polsce wciąż cieszył się dużą sympatią wśród ówczesnych dzieciaków. Wygląda to tak, jakby zebrano pokaźną ekipę z pierwszej fali, a następnie przeskoczono do najnowszych wymysłów, by pogodzić entuzjastów z najstarszych i najmłodszych pokoleń. Pominięto przy tym osoby, które świat ten pokochały gdzieś po drodze.

Zobacz również: Popkulturowy przegląd miesiąca – najciekawsze premiery filmów, gier i komiksów sierpnia

Chociaż skromny wybór na początek rozczarował pewnie niemałą grupę odbiorców, to takie postępowanie jest uzasadnione. Wyobraźcie sobie chaos, gdybyśmy mieli wybierać choćby z tych oryginalnych 150-ciu. Mnogość bohaterów i konieczność poznawania ich umiejętności, buildów oraz słabości odrzuciła mnie jakiś czas temu podczas próby powrotu do League of Legends. Po latach nieobecności czułem się zupełnie zagubiony. Niefortunnie byłoby już na premierę nowej gry doprowadzić wszystkich do takiego stanu, zatem wyselekcjonowanie garstki poków powinno być zrozumiałe. Wyniki tej selekcji – może już mniej.


Licencja na łapanie


Do gry wprowadza nas dynamiczne intro i tutorial. Jest tam nakreślone jakieś tło wyjaśniające, dlaczego Pokemony walczą na arenach MOBA. Nie jest to zupełnie istotne i wylatuje z głowy szybciej, niż się w niej pojawiło. Tym bardziej, że już wkrótce potem makówkę zaprzątać będą rozważania co do obecnych w grze walut i mikropłatności. Zahaczając jeszcze na moment o wątek historii rozgrywającej się gdzieś tam na dalszym planie w świecie Unite, potrzebna jest „licencja”, by stworki wysłać na pola bitwy. Te można zdobyć poprzez wykonanie paru misji, walutę zdobywaną w grze lub za pieniądze.

Zobacz również: Biomutant – recenzja gry. Puchata historia o postapokalipsie

Po dwóch tygodniach niezbyt intensywnego grania, dzięki zaliczonym wyzwaniom mogłem wybierać spośród ośmiu postaci, a na kolejne 2-3 stać by mnie było za sprawą uciułanych monet. Daje to zatem licencje na połowę startowych zwierzątek, uzyskane po ledwie kilkunastu dniach. Ja akurat pozostaję póki co przy ośmiu, wstrzymując się na razie z wydawaniem coinów.

Jeżeli zależy nam na mitycznym „złapaniu ich wszystkich”, to trzeba sięgnąć po realne pieniądze. Koszta w tym przypadku wahają się od około 29 zł do 48 zł za Pokemona, po przeliczeniu z growych kryształków kupowanych prawdziwą kartą. Moim zdaniem sporo, tym bardziej, że to opcja głównie dla zbierających. Uwaga zainteresowanych wygrywaniem, winna być z kolei skierowana na jeszcze inne wydatki. Kluczem do częstych triumfów jest raczej inwestowanie w tak zwane Itemenhancery, a nie drużynę kieszonkowych stworów.


Gdy wyzwanie rzuci los, z odwagą stań i płać


Tutaj niestety dochodzimy do smutnej konkluzji, że Pokemon Unite bywa grą P2W. Grubszy portfel rzeczywiście może przełożyć się na łatwość kończenia rozgrywek sukcesem. Jak wcześniej napisałem, obecnie stać mnie na każdego podopiecznego. Zatem nawet jeżeli jeden stwór jest silniejszy od pozostałych, mogę go mieć dzięki tradycyjnej grze. Problem w tym, że Pokemony podczas meczów biegają z kilkoma przedmiotami, które nie są kupowane w klasyczny sposób na placu boju. Przydzielamy je jeszcze przed zawodami.

Zobacz również: The Suicide Squad – recenzja. Jamesa Gunna punks not dead!

Każdy taki item może być przed bataliami ulepszony do 30-tego poziomu! Jeżeli na start wydałbym krocie, to już dzisiaj dysponowałbym 90-oma levelami przewagi. Nawet teraz, nie poświęcając choćby złotówki, mam fory w starciu z zupełnym świeżakiem, grającym pierwsze swoje mecze. Jedynym moim handicapem, gdy gram dłużej, powinna być lepsza znajomość tytułu. Tymczasem nie dość, że nowi mają naturalnie trudniej, to zarówno początkujący, jak i doświadczeni przegrywają z bogatszymi. Sytuacji nie ratuje w tym przypadku fakt, że itemenhancery wypadają także za ymukończenie zadań oraz w inny dodatkowy sposób. Potrzeba ich tak wiele, iż posiadanie po jedn w pełni rozwiniętym przedmiocie do każdego z trzech slotów, to kwestia kilku tygodni/miesięcy. Ponadto załóżmy, że dana rzecz jednak nie pasuje do poszczególnych ról w meczu. Kolejne przedmioty musimy levelować od zera. W grze mamy pięć klas, zatem pomnóżmy to przez wspomniane dziesiątki, jeśli nie setki dni przypadających na zestaw dla tylko jednej.

Początkowo myślałem, że chodzi tylko o przepustkę sezonową, której wykupienie daje więcej itemenhancerów. Wszystko dlatego, że… na pierwszy rzut oka kupowana waluta nie pozwala na nabycie cennych enhancerów. Nie jest to pokazane wprost, jednak gdy nie mamy już żadnego ticketa zdobytego za samo granie, nadal możemy kliknąć kupno itemenhancera i dopiero wtedy pojawi się opcja wymiany gemów na tickety, a tych na enhancery. Ufff. Tak, w rzeczywistości jest to dokładnie tak samo poplątane jak brzmi w tekście. Naprawdę potrzeba wymiany pieniędzy na wirtualną walutę, a tej na kolejną, by wymienić ją na jeszcze jedną. Dopiero ta ostatnia zapewnia realną przewagę nad nieobkupionymi.

Zobacz również: Noc oczyszczenia: Żegnaj Ameryko – recenzja filmu. Na zachodzie bez zmian

Kolejną kontrowersją jest ukrycie statystyk Pokemonów. Dowiadujemy się, że przedmiot doda nam 3% do szybkości ataku, ale nie znamy… bazowej liczby. Cechy stworków opisane są za pomocą gwiazdek, dając ogólne pojęcie, czy mocniej nim przywalimy, czy zwinniej uciekniemy.

Do tego wszystkiego mamy też opcję wykupienia przepustki sezonowej. W niej trochę najmniej przydatnych rzeczy, czyli ubrań dla naszej postaci. W sensie dla trenera, a nie kontrolowanego poka. To jeden z tych typów przedmiotów, które widoczne są tylko przez chwilę i zupełnie nie będą wykorzystywane przez zdecydowaną większość graczy. Battle pass to jednak także monety i itemenhancery. Znajdą się również skórki dla podopiecznych. Przepustka liczy 90 poziomów, acz po ich osiągnięciu dalej można postarać się o dodatkowe nagrody. Występują zarówno darmowe progi dla wszystkich, jak i bonusowe dla płacących. Koszt passa to około 38zł.

pokemon unite

Podsumowując wątek mikropłatności, moim zdaniem obrano zdecydowanie gorszy kierunek, niż w przypadku – przynoszącego przecież krocie – Pokemon GO. Tam przydatne przedmioty dostajemy już za 3 do 6 złotych. Tutaj chciano złapać kilka srok za ogon. Mnogość walut wzmaga poczucie zagubienia, prawdopodobnie celowo. Najrozsądniejszą opcją wydaje się być przepustka, ale porównując ją z tymi, które napotkałem w Rocket League oraz Call of Duty: Warzone i tak wypada blado. Co istotne, nie znajdziemy w niej waluty, która pozwoliłaby – całkowicie lub taniej – zakupić kolejnego passa. Następny minus względem schematu z RL i CoD-a.


Trenuj ze mną, nadszedł czas


W Pokemon Unite gracza wita składający się z sześciu lekcji samouczek. Do dyspozycji oddany został też moduł praktyki, gdzie można przetestować możliwości wszystkich Pokemonów, nawet tych zablokowanych. Rdzeń gry stanowi gameplay przypominający bardziej tryb dominion z League of Legends, niż standardową rozgrywkę z wieżyczkami i minionami wędrującymi od bazy do bazy. Taki typ meczu swego czasu sprawił mi wiele frajdy w LoL-u, ale później zdecydowano się z niego zrezygnować. Jego wariację spotkaliśmy także np. w Infinite Crisis, MOBA z licencją DC, która przed laty bardzo szybko poszła do piachu.

Zobacz również: No i wylądował – dziewiąty sezon Apex Legends

Nie wiem, czy porażki dominiona oraz IC powinny zapalić twórcom Unite czerwone lampki, że takie podejście do gatunku niekoniecznie podoba się odbiorcom, preferującym klasyczne mapy z likwidowaniem wieżyczek w drodze do bazy. W moje preferencje akurat trafili. Starcia są dynamiczne i trwają maksymalnie 10 minut. Dzięki temu silniej działa efekt „jeszcze jednego meczu”. Jeżeli ktoś chciałby pobawić się krócej, to żaden problem. Zamieszczono także szybki mecz, trwający o połowę mniej, zatem wszystko rozstrzyga się w czasie potrzebnym na przygotowanie zupki chińskiej. Te 5-minutowe mają miejsce na trzech mapkach. Rankingowy i standardowy, na które przeznacza się 10 minut, dysponują jedną mapą.

pokemon unite

Plansze nie rewolucjonizują gatunku. Możemy na nich znaleźć dobrze znane wyjadaczom jungle i niezależne stworki, które bijemy dla punktów doświadczenia, jak również dla efektów indywidualnych oraz drużynowych. Ekspa dostarczają między innymi Lillipupy, Aipomy, Corphishe czy Combee. Do trudniejszych przeciwników, gwarantujących jednakże atrakcyjne bonusy, należą Ludicolo, Bouffalant, Rotom i Drednaw. W centrum znajdują się bossowie. W rankingowej odmianie w tej roli występuje Zapdos. Pokonanie legendarnego elektrycznego ptaka może odmienić losy bitwy. Daje on drużynie dużo punktów i na pół minuty osłabia bazy przeciwnika. Normalnie, by „strzelić gola” zebraną energią, należy przytrzymać przycisk pada na punkcie rywali przez kilka sekund. Pobity Zapdos zapewnia natychmiastowy efekt. Dodając do tego wspomniany bonus punktowy, często można przypuścić ostatni szturm, gwarantujący setki punktów.

Jakby mało było wszelakich punktów, walut itp., po meczach rankingowych dostajemy cztery typy nagród. Monety (do zakupu poków), punkty reputacji, punkty doświadczenia trenera oraz energię Aeos. Reputacja pozwala po zebraniu określonej ilości punktów, zdobyć jedną dywizję nawet po przegranym meczu. Potem zeruje się i ciułamy od nowa. Premiowane są serie zwycięstw, indywidualny wynik punktowy i przyjacielska postawa. To dobry system, bo jak w każdej drużynowej grze sieciowej jest opcja porażki nie ze swojej winy. Tym bardziej, że gra ma średnio intuicyjny system pingowania, brak czatu głosowego i tekstowego. Błyskawiczne i jasne przekazanie informacji staje się wręcz niemożliwe w grze z przypadkowymi osobami, bez zewnętrznego komunikatora.

Zobacz również: Paper Mario: The Origami King – recenzja gry. Niesamowicie zabawna przygoda w papierowym królestwie

Osobno zbieramy doświadczenie dla naszego trenerskiego konta. Przygotowano na ten moment 40 poziomów. Na każdym szczeblu wpadają przedmioty lub waluty. Przydatna bywa też energia Aeos. To swego rodzaju darmowy lootbox. Energię zbiera się po każdym meczu, a już po kilku można sprawdzić, co wypadnie. Nie bez powodu napisałem, że ten rodzaj bonusu „bywa”, a nie „jest” przydatny. Według moich wyliczeń na 35 nagród tylko 5 jest wartościowych. Pozostała trzydziestka to trenerskie ciuszki lub waluta na trenerskie ciuszki. Są też jednak monety, itemenhancery, tickety, holoweary i skórka. Na wypadnięcie skórki jest ledwie 0,5% szansy. Lepiej to wygląda w przypadku walut. Koniec końców moje notatki wykazały, że istnieje 38,5% na uniknięcie fatałaszków, a co za tym idzie – jakieś sensowne trofeum.

pokemon unite


Pokemon Unite walczy w służbie zła, więc poddaj się lub płać, płać, płać


Zdaję sobie sprawę, że czytający tę recenzję, łatwo może się pogubić, ale to… dobrze, bo właśnie tak czuje się gracz. Niestety mocno przesadzono ze sposobami spieniężenia poszczególnych elementów gry, z niedopuszczalnym awansowaniem przedmiotów na czele. Jeżeli ktoś zamierza wypróbować Pokemon Unite, to wskazane jest, aby zrobił to jak najszybciej. Chodzi o dodatkowe nagrody za grę od premiery, a jak widać, bez wydawania pieniędzy jest trudniej.

Obejrzałem kilka filmów i przeczytałem parę tekstów, czy MOBA Pokemon jest P2W. Były one przygotowane przez ludzi, którzy wydali setki dolarów na przetestowanie skuteczności przedmiotów. Reakcje nie były jednogłośne na tak. Niektórzy gracze twierdzili, że rezultaty walk są mieszane. Zazwyczaj nie brano jednak pod uwagę istotnego czynnika – nie wiadomo, czy osoba po drugiej stronie również ma przedmioty na maksymalnym poziomie. Jak dla mnie żadne dodatkowe eksperymenty z wyrzucaniem forsy nie są potrzebne. Naprzeciw siebie stanie ten sam Pokemon, ale jeden z nich może mieć kilkaset punktów życia więcej, zwiększone krytyczne uderzenia o kilkanaście procent, a na deser paręnaście punktów obrażeń i o 7,5% lepszą prędkość ataku. Chyba wszystko jasne?

Waluty Pokemon Unite:

  • Aeosgems – kupowane za prawdziwe pieniądze (od 5zł za 60 gemów, do 480zł za 6000. Pierwszy zakup każdego z czterech pierwszych progów ma podwojoną ilość gemów, np. 5zł za 120 gemów)
  • Coin – zdobywane za mecze, battle passa i wyzwania, można za nie kupić przedmioty i odblokowywać Pokemony
  • Itemenhancer – zdobywane za wyzwania, battle passa i za prawdziwe pieniądze do awansowania przedmiotów trzymanych przez poki
  • Battle points – zdobywane za ukończone mecze do awansowania trenera
  • Aeosenergy – zdobywana za ukończone mecze do otwierania pojemników
  • Battle pass points – zdobywane za dzienne, tygodniowe i sezonowe wyzwania do levelowania przepustki sezonowej
  • Aeostickets – zdobywane za wyzwania i prawdziwe pieniądze – głównie – do zamieniania je na itemenhancery
  • Holoweartickets – zdobywane z pojemników
  • Fasiontickets – zdobywane z pojemników i dublowanych ubrań

Plusy

  • przyjemna oprawa audiowizualna na poziomie standardowej gry Pokemon z głównej serii
  • adaptacja stylu dominion zapewniająca wartkie, emocjonujące starcia
  • potencjał setek znanych Pokemonów do dodania w przyszłości

Ocena

7 / 10

Minusy

  • niedopuszczalne mikropłatności psujące zabawę osobom, które nie płacą lub robią to symbolicznie
  • ataki czasami obierają nieprzewidziany cel
  • słabe możliwości komunikacji z drużyną
Łukasz Kopciński

Niezwykle zasmucony faktem, iż za sprawą poprawności politycznej popkultura w ostatnim czasie coraz wyraźniej zamienia się w poop-kulturę. Niemniej próbuje dalej ekscytować się nowymi doniesieniami na temat ulubionych franczyz, do jakich należą Star Wars, Pokemon, Transformers oraz superbohaterowie Marvela i DC. Zależnie od nastroju miota się między pasjami w postaci gier wideo, filmów, seriali, piłki nożnej i komiksów.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze