Eskadra Alfabet: Puste Słońce – Recenzja książki. W czarnej d…

Eskadra Alfabet: Puste Słońce to kontynuacja napisanego przez Alexandra Freeda początku książkowej trylogii. Pierwsza część zaskoczyła podejściem do postaci i świetnym klimatem. Tym samym Eskadra Alfabet stała się jednym z najlepszych tworów w świecie Gwiezdnych Wojen od czasu przejęcia marki przez Disneya. Czy sequel utrzymał ten poziom?

Alexander Freed jest nadzieją dla całego uniwersum Gwiezdnych WojenThe Book of Boba Fett pokazało, jaki kierunek nabiera odnoga live-action. I choć serce się kraje, to jest jeszcze nadzieja w kreatywnych twórcach, takich jak Freed właśnie. Eskadra Alfabet była miłym powiewem świeżości. Czytelnik miał dzięki niej okazję poczuć stary dobrze znany klimat w zupełnie nowym wydaniu. I tego chyba potrzebowałem. Tym bardziej cieszyłem się, że dane mi będzie recenzować część drugą. Jak zatem wypadła Eskadra Alfabet: Puste Słońce?

Zobacz również: Eskadra Alfabet – Recenzja książki. Szarości ogrom

Tytuł jest bezpośrednią kontynuacją fabuły Eskadry Alfabet. Mimo różnic cała tytułowa drużyna zdaje się coraz lepiej dogadywać. Ta zacieśniająca się więź skutkuje coraz większą ilością wykonanych misji. Mimo wszystko piloci czują niedosyt i chęć zemsty, która nie daje im spokoju. Skrzydło Cienia bowiem w dalszym ciągu gdzieś panoszy się w galaktyce. A póki istnieje, Imperium również jest żywe.

Los zsyła Eskadrze światełko nadziei. Albowiem 204. Pułk Imperialnych Myśliwców znajduje się na Troithe — planecie znajdującej się w systemie Cerberon. Co ciekawe, miejsce to znajduje się w pobliżu czarnej dziury. Nowa Republika ma zamiar przeprowadzić szturm, co naszym alfabetycznym szturmowcom jest bardzo na rękę. Jednak sprytny plan zasadzki szybko zaczyna się psuć, co finalnie doprowadza do niepowodzenia operacji. Bohaterom przyjdzie wyjść z czarnej d…dosłownie i w przenośni.

Zobacz również: The Book of Boba Fett – recenzja serialu. Co tu właściwie nie wyszło?

eskadra alfabet: puste słońce
Fot. Eskadra Alfabet/Materiały prasowe

I tym sposobem Alexander Freed naprawia swój największy problem, na który uwagę zwracałem w poprzedniej recenzji. Mianowicie zbyt mało akcji. Prócz ostatniego aktu i sporadycznych i bardzo krótkich momentów, można było się bardzo szybko odbić.

Bo autor, co widać ewidentnie, ma zupełnie inne priorytety. Jednak zaczynając z wysokiego C, gdzie stawka jest rzeczywiście wysoka a konfrontacja nieunikniona, nie da rady, by uniknąć akcji. I bardzo dobrze. Bo ta przynosi wiele pozytywnych odczuć. Freed rozumie jak działał klimat z filmów, dlaczego tak bardzo hipnotyzującą były starcia szturmowców i jak przelać to na papier. Tego właśnie brakowało w poprzedniej części. Naprawienie tego błędu zdaje się coraz lepiej świadczyć o rozłożeniu akcentów.

Albowiem jeżeli każda powieść z trylogii będzie skupiała się na zupełnie innych akcentach, które to wcześniej nie wybrzmiewały w tak szczególnym stopniu, to świadczyłoby tylko o umiejętnościach pisarza. Dobre ustawienie pionków na planszy do podstawa. A szczególnie, gdy zabieramy się za cały cykl.

Zobacz również: Kołysanka dla czarownicy — recenzja książki. Uważaj na Wilczą Jagodę...

Eskadra Alfabet: Puste Słońce
Fot. Eskadra Alfabet: Puste Słońce/Alexander Freed

Freed jednak Freedem. I swoich nawyków zmienić nie jest w stanie. Dlatego mimo częstszej akcji w ciągu dalszym największy akcent kładzie na postacie. Ze szczególnym uwzględnieniem ich wnętrza, przemyśleń oraz uwypuklenia szarości.

Osobiście jestem fanem tego, jak autor ten prowadzi cykl, na czym się skupia. Bo w Gwiezdnych Wojnach mało jest miejsca na zatrzymanie się, wejście w zakamarki ludzkiego umysłu. Dla tej serii podział na czerń i biel zawsze był dość oczywisty. A Alexander Freed wjechał na białym koniu i tę koncepcję, ku mojej uciesze, zaburzył.

I szczerze bałem się tej powieści. Bo skupianie się na wewnętrznych rozterkach, tworzenie z każdej postaci nieoczywistej mieszanki dobra i zła, niezależnie od strony w nieumiejętnych rękach może doprowadzić do znużenia czytelnika. Jak się później okazało, moje obawy były zupełnie niepotrzebne. Freed to mistrz w ukazywaniu ludzkich emocji, popędów, motywacji i celów. Znakomicie rozbiera psychologię postaci na czynniki pierwsze. Dzięki niemu Star Wars staje się żywe, nieoczywiste. Poziom pierwszej części cyklu Eskadry Alfabet został finalnie podtrzymany.

Zobacz również: Ten Drugi – recenzja książki. Co kryje się w trzewiach ludzkiego umysłu?

Autor w dalszym ciągu doskonale wie, jak oddać klimat Gwiezdnych Wojen. Pokazuje to nie tylko za pomocą wspomnianych już wcześniej momentów akcji, ale i budowy świata, której również było więcej.

Freed nieustannie udowadnia, jak dobry jest. Że wszystkie jego pomysły są przemyślane, z szacunkiem do świata i w jego duchu, a jednocześnie na tyle innowacyjne, że nietrudno zatopić się i po prostu żyć tym, co się dzieje wraz z bohaterami.

Gorliwsi fani zapewne wyłapią o wiele więcej nawiązań, które mi naturalnie umknęły. Jednak me oko zostało w paru momentach zawieszone. Miałem wrażenie, że na pewno kojarzę niektóre nazwiska, bądź nazwy. I sprawdzając, rzeczywiście parę smaczków dla wielbiciela Star Wars się znajdzie. Jeżeli więc czytacie inne książki, bądź gracie w gry, powinniście być zadowoleni.

Zobacz również: Fabryka Absolutu – recenzja książki. Klasyka literatury czeskiej dalej w świetnej formie

eskadra alfabet: puste słońce
Fot. Star Wars/Disney

Eskadra Alfabet: Puste Słońce nie jest jednak pozbawiona wad. Choć pisarz wyzbył się (przynajmniej częściowo) niechęci do opowiadania za pomocą akcji, to wciąż pewne grzeszki poprzedniej części dają się we znaki. Ze szczególnym uwzględnieniem sztampowości.

Alexander Freed miejscami wręcz sprawia wrażenie, jakby na siłę chciał dać sobie pretekst do zabawy z emocjami bohaterów, by móc zwolnić tempo i zgłębić ich wnętrze. Niestety kosztem bardzo przewidywalnych tropów, które dało się zaplanować lepiej. W dalszym ciągu jest to kapitalnie napisany kawał literatury, jednak tego autora stać pod tym względem na więcej.

Miejscami miałem również drobne wrażenie, że pewnych bohaterów i ich wątki spycha się na daleki plan, wręcz nawet o nich zapominając. Trudno stwierdzić, czy po prostu odkupione zostanie to trzecią powieścią (miejmy nadzieję, że tak). Bo choć wszyscy są tu bezprecedensowo kapitalnie napisani, tak większa ilość żonglerki bohaterami byłaby mile widziana.

Zobacz również: Horrorstör – recenzja książki. Ikea z piekła rodem

Fot. Kadr z serialu The Book of Boba Fett/Disney

Reasumując, Eskadra Alfabet: Puste Słońce to solidna książka. Wspaniała odskocznia od tego, co obecnie serwuje nam w tym uniwersum Disney. Freed jest mistrzem szarości, pokazuje psychologię postaci jak mało kto. Do tego czuje klimat świata, w którym się porusza. Ba! Widać, że ewidentnie go kocha, tym bardziej przyjemnie czyta się tę powieść.

Wydanie jest przepiękne, czasem dla samego docenienia estetyki patrzę się nieruchomo w grafikę na froncie. Miękka okładka, z cieszącymi oko skrzydełkami. Do tego kapitalne tłumaczenie od Krzysztofa Kietzmana. Wszystko to składa się w idealną całość. Na tyle idealną, że już nie mogę doczekać się końca trylogii w polskim wydaniu.

  • Autor: Alexander Freed
  • Wydawca: Olesiejuk
  • Data wydania: 26 stycznia 2022
  • Oprawa: Miękka (skrzydełka)
  • Liczba stron: 512
  • Tłumaczenie: Krzysztof Kietzman

 

Plusy

  • Przemyślana i dobra kontynuacja
  • Dobre zagłębianie się w postacie
  • Znakomity klimat

Ocena

8 / 10

Minusy

  • Nic więcej niż to samo, co w poprzedniej części
  • Wciąż bywa dość sztampowo
Adrian Hirsch

Miłośnik sztuki i popkultury w jednym. Najpierw ponarzeka na obecny stan Gwiezdnych Wojen, by następnie pokontemplować nad pisaną przez siebie postacią. Pozytywnie nastawiony do świata, choć nie brak mu skłonności do ironizowania rzeczywistości.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze