Dom Gucci – recenzja filmu. Dawno temu też zaufałem pewnej kobiecie

Narzekający na Marvelki dziadek znów postanowił stworzyć coś nowego. Twórca Obcego, Łowcy Androidów czy niedawno wydanego Ostatniego Pojedynku postanowił uraczyć nas nowym filmem fabularno-biograficznym. Czy jest to dzieło tak dobre, że może się równać z poprzednimi produkcjami? Ridley Scott zaprasza nas do domu. Nie swojego, gdyż jest to Dom Gucci.

Kolory zielono-czerwone są kojarzone z prestiżem. Możemy zobaczyć je na teledyskach najbogatszych raperów z Polski, jak i zza granicy. Dlaczego? Otóż chodzi o bardzo drogą markę na literkę G. Chyba już wiecie, o co mi chodzi? Dom Gucci opowiada o historii tej jakże prestiżowej marki. Porusza niechlubny wątek związku Maurizio Gucci (Adam Driver) oraz Patrizii Reggiani (Lady Gaga). Ten związek tak naprawdę zarówno zabił tę markę, a także pomógł jej odrodzić się na nowo. Ridley Scott przeprowadza nas przez niesamowitą opowieść pełną miłości, intryg, zdrad czy też zawiści.

Zobacz również: Kurier Francuski z Liberty, Kansas Evening Sun – recenzja filmu. Wes Anderson i jego stylistyczna ekstrawagancja

Trzeba przyznać, że obsada, którą wybrał twórca Gladiatora to pierwsza liga obecnej kinematografii. Lady Gaga, Adam Driver czy też uwielbiany przez wielu weteran – Al Pacino, to po prostu klasa sam w sobie. Gaga, mimo iż w dużej mierze jest wokalistką, to okazuje się czarnym koniem tego filmu. Patrizia Reggiani jest, kolokwialnie mówiąc, straszną pijawką, która wyniszcza głównego bohatera niczym nowotwór. Powoli, lecz skutecznie. Widz może zarówno ją polubić, jak i życzyć jej śmierci przez cały seans. Inaczej jest z Alem Pacino, który również jest mocnym elementem produkcji. Widz go pokocha, gdyż mogę porównać jego postać do takiego typowego wujka z Ameryki. Uroczego wujka Aldo może nie stawia się na pierwszym planie, ale cały czas mamy go w tle, co daje nam idealne wyważenie. Jego rola jest niczym perfekcyjnie doprawione danie lub sztylet, który otrzymała Gamora od Thanosa.

Dom gucci
fot. materiały prasowe

Trudno mi się wypowiedzieć na temat Adama Drivera, gdyż nie wypadł on ani źle, ani dobrze w tym filmie. Problemem największym jest to, by go zdiagnozować, ponieważ to postać trochę… bezpłciowa? Driver to wybitny aktor, którego wręcz kocham. Jego Maurizia tak naprawdę nie da się nie lubić, lecz nie wyróżnia się na tle Gagi czy Ala Pacino. Mimo wszystko, przyjemniej mi się go oglądało, aniżeli Jareda Leto czy Jeremy’ego Ironsa. Leto gra typowego głupa (co też słusznie, bo Paolo taki był), który nie robi nic innego, tylko męczy widza swoją durnotą. Irons natomiast nie odegrał tak naprawdę żadnej roli, poza kilkoma scenami, w których też się za bardzo nie popisał.

Zobacz również: Tick, Tick… Boom! – recenzja filmu. Postać, którą warto poznać

Fabularnie wciągnąłem się bardzo mocno. Z historią tego rodu, jest jak z piciem coli. Skąd takie dziwaczne porównanie? Gdy się zacznie, to chce się więcej. Po seansie miałem tak ogromny głód na tę historię, że od razu ruszyłem do jednej z bydgoskich księgarni, by poszukać jakiejś biografii związanej z rodem Gucci. I tutaj mamy pewien problem, bo mimo tego, że film się bardzo dłuży, to wydaje się, że pominął parę znaczących faktów. Przykładem jest potraktowany po macoszemu wątek Maurizia z Paolą, czy kultowa afera podatkowa Gucci. Widz, by zrozumieć niektóre niuanse, musi sięgnąć po lekturę opisującą życie tego prestiżowego rodu. Również końcówka strasznie zawodzi. Cały film mamy długawe rozwlekanie wątku Maurizia z Patrizią, lecz całe rozwiązanie akcji jest niczym pstryknięcie palcami. Dzieje się to tak szybko, że nie wiedziałem o co chodzi.

Dom gucci
fot. Materiały prasowe

Zobacz również: Ghostbusters: Afterlife – recenzja filmu. „Przestań uganiać się za duchami”

Historia na pewno nie jest sztampowa dla widza, który nigdy nie miał do czynienia z tą rodziną, a Gucci zna jedynie ze sklepów, bądź teledysków raperów. Ridley Scott po raz kolejny przedstawia nam wspaniałą produkcję z obrzydliwie drogą obsadą. Pomimo strasznej dłużyzny, ogląda się to bardzo przyjemnie, a mimo paru potknięć, widz może wyjść z kina zadowolony. Ba, zapewne podobnie jak ja, ruszy zakupić biografię, na podstawie której powstał Dom Gucci. Moim skromnym zdaniem, nie jest to najlepszy film, który obecnie możemy oglądać w kinach, lecz jest naprawdę wart uwagi. Wśród przesytu kinem superbohaterskim, warto czasem obejrzeć coś bardziej ambitnego.

Plusy

  • Lady Gaga i Al Pacino!
  • Wizualnie pierwsza klasa
  • Muzyka to miód dla uszu

Ocena

6.5 / 10

Minusy

  • Dłuży się bardzo, bardzo, bardzo...
  • Po seansie widz chce jeszcze
  • Końcówka rozgrywa się zbyt szybko
Mikołaj Lipkowski

Geek oglądający w kółko produkcje Marvela i stare filmy. Kocha muzykę z lat 70. i 80. Dodatkowo marudzi na wszystko co się da.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze