Ród Smoka, odc. 1 – recenzja. Umarł król, niech żyje król?

Gra o tron, niezależnie kto co myśli o finale, okazała się pod wieloma względami dziełem wyjątkowym i rewolucyjnym. Zmieniła sposób postrzegania seriali fantasy oraz samego podejścia do ich produkcji. Po emisji ostatniego odcinka, HBO postanowiło kuć żelazo, póki gorące i zapowiedziało nowy serial osadzony w świecie wielkich rodów walczących o władzę w Westeros. W ten oto sposób, po trzech latach od zakończenia Gry o tron, otrzymaliśmy jego następcę, Ród Smoka. Pierwszy odcinek daje nam pewne poczucie odnośnie czy serial będzie godny zasiąść na tronie poprzednika.

Decydując się na nakręcenie kolejnego serialu w uniwersum Gry o tron, HBO stanęło przed poważnymi wyzwaniami. Jednym nich było odzyskanie zaufania sporej części widzów zawiedzionych niesławnym ósmym sezonem. O samej skali rozczarowania niech świadczy fakt, że zorganizowane przez stację świętowanie rocznicy finału GoT przebiegło w atmosferze wypominania błędów i słabego zakończenia. Drugim, równie ważnym wyzwaniem było zmierzenie się z legendą Gry o tron i twórczością Martina. Można sobie wyobrazić, że producenci znaleźli się pod presją stworzenie wiernej adaptacji, a jednocześnie serialu, który poziomem oraz rozmachem dorównałby swojemu poprzednikowi. Ród smoka

Przedsięwzięciu zdecydowanie sprzyjał wybór historii, która została już dokładnie opisana w Ogniu i krwi. Scenarzyści mogą być zatem spokojni o materiał książkowy. Starcza go na cały serial  W projekt angażuje się też G.R.R. Martin, co samo w sobie jest niezłą reklamą dla Rodu Smoka. Kto jak kto, ale on najlepiej zna stworzonych przez siebie bohaterów i świat. Również prowadzona przez HBO promocja zapowiadała serial z szacunkiem podchodzący do książkowego pierwowzoru. I tak po dłuższym czasie, możemy wreszcie zobaczyć owoce pracy nad Rodem Smoka. Nie ukrywam, że sama wyczekiwałam przeniesienia na ekran jednego z ciekawszych okresów dziejów Targaryenów. Powiązane z Tańcem Smoków intrygi, polityka, bitwy, złożeni bohaterowie, no i oczywiście smoki to potencjał na prawdziwy hit. Pierwszy odcinek  Rodu Smoka pozwala wyciągnąć pewne wnioski odnośnie możliwości serialu na zostanie nowym przebojem HBO. Przed wami recenzja pierwsza odcinka zatytułowanego Dziedzice Smoka. Uprzedzam, że w recenzji mogą pojawić się drobne spoilery, nie zdradzające jednak całości fabuły i nie psujące większej przyjemność oglądania. 

Zobacz również: Najpotężniejsze smoki ze świata fantasy

Ród Smoka
HBO, Ród Smoka

Dla tych którzy bliżej nie zapoznali się z książką, ważną informacją będzie to, że wydarzenia, które przyjdzie nam śledzić rozgrywają się niemal dwieście lat przed akcją Gry o tron. Westeros wygląda nieco inaczej od królestwa, które poznaliśmy wcześniej. Targaryenowie zasiadają na Żelaznym Tronie, a posiadane przez nich smoki stanowią broń i argument nie do odparcia. Targaryenów może zniszczyć tylko jedna siła. Tą siłą są oni sami. O tejże niszczycielskiej sile Targaryenów oraz wynikających z niej konsekwencjach dla Westeros opowie Ród Smoka. To jednak nastąpi później. Pierwszy odcinek zaczyna się w miarę spokojnie. Lordowie z całego Westeros zbierają się w Harrenhal, by wybrać następcę króla Jaehaerysa. Najbardziej liczącymi się kandydatami do tronu jest najstarsza córka króla, Rhaenys oraz jej młodszy kuzyn, książę Viserys. Wielka Rada ostatecznie decyduje się na Viserysa, bo Rhaenys jako kobieta nie może odziedziczyć korony. Tak mija kilka lat. Viserys zasiada na tronie, zaś w królestwie panuje względny pokój. Głowę króla zaprząta  nie tylko rządzenie krajem, lecz również brak męskiego potomka. Jego jedynym dzieckiem pozostaje córka o imieniu Rhaenyra. Jak można się domyśleć, lordowie Westeros nadal uważają, że królewska córka nie jest najlepszym kandydatem na władcę. Owe przekonania  sprawiają, że to młodszy brat króla, a nie Rhaenyra, uchodzi za następcę tronu. Zachowanie księcia budzi  zastrzeżenia i część szlachty ma nadzieję, że ciężarna królowa w końcu urodzi Viserysowi upragnionego syna. 

Przedstawiony przeze mnie wątek to dopiero początek fabuły. Zapowiada za to dobrze znany z Gry o tron motyw “Kto zasiądzie na Żelaznym Tronie?”. Ma się rozumieć, gracze są inni. Już w pierwszych minutach  poznajemy dwóch z nich. Mowa oczywiście o wspomnianej już córce i bracie Viserysa. Księżniczka Rhaenyra (w młodszej wersji gra ją Milly Alcock) kojarzy się nieco z Daenerys Targaryen i Aryą Stark. Bardziej niż szydełkowanie interesuje ją latanie na smoku. Znacznie chętniej ruszyłaby na bitwę niż służyła królestwu, rodząc dzieci. Posiada w sobie pewną niezależność, cechującą omawianą tu Starkównę. Jednocześnie ma w sobie energię młodziutkiej Daenerys z pierwszych sezonów GoT.

Zobacz również: Czarodzieje i ich dzieje, tom 1 – recenzja komiksu. Mickey i spółka w świecie fantasy

Królewski brat, czyli Daemon Targaryen jest bardzo interesującą postacią. Nazywa się go Księciem Miasta, jednak czytelnicy Martina wiedzą, że dorobił się on również mniej pochlebnych tytułów: Księcia Łotrzyka czy Lorda Zapchlonego Tyłka. Przydomki dość jasno dają do zrozumienia z jakimi ludzi trzyma się książę i w jakich to miejscach bywa. Szwendanie się po burdelach lub podejrzanych zaułkach to nie jedyna rzecz, która wyróżnia Daemona. Doskonale włada bronią i posiada w sobie sporo charyzmy. Pod tym względem Matt Smith okazał się trafnym wyborem. W kilku scenach potrafi pokazać nieobliczalność, brutalność i charyzmę Daemona. Powiedziałabym, że jest niemalże Daemonem z moich wyobrażeń z książki.

Postawa Daemona nie podoba się części osób z otoczenia króla. Królewski Namiestnik, Otto Hightower  (Rhys Ifans) wydaje się tolerować go tylko z konieczności, natomiast Daemon nie ma większych oporów przed otwartymi kpinami. To zgrabnie ukazuje nam powiązania i relacje między postaciami, które będą miały wpływ na dalsze wydarzenia. Będąc przy relacjach, warto napomknąć o przyjaźni Rhaenyry i córki Namiestnika. Chociaż przyjaźń to może mało powiedziane, bo dziewczęta traktują się niemal jak siostry. Przyjaźń jest wątkiem wyłącznie serialowym, ale biorąc pod uwagę to, co wydarzy się w przyszłości, może być jak jak najbardziej na korzyść fabuły i dodać do niej więcej dramatyzmu. 

Zobacz również: Locke & Key, sezon 3 – recenzja serialu. Lockowie vs. demony: ostateczne starcie

Ród Smoka
HBO, Ród Smoka

Wracając jeszcze na  moment do gry aktorskiej. Moim zdaniem na pochwałę pod względem gry aktorskiej zasługują także Paddy Considine i Rhys Ifans. Viserys odgrywany przez Considine’a  pokazuje królewski majestat i spokój, a zarazem silne przywiązanie do rodziny – córki, żony i brata. Z kolei Otto Hightower jawi się jako spokojny, wytrawny gracz polityczny. Ma w sobie coś z Tywina Lannistera. Bardzo liczę na to, że obaj aktorzy zachowają równy poziom do końca swojego antenowego czasu. Spodziewam się, że reszta aktorskiej obsady zabłyśnie w następnych odcinkach, bo poza wymienionymi wcześniej postaciami, trudno coś konkretnego powiedzieć o ich bohaterach. Niedoszła królowa Rhaenys oraz Valeryonowie aż proszą się o większą uwagę scenarzysty, niestety na razie jej nie dostają

Ród Smoka nie stroni od przemocy i krwawych scen. Doświadczamy ich na ulicach Królewskiej Przystani i  podczas turnieju na cześć królewskiego następcy. Nie mogę pominąć zastosowanego przez twórców zabiegu, w którym brutalne starcia uczestników turnieju przeplatają się ze scenami porodu. Zrównanie porodu z walką odzwierciedla funkcjonujące w Westeros powiedzenie o mężczyznach toczących walki na polu bitwy i kobietach dla których polem bitwy jest porodowe łoże. Ogólnie scena porodu jest szokująca, jednak kwestię czy jest to szok wywołany dla samego szoku, pozostawię bez odpowiedzi. Sądzę, że każdy wyciągnie z tej sceny własne wnioski. 

Zobacz również: Nie takie polskie fantasy straszne… Przypadek Odwróconej góry albo filmu pod strasznym tytułem

Ród Smoka
HBO, Ród Smoka

Dużym plusem są starannie przygotowane kostiumy i rekwizyty. Odpowiedzialni za nie ludzie musieli się napracować. Efekty ich pracy zadowalają, nie są pozbawione szczegółów i detali. Fanów Pieśni Lodu i Ognia z pewnością ucieszą takie drobnostki jak herb rodu Hightowerów z zielonym płomieniem na szczycie wieży. Niewtajemniczonym zdradzę, że Hightowerowie rozpalają zielony ogień na szczycie wieży, gdy Stare Miasto jest zagrożone i trzeba wezwać wasali do jego obrony. Ten szczegół nie pochodzi z Ognia i krwi, lecz dodatkowych materiałów serialu, co dobrze świadczy o scenarzystach. Widać, że dbają nawet o drobnostki. Całkiem przyjemnie będzie wyłapywać takie smaczki z całego serialu, o ile znajdzie się ich więcej. 

Zobacz również: Sandman – recenzja. Już śnię o drugim sezonie!

Trzeba przyznać, że w ciągu jednogodzinnego odcinka sporo się dzieje. Tak jakby Ród Smoka od początku chciał nas wciągnąć w wartką akcję i nie dać się od siebie oderwać. Akcja pierwszego odcinka rozgrywa się w Czerwonej Twierdzy i Królewskiej Przystani. To te same miejsca, co w Grze o tron, a jednocześnie odmienne. Różnice wynikają głównie ze szczegółów. Warto zwrócić uwagę na Żelazny Tron, który wygląda inaczej niż Żelazny Tron z poprzedniego serialu. Nie jest to przypadek, gdyż tron na którym zasiadają Targaryenowie zmodyfikowano, tak by bardziej odpowiadał wizji Martina. Ciekawym miejscem wydaje się także Smocza Jama w czasach swojej świetności, w której przebywają królewskie smoki i nad którą pieczę sprawują specjalnie wyszkoleni nadzorcy, znający valyriański. Tak przynajmniej wynikałoby z obco brzmiących słów, którymi jeden z nich zwraca się do smoka. No, właśnie smoki. Producenci nie pożałowali pieniędzy i wielkie bestie prezentują ładnie i szczegółowo. W pierwszym odcinku pojawiają się tylko dwa smoki – Syrax i Caraxes, ale jeśli pozostałe okażą się równie dopracowane, to będzie na czym zawiesić oko. Co ciekawe, smoki Rhaenyry i Daemona prezentują się trochę inaczej niż smoki Daenerys. Różnią się nawet od siebie nawzajem, co jest potwierdzeniem zapowiedzi twórców, że smoki z Rodu Smoka będą bardziej różnorodne. 

Co mogę dodać na koniec? Przed swoją premierą Ród Smoka budził wśród fanów wiele emocji. Jedni wierzyli, że serial zdoła zrehabilitować Grę o tron, drudzy byli bardziej sceptyczni i nie wierzyli w powodzenie projektu. Sama nie byłam ani szczególnie entuzjastycznie ani pesymistycznie nastawiona do tej produkcji. Pierwszy odcinek jednak przekonał mnie, że Ród Smoka ma szansę wyciągnąć z Gry o tron to co było w niej najlepsze i stworzyć zajmujące widowisko. Oczywiście do końca daleka droga i wszystko może się zdarzyć. Może i jeszcze za wcześnie by ogłaszać nowego króla seriali fantasy, jednakże Ród Smoka jest bardzo obiecującą pozycją do obejrzenia dla wielbicieli książkowej Pieśni Lodu i Ognia, serialowej Gry o tron albo po prostu dobrego fantasy.

Zobacz również: Nie takie polskie fantasy straszne… Przypadek Odwróconej góry albo filmu pod strasznym tytułem

Ród Smoka
HBO, Ród Smoka

Plusy

  • Kilka dobrze napisanych bohaterów...
  • Odwzorowanie klimatu pierwszych sezonów Gry o tron i twórczości Martina
  • Ładne kostiumy i detale, w tym dopracowane modele smoków

Ocena

9.5 / 10

Minusy

  • I sporo mało wyrazistych postaci
Olga Sawicka

Uwielbia czytać książki z każdej półki. W wolnym czasie obejrzy dobry film albo zagra w grę na peceta. Lubi nie tylko te popularne rzeczy z topowych dziesiątek, ale również te bardziej niszowe. Ponadto interesują ją zjawiska zachodzące w fandomach i kulturze popularnej. Fanka tekstowych roleplayów, w których niegdyś aktywnie brała udział,

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze