Star Wars. Wielka Republika: W Ciemność – recenzja książki

Polscy fani Gwiezdnych Wojen w końcu mają co robić w oczekiwaniu na następne filmy i seriale ze swojego ulubionego uniwersum.

Star Wars. Wielka Republika: W Ciemność to trzecia już wydana na naszym rynku książka, wchodząca w skład nowej, kanonicznej ery rozgrywającej się w świecie Gwiezdnych Wojen około ponad 200 lat przed wydarzeniami z Mrocznego Widma. Podobnie jak dwie poprzednie, tak i ten tom ukazał się nakładem Wydawnictwa Olesiejuk, a autorką książki jest zaś Claudia Gray.

Zobacz również: Star Wars. Han Solo. Opowieść filmowa – recenzja książki

W Ciemność wywarło na mnie znacznie lepsze wrażenie poprzednie powieści Wielkiej Republiki, ponieważ stanowi niejako wypadkową tamtych dwóch. Światło Jedi cierpiało na zbytnie podzielenie akcji, ciągle przeskakiwanie z jednych grup osób na drugie, a i finał historii do którego to wszystko zmierzało był bardzo rozmyty, i czuć było że to bardziej wstęp do czegoś więcej niż zamknięta historia. Próbą Odwagi natomiast była kierowana do najmłodszych czytelników i sympatyków Star Wars, przez co była to historia krótka, bezpiecznie prowadzona i bez większych dawek informacji o świecie Wielkiej Republiki. Omawiana tu książka na szczęście całkiem sprawnie to balansuje, choć nie ustrzegła się pewnych problemów.

Bohaterami historii od początku do końca jest 3-osobowa ekipa kosmicznego statku o nazwie… Statek.  Starszy pilot Leox, pomagająca mu młoda Affie i dziwna osobliwość Geoda, a także czworo Jedi: padawan Reath, drugi trochę starszy, pełnoprawny rycerz zakonu Dez i dwójka weteranów – Orla i Cohmac. W trakcie historii oczywiście przewija się cała plejada innych postaci, ale cieszy, że to jednak wokół tej siódemki wszystko orbituje i każdy z rozdziałów jest z perspektywy któregoś członka tej ciekawej drużyny.  Większość czasu spędzają albo na statku, albo na pewnej tajemniczej stacji kosmicznej, dzięki czemu nie następuje tu dezorientacja jak przy czytaniu wspomnianego Światła Jedi, gdzie w pewnym momencie główni bohaterowie byli porozrzucani po całej galaktyce.

Zobacz również: Star Wars: Visions – recenzja serialu. Czy moc jest silna w tym anime?

Sam scenariusz W Ciemność bazuje na znanym już od pierwszego tomu kataklizmie statku Szlak Dziedzictwa i jego skutkach. Dla ekipy Statku skutek jest taki, że muszą przerwać swoją podróż i udać się tymczasowo na opuszczoną stację kosmiczną dawno upadłej już, starożytnej cywilizacji Amaxinów. Oczywiście jak łatwo się domyślić już po samym tytule, obiekt skrywa pewien mroczny sekret, z którym przyjdzie się naszym Jedi zmierzyć. W historii dominuje dużo odniesień do poczucia nienazwanej obecności, bycia obserwowanym, mroku i niepokoju. Momentami zahacza to nawet o klimaty horroru, ale prędzej czy później tytuł przypomina czytelnikowi, że wciąż jest powieścią młodzieżową – może nie dla tak młodych czytelników jak to było z Próbą Odwagi, ale jednak.

Zagrożenie jest odkrywane stopniowo , pojawiają się nawet nowe, ale ponieważ jest to historia w świecie Gwiezdnych Wojen, to poczucie niebezpieczeństwa jest trochę psute już przez samo to, że 3/7 załogi nawet nie zwraca nie nie uwagi, bo są niewrażliwi na moc i przynajmniej na początku mają bardziej przyziemne zmartwienia. Warto zaznaczyć, iż nie ma tu również opisu specjalnie brutalnych scen. Jasne, jest wielokrotnie machanie mieczem świetlnym, jedna scena tortur, a postacie nieraz odnoszą obrażenia, ale wszystko jest napisane w taki sposób, że człowiek nie wyobraża sobie jakieś posoki czy innej rzeźni, a sami Jedi mieczy świetlnych używają w ostateczności i przede wszystkim z myślą o obronie siebie i innych, a nie celowym ataku.

Zobacz również: Diuna – recenzja książki. Klasyka science-fiction

Kiedy zaś w końcu karty zostają odkryte w kwestii zagrożenia, to odczucia są dwojakie. Z jednej strony faktycznie to zagrożenie jest prawdziwe. Czuć też, że nie chciało by się być na miejscu głównych bohaterów, a i pojawia się w końcu coś, co przed recenzowaną tu lekturą zdaje się nigdy wspomniane bardziej nie było, co rozszerza świat Star Wars. Z drugiej strony jednak następuje pewne rozczarowanie tym, czym jest to zagrożenie. Dodatkowo, pojawiają się dobrze znani z poprzednich tomów Nihilowie, którzy wcale jakoś mniejszym problemem nie są, ale o ich istnieniu wiedzieliśmy już wcześniej, przez co odbierają znaczną część uwagi.

Mimo to czytając W Ciemność byłem bardzo ciekawy tego, jaka tajemnica kryje się na stacji i rozdział po rozdziale sprawiało mi przyjemność zbliżania się do tego momentu. I to nawet jeżeli mroczny sekret był w pewnym momencie już do przewidzenia, to jednak jestem zadowolony z tego, że nie przesadzono, że  autorka nie poszła w przebudzenie jakiegoś tysiącletniego Sitha o monstrualnej mocy, tylko w… brutalność przyrody.

Nie podobały mi się jednak ostatnie rozdziały rozgrywane na stacji. Czuć w tym było chaos, momentami czytałem nie skupiając się już na uwagach na temat otoczenia i czekałem, aż akcja pójdzie naprzód. Bohaterowie strasznie się rozpraszali, coś tam niby robiąc, ale jednak ciągle przeskakując narracyjnie z jednego na drugiego. Nie za bardzo wiadomo w jakim celu, przez czytało się to mało przyjemnie. Mam też wrażenie, że Nihilów mogło w tej historii po prostu nie być, ale ponieważ to nowe, kluczowe zagrożenie w ramach Wielkiej Republiki, to autorka miała nakaz z góry by ich umieścić, przez co daje się odczuć, że pierwotna historia najpewniej w ogóle ich nie uwzględniała w takiej skali.

Zobacz również: Księga Magii – recenzja komiksu. Harry Potter według Neila Gaimana

Irytowały też po pewnym czasie retrospekcje Orli i Cohmaca. Rozumiem, że miało to pokazać tragedię, której byli uczestnikami 25 lat temu i jaki wpływ miało to na ich charakter. Problem jednak w tym, że działało by to znacznie lepiej jako jeden dłuższy rozdział, a nie sześć różnych, wyskakujących w naprawdę dziwnych momentach historii. Takie rozbicie tylko wytrąca z czytania. Sama historia sprzed 25 lat naprawdę nie jest jakaś ciekawa, a i finał nie wywołuje większych emocji. Nawet Orla i Cohmac nie mają wtedy jakichś specjalnych interakcji, więc jest to segment zupełnie niepotrzebny. Już lepiej by wyszło, gdybyśmy po prostu sami musieli się domyślić z tych strzępków informacji, co tam się wydarzyło. Autorka postanowiła niepotrzebnie pokazać to wprost i bez domysłów, co wyszło jej słabo.

Na duży plus jednak cała ekipa głównych postaci! Ciężko mi było kogoś nie lubić, chociaż niektórzy mają wyraźnie więcej stron książki dla siebie niż inni. Padawan Reath mnie bardzo kupił, ponieważ sam jestem typem domownika i czytelnika. Doskonale go rozumiem, że nie chciał pchać się w przygody! Jednocześnie jego droga do bardziej aktywnego Jedi jest tutaj dobrze ukazana i ma swoje powody, by stać się na koniec tym kim się stał.

Zobacz również: Diuna – recenzja filmu. Kina nie umrą

Dez dosyć szybko znika i jego główną rolą jest wpłynięcie na Reatha, ale z tego co się o nim dowiadujemy to jest to materiał na postać, która mogłaby się doczekać swojej książki rozgrywającej się przed W Ciemność, ewentualnie dłuższego epizodu u boku kogoś innego. Cohmac jest tym opanowanym Jedi, który jednak skrywa w sobie duży żal do zakonu i ma swoje wątpliwości w sercu. Nie na tyle duże jednak, by mogły przysłonić mu horyzont – wie co musi robić jako odpowiedzialny rycerz zakonu, przez co czuje się do niego zaufanie.

Orla miała potencjał na bycie najciekawszą postacią W Ciemność, która jako Poszukiwaczka jest trochę na uboczu Zakonu i ma większą swobodę działania. Książka niezbyt jej taką możliwość daje, choć na pewno teksty,  które rzuca, są całkiem luźne jak na Jedi, momentami wręcz szydercze. Naprawdę fajnie integruje się z załogą Statku. Końcówka książki daje wskazówki, iż postać ta może doczekać się własnej książki.

Humor to w ogóle miły element tego tytułu, bo po sztywnym Światło Jedi i wygładzonej Próbie Odwagi, autorka pozwala sobie na takie rzeczy jak krótka rozmowa o tym, że Jedi nie uprawiają seksu czy wizja zjaranego Mistrza Yody. Nawet doświadczeni Jedi jak Orla i Cohmac pozwalają sobie na różne ciekawe uwagi i przymykanie oczu, przez co widać w nich bardziej ludzi z mocą niż tych idealnych paladynów w białej szacie. Uwagi o nieskazitelnej szacie zresztą też padają, ha!

Zobacz również: Squid Game – recenzja pierwszego sezonu. Traumatyczne zabawy.

Momentami historia przedstawiona w książce W Ciemność brnie w w ogóle niespodziewane tony. I to w – wydawało by się – awanturniczych Gwiezdnych Wojnach. Poruszane są tu takie motywy jak drakońskie umowy o pracę, niewolnictwo u pracodawcy pod pozorem wolności decyzji czy biurokracja. Pojawia się też wątek tolerancji, a jedna postać żeńska ma swoją żonę którą kocha i kilka razy o niej wspomina. Trzeba jednak mieć pokłady naprawdę złej woli, by doszukiwać się w tym jakieś propagandy i czuć niesmak, skoro jest to kwestia zupełnie poboczna i nie ma żadnych powodów ku temu, by królowa pewnej planety nie mogła mieć żony, skoro nie znamy ich kultury.

Sumując, chociaż Światło Jedi jest pewnie lepszym wprowadzeniem ogólnie w okres Wielkiej Republiki, to W Ciemność jest na pewno przystępniejsza, i lepsza do polecenia dla adeptów Star Wars, którzy chcieliby poczytać coś kanonicznego. Ponad 500-stronnicowy tom jest też najdłuższą do tej pory na naszym rynku historią z tego projektu, a dzięki konkretnej grupie postaci i miejscu, w którym ta opowieść się toczy, dostajemy dużo lepszy wgląd w charaktery bohaterów i spójniejszą historię niż w poprzedniczce. No i jest też sensowny finał, chociaż, ponownie – wszystko tu krzyczy, że to część większego projektu i postacie te na pewno jeszcze powrócą.

Plusy

  • Przystępne wprowadzenie do świata Star Wars okresu Wielkiej Republiki
  • Skupienie historii na konkretnej grupie postaci oraz sympatyczny główny bohater
  • Klimatycznie prowadzony wątek tajemnicy skrytej na opuszczonej stacji kosmicznej

Ocena

7 / 10

Minusy

  • Wątek przybranej matki jednej z bohaterek nie wywołuje większych emocji
  • Niepotrzebni w tej historii Nihilowie, wprowadzający zbędny chaos w ostatnim akcie
  • Retrosy postaci umiejscowione w dziwnych miejscach i rozczarowujące finałem
Krystian Wierzbicki

Fan gier video, książek Sci-Fi, anime i mangi jak i wszelkich innych komiksów. W 2019 odkrył, że istnieją międzymiastowe konwenty więc stara się wpadać na co może. Wielki miłośnik serii One Piece, z piractwem posiadający związek już za młodu, gdy nabywał gry na Stadionie Dziesięciolecia do swojej przerobionej PlayStation 1

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze