South Park: Snow Day! – recenzja gry i krótka historia egranizacji Miasteczka South Park

Nie wiem czemu, ale oglądając trailer South Park: Snow Day!, miałem przeświadczenie, że nowa gra z Cartmanem i spółką będzie sieciową nawalanką. Wiecie, coś w stylu zmarłego już śmiercią naturalną Crash Team Rumblegdzie łączymy się w drużyny i spuszczamy sobie nawzajem łomot w deathmatchach czy capture the flag.

Tymczasem South Park: Snow Day! nie dość, że bardziej podchodzi pod gatunkową mieszankę hack’n’slashy, starszych TPS-ów i beat’em upów, to jeszcze jest ściśle połączona zarówno z serialem, jak i dwiema poprzednimi częściami gry. Dodajmy do tego bardzo niską cenę, bo oscylującą w granicach 120 złotych i w zasadzie nie muszę pisać niczego więcej – ruszajcie na łowy i kupujcie własne egzemplarze tej produkcji. W idealnym świecie – może, ale najnowsza gra ze świata waszego ukochanego serialu wymaga jednak, bym zagłębił się w temat nieco głębiej.

Zobacz również: Najlepsze seriale animowane dla dorosłych

Miasteczko South Park od początku swego istnienia miało mocno pod górkę w kwestii tak zwanych egranizacji. South Park z 1997 roku, będący FPS-em osadzonym w tytułowej lokalizacji, nie oferował nic ciekawego i szybko można było się nim znudzić. Wydany rok później South Park: Chef’s Luv Shack był teleturniejem, gdzie na zmianę odpowiadaliśmy na pytania Chefa i braliśmy udział w mini-gierkach. Tak, każdy fan serialu zdecydowanie marzył właśnie o takiej egranizacji. Ostatnią grą od studia Acclaim był najlepszy z tej trójki South Park Rally. I nie, nie był to najlepszy w znaczeniu Ojciec Chrzestny I jest lepszy niż Ojciec Chrzestny II i III. To bardziej znaczenie Jednooki jest królem wśród niewidomych. Nigdy niestety nie udało mi się jej przejść, bo ma okrutnie zawyżony poziom trudności, ale pamiętam, że ściganie się Cartmanem czy Kennym sprawiało mi masę frajdy.

Po całkiem niezłym, acz krótkim romansie z Xbox Arcade pod koniec lat 00. (wtedy światło dzienne ujrzały Tenorman’s Revenge oraz Let’s Go Tower Defense Play!), twórcy serialu powiedzieli stop. Byli źli, że South Park wciąż nie doczekał się nie tyle dobrze przyjętej gry, co gry mającej ducha serialu. Dlatego panowie wzięli sprawy w swoje ręce. Efektem tego powstała prawdopodobnie jedna z najlepszych (o ile nie najlepsza) egranizacja w historii gier video. Kijek Prawdy zadebiutował w 2014 roku, a Matt Stone i Trey Parker ustawili sobie poprzeczkę wręcz nie do przeskoczenia.

Trzeba jednak im oddać, że nie spoczęli na laurach, ani tym bardziej nie zawładnęła nimi zachłanność. Owszem, wszystkie najbardziej spaczone i obrazoburcze pomysły wykorzystali w Kijku, który jednocześnie stanowił wtedy swoistą encyklopedię serialu. Niemniej, kontynuacja z 2017 roku – The Fractured but Whole – choć fabularnie stała kilka poziomów niżej, oferowała w zasadzie całkowicie zmieniony gameplay, nie serwując nam powtórki z rozrywki, lecz nową wizję na grę w tym uniwersum. Po latach grania w powtórki z rozrywki, zacząłem to w końcu w sequelu Kijka doceniać.

Zobacz również: South Park a wolność słowa

Ze Snow Day! jest bardzo podobnie. Jeśli The Fractured but Whole było ewolucją względem Stick of Truth, tak najnowsza produkcja spod szyldu South Park stanowi absolutną rewolucję. Z początku byłem sceptycznie nastawiony do tych zmian. Cartman, Kenny, Stan i Kyle w 3D, postawienie na kooperacyjną sieczkę, a na dodatek, całe miasteczko spowite lodową scenerią tak, że ciężko cokolwiek zobaczyć. Gdzie tu urok i klimat serialu, gdzie tu interesujący gameplay z Kijka Tyłka? No więc zapewniam was, że jest i jedno, i drugie, tylko trzeba wziąć pada w rękę i dać tej grze szansę.

Fabuła skupia się wokół potwornej śnieżycy, która nawiedziła nasze ukochane miasteczko w Kolorado. Dzieciaki, ciesząc się wolnym od szkoły, postanawiają wrócić do swoich zabaw. Niestety, Nowy – czyli my – zepsuł dwie poprzednie, bo w każdej z nich stawał się zbyt OP. Cartman i spółka spisują więc księgę zasad, która obowiązuje wszystkich – i tym samym zabawa zaczyna się od nowa. Choć pierwsze misje sugerują historię zbliżoną do Kijka Prawdy, wraz z rozwojem zdarzeń fabuła obierze całkowicie inny i niespodziewany kierunek. Fani serialu powinni być zachwyceni!

Zobacz również: Ted – recenzja serialu. Sporo serducha od wulgarnego miśka

Jak już wspomniałem, South Park: Snow Day! gatunkowo najbliżej do hack’n’slashy z domieszką beat’em upów i TPS-ów. Przed każdą misją (tych jest 5), zaczynamy w naszej bazie wypadowej – dobrze znanej z Kijka Kupa Keep. Tam też będziemy mogli przygotować się do naszego zadania. Bazar Tweeka i Craiga pozwoli nam na zmianę ciuchów i akcesoriów Nowego. W TOI TOI-u Pana Hankeya (tak, wiem…) możemy wymienić zebraną w trakcie misji mroczną materię (hmmm…) na różne ulepszenia postaci, takie jak większe obrażenia, większa stamina czy też obniżenie kosztów upgrade’u kart (o tym za chwilę).  W Zbrojowni Tokena wybierzemy naszą broń białą i dystansową, a także czary, które będziemy mogli rzucać w boju. Z początku, dostępnych będzie po jednej broni każdego rodzaju oraz dwa czary, ale wraz z kolejnymi misjami, ten wybór będzie się powiększał.

Każda misja jest oparta mniej więcej na tym samym schemacie. Na początku dobieramy sobie karty (absolutnie uroczy design!), które ulepszają nasze zdolności. Te są za każdym razem losowe, co działa na plus tej produkcji. Każde przejście misji będzie się różniło w zależności od tego, co wylosujemy. Oprócz pojedynczej karty upgrade’u naszej broni bądź czaru, losujemy dodatkowo tak zwaną Przeginkę (w oryginalnej wersji Bullshit). Jest to super-moc, której możemy użyć ograniczoną ilość razy na mapie. Ułatwi ona zdecydowanie wygranie bitwy, która nie idzie po naszej myśli.

Zobacz również: Velma – recenzja serialu (odcinki 1-2). Scooby Doo, gdzie jesteś?!

Sama misja składa się z 5 etapów, a rozgrywka w każdym z tych etapów polega przede wszystkim na rozwałce hord przeciwników. Od czasu do czasu wpadnie mini-misja, jak zebranie przedmiotów z różnych części mapy, ale clue rozgrywki stanowi właśnie walka. Po każdym etapie, Jimmy da nam możliwość wyboru jednego z trzech oferowanych przez niego usprawnień naszych atrybutów. Za zebrany na mapie papier toaletowy (główna waluta w grze), możemy wymienić zestaw na inny, lub ulepszyć daną kartę, dzięki czemu jej efekt będzie potężniejszy. Ostatnim, finałowym etapem, jest natomiast zawsze walka z bossem.

Choć grałem w pojedynkę i kooperacji nie było mi dane (jeszcze) doświadczyć, muszę przyznać, że twórcy postarali się o to, aby tryb dla jednego gracza nie znudził się po dwóch misjach. Owszem, można w pewnym momencie poczuć lekkie znużenie, nawet i u fana serialu. System losowości kart jednak podtrzymuje to zainteresowanie, bo każde podejście do misji może się bardzo różnić od poprzedniego. Oczywiście, w trybie solo, kompanów zastępuje trójka botów. Niestety, kilka razy razy lubili mi się zglitchować, pozostawiając mnie na pastwę losu. Bugi, choć okazjonalne, potrafią napsuć krwi. W jednej z misji dochodziłem już do bossa, gdy gra nagle nie chciała mnie przepuścić dalej. Efekt? Ano musiałem zrestartować konsolę, a jako, że po wyjściu z misji lub przegranej, nasz bohater musi zaczynać ją od nowa, towarzyszyło mi przykre odczucie zmarnowania kilkunastu dobrych minut…

Zobacz również: Najlepsze gry dekady 2010-2019

Cena South Park: Snow Day! jest bardzo adekwatna do jej jakości. Tu kolejna pochwała w stronę twórców. Stone i Parker mają świadomość tego, ile jest warte to, co wydają (w przeciwieństwie do innych producentów…). Główna fabuła starcza na jakieś 6 godzin plus godzinka, może dwie na dodatkowy tryb hordy. Sami twórcy zaznaczają w komunikacie, który wyskakuje po ukończeniu historii, że to bardzo krótko. Dlatego też zachęcają nas do ponownego przechodzenia misji prostym sposobem. Otóż na każdej mapie pojawia się Nichole, z którą możemy zawrzeć pakt. W zamian za przejście misji na jej warunkach (np. apteczki dają znacznie mniej zdrowia), możemy dostać nowe ciuchy i inne nagrody. Uważam jednak, że mimo wszystko i bez Nichole fajnie przechodzić te misje na inne, różne sposoby. Snow Day zdecydowanie ma w sobie pierwiastek regrywalności. Na pewno wrócę jeszcze nie raz do tego tytułu, bo choć prosty w założeniu, dostarczył mi sporo frajdy.

Twórcy Miasteczka South Park eksperymentują i moim zdaniem eksperymentują dobrze. Cholera, mam teraz nadzieję, że ich następny tytuł to będzie jeszcze zupełnie coś innego. Wyścigówka? Bijatyka? Nie wiem, ale o ile Trey Parker i Matt Stone będą na pokładzie, wiem, że dostaniemy coś oryginalnego i pomysłowego. Oby do następnej gry ze świata małego, pięknego miasteczka w Kolorado!


Egzemplarz recenzencki dostarczyła firma PLAION. / Fot. główne: materiały promocyjne

Plusy

  • Gameplay pozwalający na różnorodną sieczkę...
  • Genialny humor i masa smaczków dla fanów
  • Adekwatny stosunek ceny do jakości

Ocena

7.5 / 10

Minusy

  • ... choć może znurzyć w trybie solo
  • Okazjonalne bugi i glitche
Krzysztof Wdowik

Nie lubi (albo nie umie) mówić zbyt poważnie i zawile o popkulturze. Nie lubi też kierunku, w którym poszedł Hollywood i branża gamingowa. A już na pewno nie lubi pisać o sobie w trzeciej osobie. W ogóle to on mało co lubi.

Subskrybuj
Powiadom o
guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Pokaż wszystkie komentarze